Upierdliwy choć skuteczny | ESOTIQ NATURAL | Ochronny krem do rąk

by - grudnia 19, 2016

   Esotiq to marka, która do tej pory kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z bielizną. I pewnie gdyby ich kosmetyk nie pojawił się w pudełku Joybox żyłabym w tym przeświadczeniu nadal. Okazało się jednak, że w ramach rozwoju powiększyli ofertę swoich sklepów (w tym internetowego) o kosmetyki oraz zapachy.
   W moje ręce wpadł ich ochronny krem do rąk wobec którego nie miałam zbyt dużych oczekiwań (grunt to się pozytywnie nastawić ;)) więc zanim po niego sięgnęłam odstał w moim pudle z zapasami czasu sporo.



   Opakowanie jest całkiem całkiem. Producent zaoferował nam przyjemną szatę graficzną i klasyczną plastikową tubkę. Przyczepię się tylko do jej stopnia twardości - mimo, że raczej kosmetyków nie rozcinam i wydobywam je w całości tak tutaj bez nożyczek się nie obyło. Krem posiada 75 ml, 12 miesięcy na zużycie a kosztuje bez grosza 15 zł.

   Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie w nim po otwarciu jest jego zapach. O borze zielony. Jestem osobą przykładającą dużą uwagę na walory zapachowe bo niepasująca mi woń potrafi zniechęcić nawet do najlepszego produktu. O ile tego kremu najlepszym nie nazwę tak zapach drażnił mnie niesamowicie. Była to wariacja na temat masła shea a zapach masła shea jest dla mnie nie do przejścia. Fuj.

  Konsystencja należała do tych zdecydowanie bogatych i treściwych. Mimo wszystko krem nie był tłusty. Pozostawiał on jednak wyczuwalną, mokrą powłokę na skórze, która uniemożliwiała normalne funkcjonowanie z tego też faktu został moim kremem na noc (i do stóp;)).

   Jeśli mowa o najważniejszym czyli właściwościach pielęgnujących początkowo mnie nie zachwycił. Jak na tak upierdliwą, konkretną formułę spodziewałam się efektów na już. Po użyciu dłonie były trochę nawilżone i... tyle. Dopiero gdy dobiłam do jego dna zdałam sobie sprawę, że mamy już sezon grzewczy, zimę i inne niesprzyjające dla skóry okoliczności. I zazwyczaj w tym momencie moja skóra wołała o litość. A nie woła. Ba, jest w naprawdę świetnej formie! Dłonie są miękkie, gładkie, brak na nich zgrubień czy pęknięć z którymi zazwyczaj się borykam. A jako, że w ciągu dnia ostatnio używam kremów o zdecydowanie lżejszym kalibrze (które nota bene już stosowałam i znam ich możliwości, tj. balsam ochronny za zimę Yves Rocher oraz krem Instant Help Evree) śmiem twierdzić, że zasługą poprawnego stanu moich dłoni jest w dużej mierze ten oto śmierdzący, lepiący cudak ;)



   Czy do niego wrócę? Niekoniecznie ;) Właśnie ze względu na upierdliwą formułę i nieznośny dla mnie zapach. I fakt, że znam o wiele przyjemniejszy krem o podobnym działaniu (Regeneracja Lirene). Jednak koniec końców uważam go za całkiem przyzwoity kosmetyk.

You May Also Like

9 komentarze

  1. Hmmm jakby mi zapach nie podszedł to pewnie by leżał w kącie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie taka mokra warstwa nie jest fajna. Ale na noc moze byc:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No widzisz, czyli działa :) a u mnie z dłońmi jak co roku katastrofa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Na noc jeszcze by przeszło, za dnia już niekoniecznie. Ja na razie używam kremu marki Cztery pory roku z masłem mango i masłem shea i jestem całkiem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no fajnie, że koniec końców jednak się sprawdził. ale jeżeli zapach jest rzeczywiście taki drażniący to pewnie też bym do niego nie wróciła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Najgorzej że jakby mi się zapaszek nie spodobał to mógłby zostać odstawiony ;((

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również nie lubię mokrego efektu, który zostawiają niektóre kremy :/

    OdpowiedzUsuń
  8. lubię jak taka warstwa mi zostaje, ale właśnie na stopach! na rękach nie zdzierżę :D

    OdpowiedzUsuń