niedziela, 31 stycznia 2016

DENKO | styczeń 2016

Zapraszam na pierwsze denko w nowym roku. Styczeń obfitował w zużycia i to chyba najowocniejszy tego typu post jaki pojawi się na moim blogu. Zapraszam Was serdecznie na krótkie podsumowanie produktów, które wykończyłam w mijających tygodniach.

Oto i oni:


A w szczegółach:

Chusteczki do demakijażu Cleanic - lubię tego typu formę demakijażu jednak te, które wpadły w moje łapy w pudełku Joybox nie sprawdziły się u mnie zupełnie. Nasączone były podejrzanie konkretnym płynem, który raczej ślizgał się po skórze niż rozpuszczał makijaż. Na dodatek struktura chuteczek nie była porowata przez co nie zbierały produktu za skóry. Są dosyć drogie jak na 10 sztuk w opakowaniu przez co tym bardziej jestem nimi rozczarowana. Nie wrócimy do siebie.
Żel micelarny Lirene - po zachwycie podobnym produktem marki AA spodziewałam się po nim trochę więcej niż mi zaoferował. Jednak rozpiszę się na jego temat w odrębnej, zbiorczej recenzji produktów do demakijażu tej firmy.
Mleczko do demakijażu oczu Corine de Farme - kolejny demakijażowy bubel z Joyboxa. Zużyłam je również do zmywaniu makijażu ze skóry twarzy by jak najszybciej pozbyć się tego bubelka. Tworzył na skórze tłustą powłokę, ślizgał się po makijażu zamiast go rozpuszczać. Totalnie nieporozumienie.
Żel złuszczający do mycia twarzy Lirene Derma Matt - zachwyt! Niezwykle przyjemne myjadło o którym rozpiszę się wkrótce.
Żel do mycia twarzy i oczu Tołpa - bardzo przyjemny produkt oczyszczający. Niepieniąca formuła gęstego żelu uprzyjemniała użytkowanie. Jestem na tak.
Płatki kolagenowe Skin Lite - przyjemne, idealne do codziennego użytku. Pojawiła się ich recenzja do której zapraszam.

Szampon na kwiatowym propolisie Bania Agafii - po przygodzie z inną wersją tego produktu, która spowodowała spore spustoszenie na mojej skórze głowy podchodziłam do niego z ogromnym dystansem. Ba, bałam się go otwierać i przeleżał w pudle  z zapasami blisko rok. Na szczęście sprawdził się co najmniej dobrze. Był łagodny, jednocześnie świetnie oczyszczał nie plącząc nadmiernie włosów. Skóra głowy zareagowała na niego dobrze, uf.
Szampon Aktywator wzrostu Bania Agafii - placebo ale skuteczne. Mam wrażenie, że faktycznie szybciej rosły mi po nim włosy. Nie podrażniał skóry jednak mocno plątał włosy więc bez odżywki ani rusz.
Spray do włosów Seboradin Niger - mój numer jeden. Gości u mnie od lat.
Olejek odbudowujący Yves Rocher - moje włosy się z nim nie polubiły jednak dobrze sprawdzał się na skórze głowy.


Płyny do kąpieli Keipp - jest o nich tak głośno, że musiałam się w końcu na nie skusić. Są świetne. Dają obfitą, gęstą pianę, barwią wodę i mają niesamowite zapachy. Szkoda, że są dosyć drogie jak na swoją niewielką pojemność.
Peelingi Lirene - doczekają się odrębnej recenzji.
Żel pod prysznic Aromatyczna wanilia Yves Rocher - piękny, pół słodki pół wytrawny zapach wanilii i konkretna piana sprawiły, że bardzo się polubiliśmy. Jak wszystkie żele tej firmy był średnio wydajny.
Żel pod prysznic Kamill - zapach mleczka rabarbarowego zdobył moje serce na tyle, że to kolejne opakowanie, które zużyłam. Mimo dosyć rzadkiej konsystencji był dosyć wydajny bo nieźle się pienił. Nie przesuszał nadmiernie skóry.

Krem do biustu Soraya - mam wobec niego mocno mieszane uczucia. Niby fajnie nawilżał, niby fajnie wygładzał skórę ale zasadniczo nie potrzebuję odrębnego produktu do tej partii ciała bo każdy jeden balsam dał by mi podobne efekty.
Nawilżający eliksir Alverne - pojawił się w ostatniej edycji Joyboxa i szybko zdobył moją sympatię. Nawilżał, wygładzał, miał przyjemny zapach który nie męczył. Minus za opakowanie - bliżej końca opakowanie pompka odmówiła współpracy i miałam problem z jego wydobyciem.
Masło do ciała Bania Agafii - pod względem pielęgnacyjnym to cudowny produkt. Mocno nawilżał i regenerował skórę. Miał świetną gęstą i zbitą konsystencję, która w żaden sposób nie sprawiała problemów przy aplikacji. Jednak nie opowiadał mi jego zapach.  Zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi wariant muszkatołowy.
Krem do rąk Dermedic - kolejne cudo z Joyboxa. Był mocno specyficzny. W momencie aplikacji dawał dziwaczne odczucie smarowania dłoni wysmarowanych wazeliną wodą. Jednak szybko się wchłaniał pozostawiając delikatną, matową powłoczkę. Działanie pielęgnacyjne na plus. Mimo słabej wydajności chętnie do niego wrócę.
Krem do stóp rozgrzewający SheFoot - kolejny krem do stóp tej marki jaki znalazł się z boxie. Ten mnie nie zachwycił - właściwości pielęgnacyjne miał mocno przeciętne. Jednak uczucie rozgrzania jakie towarzyszyło mi przez kilkadziesiąt minut po aplikacji sprawiło, że chętnie sięgnę po kolejne opakowanie przyszłej zimy.

To by było na tyle. Znacie któryś z pokazanych kosmetyków?





niedziela, 17 stycznia 2016

LIRENE | Vital Code | Skoncentrowany balsam witaminowy z olejkami oraz Ujędrniający witaminowy olejek

W porównaniu do sporej części kobiet, które często narzekają na niechęć do balsamów, olejków i innych nawilżaczy ja smarować się lubię.  Moja skóra, szczególnie w sezonie okołozimowym jest sucha jak wiór i trzy dni bez balsamu to dla niej zbrodnia / jak jakkolwiek poważnie to nie zabrzmiało przy tak błahej spawie ;) /
Dziś pora na recenzje produktów Lirene z linii Vital Code. Parę miesięcy temu w moje łapy wpadł Skoncentrowany balsam witaminowy z olejkami oraz Ujędrniający witaminowy olejek. Jeden zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, drugi lekko rozczarował...


LIRENE | Vital Code | Skoncentrowany balsam witaminowy z olejkami 

Nie wiem czemu ale nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. Balsam dedykowany jest skórze suchej a producent obiecuje nam pełną regenerację przy jego stosowaniu. Chyba zwiodła mnie jego lekka konsystencja i soczyście żółte opakowanie, które mi osobiście ewidentnie nie kojarzy się z produktem nawilżającym a raczej z czymś ujędrniającym o małej sile rażenia. Choroba, niesłusznie. Mimo lekkiej konsystencji lotion robi kawał dobrej roboty. Nawilża, wygładza, odżywia i regeneruje. Efekty widoczne są szczególnie na najbardziej suchych partiach skóry jak łokcie czy kolana. Dodatkowo bardzo szybko się wchłania pozostawiając na skórze lekką, nieklejącą powłokę. Kolejnym plusem jest jego zapach, nieoczywisty, wyraźnie cytrusowy z nutą sama nie wiem czego. Skład może i nie należy do najlepszych ale widzę progres, przed parafiną /która mi osobiście nie przeszkadza bo i krzywdy mi nie robi/ znajdziemy olej. Dostępny jest wyłącznie w pojemności 400 ml /osobiście wolę mniejsze / w cenie niespełna 20 zł. Zdecydowanie wart przetestowania.



LIRENE | Vital Code | Ujędrniający witaminowy olejek

Co można spaprać w olejku do ciała? Klika istotnych kwestii. Zaczniemy od opakowania. Nie jestem w stanie pojąć o czym myślą firmy pakujące olejki w opakowania w formie psikadła. Nie ma to racji bytu o czym pierwszy raz przekonałam się kupując olejek z Bielendy. Liczyłam na lekką mgiełkę produktu ale naturalna kolej rzeczy sprawiła, że atomizer funduje nam strugę olejku i wiecznie tłuste opakowanie. Czemu nie wygodna pompka ja się pytam? Kolejno skład. Wiem, że parafina jest tania ale w olejku za blisko 25 zł za 150 ml spodziewałabym się zdecydowanie lepszego składu. Działanie? Stosowanie tego produktu na mokro nie ma racji bytu. Bo nie daje efektów żadnych a po pięciu minutach od aplikacji miałam wrażenie, że skórę mam bardziej przesuszoną niż bezpośrednio po umyciu. Zostało mi więc używanie go na skórę suchą. Było zdecydowanie lepiej. Może i efekt pielęgnacyjny nadal nie urywał tyłka ale przynajmniej krzywdy nie robił. Plus za konsystencję - suchy olejek to to nie był ale nie tłuścił też skóry pozostawiając na niej przyjemną, satynową powłoczkę. I na koniec rzecz najlepsza czyli zapach. Niezwykły, niespotykany, niczym słodkie, orientalne perfumy. I to własnie zapach uratował w moim przypadku ten produkt przed przedwczesną śmiercią w koszu.


Jeśli miałabym Wam któryś z tych kosmetyków polecić zdecydowanie byłby to balsam. A może znacie któryś z tych produktów? Macie na ich temat podobne zdanie?

czwartek, 14 stycznia 2016

YVES ROCHER | linia TRZY HERBATY | tonik usuwający oznaki zmęczenia i płyn micelarny do demakijażu

Zapraszam Was na recenzję dwóch produktów z oczyszczającej gamy marki Yves Rocher. Względem jednego od samego początku miałam mieszane uczucia, drugi miał za to szansę stać się moim ogromnym ulubieńcem. Tak się niestety nie stało i po raz kolejny przekonałam się że warto poczekać z napisaniem recenzji bo czasem dłuższe stosowanie danego kosmetyku potrafi mocno zmienić moje zdanie wobec niego. Jesteście ciekawe o którym produkcie mowa?


Zacznijmy od toniku. Konkretnie od toniku, który zdaniem producenta ma zapewnić nie tylko pomóc nam oczyścić skórę jako uzupełnienie demakijażu ale i usunąć z niej oznaki zmęczenia. To właśnie ten tonik zrobił na mnie ogromne wrażenia w czasie dwóch pierwszych miesięcy stosowania. Polubiłam w nim wszystko: lekką żelową konsystencję, piękny zapach /gumek chińskich/, szybkie wchłanianie, lekkie nawilżenie, widoczny efekt promiennej skóry który pojawił się po 2-3 tygodniach używania /aczkolwiek moja skóra w tym okresie miała ze mną dobrze i istnieje spore prawdopodobieństwo, że to nie tylko jego zasługa/. Tonik ten zachwycał wydajnością - używałam go niczym serum, nakładając kilka kropli na skórę twarzy, szyi i dekoltu od czasu do czasu mieszając go z olejem. Po tym czasie zużycie oscylowało w granicach 1/3 butelki. Używany w ten sposób wystarczyłby mi więc na całe wieki co przy jego cenie /teoretycznie 29 zł, praktycznie nawet poniżej 10/ sprawiało, że myślałam o nim jako o toniku idealnym. No, guzik. Najpierw zaczął mi delikatnie podrażniać okolice oczu, potem skórę całej twarzy. Pojawił się kolejno lekki dyskomfort, pieczenie by skończyć na nieprzyjemnym uczuciu mrowienia skóry pojawiające się kilka minut po aplikacji. Miałam ochotę wyrzucić go do kosza bo nie posiadam zapędów sadystycznych ale postanowiłam dać mu szansę i spróbowałam używać go do demakijażu. Z ostrożności omijałam oczy jednak do zmywania podkładu i reszty moich twarzowych malunków zdecydowanie sprawdził się świetnie. Krótki kontakt ze skórą zminimalizował nieprzyjemne objawy więc pustą butle mogliście zobaczyć w grudniowym denku. Niemniej zdecydowanie nie jest to produkt do którego będę chciała wrócić i wszystkim osobom, które borykają się z jakąkolwiek nadwrażliwością serdecznie odradzam.

Płyn micelarny nie zachwycił mnie od samego początku. Zawiedziona jestem jego zapachem bo o ile zapach toniku był totalnie rewelacyjny tak płyn pachniał niezbyt przyjemnie. Trochę mdło, trochę zielono, jak na mój nos byt intensywnie. Działanie również nic mi nie urwało. O ile micel spokojnie radził sobie z demakijażem skóry twarzy tak przy próbie pozbycia się z rzęs niewodoodpornego tuszu zaczynały się schody. Dodatkowo gdy dłużej trzymałam wacik przy oku pojawiało się pieczenie. Na szczęście skórze twarzy krzywdy nie robił. Ze względu na ilość konieczną do usunięcia makijażu zużyłam go dosyć szybko gdzie micel jest odrobinę droższy niż tonik bo w cenie regularnej /czy ktoś w YR kupuje produkty w cenach regularnych?/ kosztuje bagatela 37 zł.

Zastrzeżenia jak zawsze mam do opakowań. Są ładne, estetyczne i zgrabne ale przy próbie ich otwarcia łatwo połamać sobie paznokcie. Aczkolwiek to domena produktów tej firmy i już zdążyłam do nich przywyknąć.

Podsumowując: miało być pięknie, wyszło jak zawsze ;)


poniedziałek, 11 stycznia 2016

DENKO | Grudzień 2015

 Pora rozliczyć się z ostatnimi zeszłorocznymi śmieciami :)


Rumiankowy żel do mycia twarzy PureCelmille Yves Rocher - to moja druga zużyta butla na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Produkt zdecydowanie wart uwagi i powrotu.
Płyn micelarny Trzy herbaty Yves Rocher - szykuje mu się odrębna recenzja aczkolwiek nie jest to produkt niezastąpiony i raczej do siebie nie wrócimy.
Tonik Trzy herbaty Yves Rocher - od miłości do nienawiści. O nim też napiszę więcej.
Woda micelarna Alverne - wpadła mi w łapy w pudełku Joybox. Totalna porażka. Przywykłam, że micele potrafią podrażnić moje oczy ale podrażnić skórę twarzy /uczucie rozgrzania, zaczerwienienie, pieczenie/ w tak znaczący stopniu nie udało się jeszcze żadnemu. Oprócz jemu.
3-stopniowa kuracja intensywnie złuszczająca U20 - zużyłam i nadal trudno jest mi coś więcej na jej temat powiedzieć. Peeling czyli pierwszy krok był rewelacyjny. Niezwykle intensywny, mocno złuszczający, zdecydowanie kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie jeśli pojawiłby się w sprzedaży. Krok drugi /maska/ i trzeci /serum zwężające pory/ były za to sporym nieporozumieniem.
Hydrospheric intensive cream Arkana - kolejna Joyboxowa miniatura. Tym razem popadłam w pełny zachwyt i gdyby nie obrzydliwie wielkie kremowe zapasy już teraz skusiłabym się na pełnowymiarowe opakowanie. Idealne nawilżenie i odżywienie jaki zafundował ten krem mojej skórze powaliło mnie na łopatki. Dodatkowo bogata formuła wchłaniająca się do matu... Chcę.
Czarna glinka - genialnie napinała skórę jednocześnie pięknie ją wygładzając. Upierdliwa z zmywaniu ale jestem w stanie jej to wybaczyć. Wrócimy do sobie.

Maska do włosów Kallos Milk - zdecydowanie słabsza od mlecznego Sericala. Nie pobiła też mojej ulubionej wersji Keratin czy całkiem niezłej maski Banana. Coś tam robiła, nie twierdzę że nie ale nie jest to mój faworyt i powrotu nie planuję.
Delikatny szampon z bio-nagietkiem Corine de Farme - nie jestem fanką szamponów dziecięcych jednak dla tego zrobiłam wyjątek. Jest łagodny, świetnie domywa skórę głowy /zawiera SLS/, pięknie pachnie, nieźle się pieni i nie plątał moich włosów na potęgę. Plus za wygodne, wielkie opakowanie z pompką.
Szampon rewitalizujący kolor Joanna /seria profesjonalna/ - działanie rewitalizujące na piątkę. Faktycznie ochładzał kolor włosów i odkąd się skoczył widzę, że przybrały zdecydowanie cieplejszy odcień. Używałam go mniej więcej 2-3 razy w tygodniu do drugiego mycia. Niestety przesuszał i plątał mi włosy więc poszukam mu jakiegoś zamiennika.

Olejek do ciała Vital Code Lirene - mam wobec niego mieszane uczucia, więcej napiszę przy okazji jego recenzji.
Krem do stóp Intensywne nawilżanie SheFoot - czemu to takie drogie ja się pytam. Nie oszalałam, żeby wydawać na krem do stóp blisko 30 zł jednak jeśli taka kwota nie uszczupli znacząco Waszego portfela to zdecydowanie polecam zakup. Pięknie nawilżał, pięknie odżywiał, ładnie pachniał i miał wygodne opakowanie z pompką. Ze względu na wygórowaną cenę zostanę jednak fanką krem Lirene jednak cieszę się, że przy okazji Joyboxa miałam okazję się z nim poznać.
Antyperspirant Old Spice - męski, wiem. Pachnie to to niesamowicie, jest pieruńsko wydaje, chroni należycie i nie pozostawia plam czy lepiącej warstwy. Mam następny, zdrad nie planuję.

Płyn do kąpieli Malizia - gęsta, bogata piana / jednak niezbyt trwała/ i rewelacyjny zakup dziecięcej zasypki kupiły mnie od pierwszego użycia. Wydajnością nie grzeszył ale jestem w tanie mu to wybaczyć. Ubolewam, że nie jest dostępny w sprzedaży stacjonarnej.
Płyn do kąpieli Cien - baaardzo gęsty co przekładało się na wydajność i bogatą pianę. Zakochałam się w zapachu, wyraźna nuta jaśminowa złamana soczystą brzoskwinią zdecydowanie umilała kąpiele. Bardzo żałuję, że to edycja 'gazetkowa' i został już wycofany ze sprzedaży na szczęście udało mi się kupić jeszcze jedną sztukę.
Żel pod prysznic JdM Yves Rocher - wielbię ten żel za słodki i intensywny zapach kwiatu tiare. Pieni się pięknie jednak nie jest wydajny. Ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Mam następny. Następnych siedem :P
Żel pod prysznic Wild Rose Avril Lavigne /miniatura/- gratis do zakupów. Słabo się pienił, mocno przesuszał za to miał całkiem niezły zapach.
Żele Balea - jeśli mowa o zapachach jeden by ładniejszy od drugiego i zdecydowanie nie jestem w stanie wybrać tu mojego ulubieńca. Działanie? Na poziomie żeli z Isany - słaba piana, trochę przesuszyły mi skórę.

Generalnie nie pokazuje Wam denek past do zębów bo...nie. O tej Biała perła Krystaliczna biel wspomnę ponieważ pojawiła się na blogu przy okazji pokazywania zawartości Joyboxa. Czy wybiela? odrobinę. Efekt jest widoczny ale z pewnością nie jest on spektakularny. Zużyłam takie próbki mleczka do ciała LPM i balsamu Tołpa Atopic. Oba spodobały mi się na tyle, że chętnie w przyszłości przygarnę pełnowymiarowe opakowania. Z rzeczy do twarzy kolejna maseczka/peeling Perfecta Błotna detoksykacja - świetny duet niestety niedostępny już z sprzedaży oraz słaba maska nawilżająca Arkana i zapowiadająca się na tyle dobrze maska oczyszczająca drożdżowa Bandi że przygarnęłam jej pełnowymiarowe opakowanie. Na koniec kapielowi umilacze. Tabletka do kąpieli Yves Rocher o zapachu karmelizowanego jabłka nie zrobiła na mnie wrażenia podobnie jak perełki do kąpieli Kneipp i standardowe sole z Isany. Za to spore wrażenie zrobiła wersja o zapachu ziół alpejskich. Była diabelnie intensywna a ziołowy aromat skutecznie odetkał mu chorobowy, zakatarzony nos. Będziemy do siebie wracać.

Znacie któryś z tych produktów?

sobota, 9 stycznia 2016

ZBIORY kosmetyczne 2016: kolorówka

Po pielęgnacji pora na aktualizację kosmetyków do makijażu. Tutaj zbiór skromny i rozsądny :)

* podkład mineralny kryjacy Anabelle Minerals
* podkład mineralny Lily Lolo
* krem matujący BB U20 /+ ciemniejszy w zapasach/
* krem Master Blur BB Lirene /+ ciemniejszy w zapasach/
* podkład my color CODE Lirene /+ dwa ciemniejsze w zapasach/
* krem BB Embryolisse /miniatura/
* korektor Bell
* korektor Match perfecion Rimmel

* baza rozświetlająca 122 purles
* puder Zero niedoskonałości Yves Rocher
* zestaw podkładów do konturowania KOBO
* puder brązujący MIYO
* trio Provoke
* róż Tickled Pink Lily Lolo
* róż MUR 
* rozświetlacz WIBO

* tusz EL /miniatura/
* tusz SGGM
* tusz SGGM
* tusz La Luxe Paris
* tusz Pierre rRene
* kredka LL Essence
* flamaster do brwi Catrice
* kredka do brwi Catrice
* wosk do brwi Catrice

* paletka Catrice
* paletka Catrice
* paletka Inglota /3 cienie KOBO + Inglot/
* paletka Provoke
* pigment MUR
* cień prasowany Lily Lolo
* cień sypki Lily Lolo

* wypełniacz ust DermaFuture
* błyszczyk Mary Kay
* błyszczyk JOKO
* błyszczyk Pierre Rene
* błyszczyk Pierre Rene
* pomadka SGGM

piątek, 8 stycznia 2016

Zbiory kosmetyczne 2016: PIELĘGNACJA - wchodzicie na własną odpowiedzialność

Cóż... chyba zacznę od słów, którymi rozpoczęłam podobny post rok temu: nazwa bloga nie wzięła się znikąd. Nie udało mi się zmniejszyć ilości posiadanej pielęgnacji, ba, jestem 22 sztuki na plusie. Tym razem bez czczych obietnic za to z informacją, która pewnie wiele z Was uspokoi - ilość zapasów mnie nie przytłacza :)

Dla ciekawych w tym miejscu możecie podejrzeć zbiór zeszłoroczny.

* w użyciu :)

1. i 2. Olejek do demakijażu i pianka myjąca Bandi
3. Płyn micelarny Lirene*
4. Żel micelarny Lirene*
5. Mleczko do demakijażu Corine de Farme*
6. Płyn dwufazowy Lirene*
7. Chusteczki do demakijażu Cleanic*

8. Żel-krem myjący Eveline*
9. Emulsja oczyszczająca Alterra*
10. Żel złuszczający Lirene*
11. Pianka oczyszczająca Under 20
12. Emulsja micelarna Anida
13. Żel Tołpa*
14. Żel Tołpa

15. Złuszczający tonik-esencja Perfecta*
16. Tonik pielęgnacyjny Rival de Loop*
17. Tonik pielęgnacyjny Rival de Loop
18. Tonik matujący Eveline
19. Tonik nawilżająco-oczyszczający Lirene

20. Krem na dzień Age re-GENeration Lirene
21. Krem na noc Age re-GENeration Lirene
22. Krem na dzień Derma Matt Lirene
23. Krem na noc Derma Matt Lirene
24. Koktajl nawilżający 35+ Bandi
25. Krem na noc 35+ Bandi
26. Krem na dzień Biały hibiskus Tołpa
27. Krem na noc Futuris 30+ Tołpa*
28. Krem z wit. K Pharmaceris N
29. Krem wybielający Pharmaceris W*
30. Krem nawilżający z SPF 30 Pharmaceris*
31. Krem redukujący niedoskonałości U20
32. Krem-żel zwężający pory U20
33. Krem Elixir 7.9 Yves Rocher

34. Krem pod oczy Anti-age Global Yves Rocher
35. Krem pod czy Elixir 7.9 Yves Rocher
36. Krem pod oczy Futuris 30+ Tołpa
37. Krem pod oczy Riche Yves Rocher*
38. Krem na dzień Vichy Idealia*
39. Serum z aktywną wit. C Bielenda*
40. Olejek różany Vis Plantis*
41. Serum do rzęs Bandi*
42. Serum do rzęs Realash*
43. Pomadka ochronna Yvers Rocher*
44. Pomadka ochronna Sylveco*

45. Korund kosmetyczny*
46. Peeling Evree*
47. Peeling 3w1 Evree*
48. Peeling enzymatyczny Bandi*
49. Maska oczyszczająca Bandi*
50. Błękitna glinka*
51. Maska Bania Agafii
52. Płatki pod oczy Skinlite*
53. Płatki pod oczy Skinlite

54. Szampon z wyciągiem z hammamelisu Yves Rocher
55. Szampon z wyciągiem z hammamelisu Yves Rocher
56. Szampon I love my planet Yves Rocher
57. Szampon przeciwko wypadaniu Yves Rocher
58. Szampon przeciwko wypadaniu Yves Rocher
59. Pasta oczyszczająca Liście manuka Ziaja*
60. Szampon na kwiatowym propolisie Bania Agafii*
61. Szampon Aktywator wzrostu Bania Agafii* /brak zdjęcia/

62. Maska Hair Pro-tox Kallos*
63. Maska odmładzająca Marion*
64. Seboradin Niger*
65. Olejek odbudowujący Yves Rocher*
66. Jedwab w płynie Eveline*
67. Pianka Syoss*
68. Root lifter Artego*

69. Peeling do stóp Yves Rocher
70. Peeling do stóp Yves Rocher
71. Żel peelingujący Perfecta
72. Peeling cukrowy Lirene
73. Peeling ujędrniający Lirene
74. Peeling solny Lirene

75. Żel do hi Lirene
76. Żel micelarny do HI Lirene*
77. Mydło miodowe Bania Agafii
78. Żel pod prysznic Yves Rocher*
79. Żel pod prysznic Lirene
80. Żel pod prysznic Apart*

81. 82. 83. 84. 85. Żele Isana
86. Żel Kamill*

87. 88. 89. 90. 91. 92. 93. 94. 95. 96. 97. 98. 99. Żele Yves Rocher

100. Płyn do kąpieli Malizia*
101. Płyn do kąpieli Malizia
102. Płyn do kąpieli Cien
103. Płyn do kąpieli Kneipp*
104. Płyn do kąpieli Kneipp*

105. Balsam do rąk Balea*
105. Krem do rąk Lirene*
106. Krem do rąk Esotiq
107. Krem do rąk Tołpa
108. Krem do rąk Dermedic*
109. Krem do rąk Yves Rocher*
110. Krem rozgrzewający do stóp SheFoot*
111. Koncentrat do rąk Cien*
112. Zimowy balsam do rąk Yves Rocher
113. Krem do rąk The Body Shop

114. Serum do ciała Dr Irena Eris
115. Balsam do ciała Dr Irena Eris
116. Masło do ciała Bania Agafii*
117. Mleczko do ciała Yves Rocher
118. Mleczko do ciała Yves Rocher
119. Mleczko do ciała Yves Rocher
120. Nawilżający eliksir Allverne*
121. Olejek  do ciała Dove*
122. Witaminowy balsam Lirene*
123. Krem do biust Soraya*

124. Mazoterapia Lirene
125. Eksfoliacja Lirene
126. 127. Duet Lirene
128. Balsam rozświetlający Lirene
129. Olejek rozświetlający Nacomi
130. Balsam brązujący Dove
131. Rajstopy w sprayu Lirene
132. Rajstopy w sprayu Lirene
133. Mus Venus
134. Krem BB Lirene
135. Filtr 30 Lirene
136. Filtr 30 Lirene
137. Filtr 50 Lirene

środa, 6 stycznia 2016

JOYBOX | edycja grudniowa w mini-recenzjach

Na początku grudnia wpadło mi w łapy podstawowe pudło Joybox. W tym miesiącu firma rozpieściła nas też edycją świąteczną. Dziś pora na podsumowanie zawartości i krótkie recenzje zawartych w nim produktów.


Zawartość:


I w szczegółach:

Nawilżający eliksir do ciała Allverne - po porażce z wodą micelarną te firmy podchodziłam do tego smarowidła ze sporą dozą niepewności. Niesłusznie. Eliksir okazał się być przyjemnym lekkim, mocno wygładzającym skórę nawilżaczem. Bałam się trochę kokosowo-waniliowego zapachu jednak nie zabija od słodkością. Jest idealnie wyważony i bardzo przyjemny. Zdecydowanie się polubiliśmy.
Rozgrzewający krem do stóp SheFoot - jeden z moich ulubieńców, jeśli mowa o tej edycji pudełka. Właściwości pielęgnacyjne może i nie są zbyt spektakularne ale długotrwałe, przyjemne grzanie okazało się być błogosławieństwem przy obecnej pogodzie *-*
Kawowy żel peelingujący Perfecta - nie jestem fanką żeli peelingujących bo zazwyczaj podsumować je mogę określeniem 'ni to żel ni to peeling'. W tym przypadku otrzymuję i fajny, niewysuszający żel i ostry, przyjemny, chociaż ze względu na dosyć ubogą /ale tragedii nie ma/ ilość drobinek dosyć subtelny produkt. Plus za zapach, pachnie pomarańczą a nie kawą.
Mleczko do demakijażu oczu Corine de Farme - bubel. Ze względu na swoje słabe działanie oczyszczające. Używam go również do demakijażu twarzy by jak najszybciej się go pozbyć i zapomnieć o tym uroczym, różowym koszmarku.


Chusteczki do demakijażu Cleanic - bubel numer dwa. Rozmazują makijaż po twarzy. Tylko i wyłącznie.
Krem Hydrospheric Intensive Arcana - zachwyt! Gdyby nie moja potężna kolekcja kremów czekających na zużycie z przyjemnością zainwestowałabym w jego pełnowymiarowe opakowanie. Krem ma przyjemnie bogatą konsystencję, jednak błyskawicznie wchłania się na skórze do matu. Idealny pod makijaż, idealny w pielęgnacji wieczornej. Nawilża, odżywia, regeneruje. Pięknie wygładza. Dawno żaden krem nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia. Chcę.
Olejek ze złotymi drobinkami Nacomi - czeka do wiosny.
Krem do rąk Linum Emolient Dermedic. Mam bardzo problematyczną skórę dłoni więc kremy do rąk zużywam hurtowo. Wersja emolientowa do skóry suchej wydawała się być idealna ale do końca tak nie jest. Krem ma specyficzną konsystencję, mam wrażenie, że w czasie aplikacji wytrąca się z niego olej. Zdecydowanie do użytku domowego. Jeśli mowa o działaniu pielęgnacyjnym to mam wobec niego mieszane uczucia i chyba jeszcze nie dorosłam do jego większych podsumowań ;)
Płynny jedwab do włosów Eveline. Piękny zapach, idealna konsystencja, dobre działanie.
Błyszczyk Joko - nie lubię lekkich błyszczyków do tego trafił mi się nietwarzowy, koralowy odcień.
Tusz Sexi Maxi.... La Luxe - Dziwadełko. Przepięknie wydłuża, rozdziela i wydłuża rzęsy jednak zdecydowanie nie daje sobie rady w przypadku obecnej pogody - potrafi się przepięknie odbić na dolnej powiece, pokruszyć i rozmazać. Ma potencjał ale zdecydowanie jest to tusz na bezdeszczową i bezśniegową aurę.

Muszę przyznać, że mi zawartość pudła przypadła do gustu bardzo.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

ZAKUPY | grudzień 2015

Najwyższa pora pokazać Wam nowości z poprzedniego miesiąca. Poległam. Ale trudno trudno zachować rozsądek w miesiącu w którym kuszą przedświąteczne promocje, odbył się dzień darmowej dostawy, w którym obchodzi się urodziny i na dodatek zaczynają się wyprzedaże ;)

Wody toaletowe marki Yardley gościły na mojej liście 'do kupienia' od dłuższego czasu. Dorwałam wersję Iris przy okazji zakupu maski do włosów za oszałamiające 15 zł. Pachną nieco babcino ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Lubie takie dziwadła :)
Vanille Noire Yves Rocher znałam dzięki sporej odlewce, która trafiła w moje łapska. Planowałam ich zakup od dłuższego czasu jednak zagościły u mnie dopiero teraz. Za 50 ml zapłaciłam niewiele ponad 60 zł co uważam za bardzo rozsądną cenę jak za tak udany zapach.
Wody /a raczej wszystko.../ z serii Plaisirs Nature będą niebawem wycofane :( Poczyniłam zakup kokosa, który już kiedyś u mnie gościł i mimo, że tyłka mi nie urwał mam do niego sentyment. Malina wisiała na 'wish list' od dawien dawna więc wychodząc z założenia, że to praktycznie ostatnie momenty na jej dorwanie jest moja. Za sztukę zapłaciłam niespełna 34 zł.
Moment de Bonheur to gratis do zamówienia z okazji urodzin. Sam zapach znam i bardzo lubię :)
Tusze do rzęs 4D Smart girls get more upolowane na promocji za 5 zł/szt. Jedynym ich minusem jest krótka żywotność, bo po miesiącu nadają się do kosza jednak efekt jaki dają satysfakcjonuje mnie w stu procentach.

Wybaczcie tragiczne zdjęcie, mój aparat domaga się zasłużonej emerytury :(
Zatęskniłam za moim ulubionym subtelnym peelingiem enzymatycznym marki Bandi, skusiłam się też na produkt, który znałam wcześniej z próbek czyli oczyszczającą maskę drożdżową.
Na moje nieszczęście Face&Look spłodził boxa z kosmetykami tej marki a jako, że duet w postaci olejku i pianki z serii 35+ kusił mnie jak nieszczęście ale zniechęcał wygórowaną ceną to pokusiłam się o zakup. Cena regularna to 77 zł, tu za 50 zł mamy też pełnowymiarowy krem na noc oraz koktajl  w pojemności 15 ml.
Krem na dzień i pod oczy z linii Elixir 7.9 oraz krem pod oczy Anti-age Global Yves Rocher to prezenty do zamówień, które poczyniłam.


 Wykończyłam maskę Kallos Milk, na zastępstwo wpadła wersja Hair Pro-tox. Na zastępstwo dwufazowej odżywki Marion wpadła maska wygładzająca tej samej firmy.


Im chłodniej tym trudniej wygonić mnie z wanny. Grudzień był miesiącem inwestowania w kąpielowe umilacze. Płyn do kapieli Cien o zapachu jaśminu i brzoskwini była zachwycający. Diabelnie żałuję, że nie jest dostępny w stałej ofercie bo z pewnością kupiłabym więcej niż dwa opakowania - jedno zdążyłam zużyć ;)
Kneipp kusił mnie od dawien dawna. Na szczęście pojawił się w sprzedaży stacjonarnej z Naturze więc mogę zobaczyć ile to to warte. Na początek wpadły dwa płyny do kąpieli i ogrom saszetek z solami i  perełkami.


Pozostając w temacie kąpieli moje łupy z DDD. Płyny do kąpieli Malizia okazały się być rewelacyjne :)

Też poszalałyście?

W kolejnym poście pojawi się zawartość grudniowego Joyboxa, następnie grudniowe denko a gdy z tymi postami się uporam przyjdzie pora pokazać Wam aktualizację mojego zbioru kosmetycznego. Ciekawe? ;))