Do niczego | YVES ROCHER | Odżywczy olejek pod prysznic

Dawno już nie robiłam zakupów w Yves Rocher. Bo rzeczy, które mnie kusiły są już w moim posiadaniu i powoli zabieram się za ich używanie. Ostatnio sięgnęłam po produkt, który zaciekawił mnie swoim zastosowaniem mianowicie po olejek pod prysznic... do spłukiwania. Zanim zdążyłam go całkiem znielubić zdążył się na szczęście skończyć wiec dzisiejsza recenzja nie będzie aż tak negatywna jak powinna ;)


   Olejek zapakowany jest w wygodną przejrzystą butlę z estetyczną szatą graficzną. Za taką przyjemność (200 ml)  producent w ich sklepie życzy sobie 35 zł w cenie regularnej. Kto jednak miał do czynienia z tą marką wie, że można go zdobyć zdecydowanie taniej.

   Olejek jak na olejek przystało ma konsystencję oleju :D Jest jednak gęsty i treściwy i przypomina mi bardziej olej rycynowy niż wszelakie mieszanki olejowe, które zazwyczaj fundują nam producenci. Ok, aż tak gęsty nie jest ale w porównaniu do innych wybija się na ich tle zdecydowanie. Podobnie zachowuje się na skórze - jest lekko tępy i zaaplikowany na mokrą skórę nie chce się po niej ślizgać.

   Nie do końca przekonana była do metody jego aplikacji. Bo po co nakładać produkt olejowy na skórę po to, by zaraz dokładnie go spłukać? Nie zrażałam się jednak i za używanie się zabrałam. I powiem Wam że początki były trudne. Nałożenie go w niewielkiej ilości było awykonalne. Gdy jednak mi się to udało po spłukaniu go nie czułam na skórze absolutnie żadnego efektu pielęgnacyjnego. Zaczęłam więc nakładać go obficie i... po zmyciu nic. W końcu postanowiłam pozostawić go na ciele przez parę minut i dopiero potem zmyć. Bingo. Jednak taka metoda sprawdzała się tylko w momencie gdy nakładałam go bardzooo hojnie i mniej hojnie zmywałam. Wtedy na skórze pozostawał przyjemny ochronny film i udawało mi się obyć bez balsamu mimo ultra suchej skóry. I tak zużyłam pół butli w parę dni gdy stwierdziłam, że ten kosmetyk tak mnie wkurza, że nie chce mi się na niego patrzeć o używaniu nie wspominając. Zakończył on swój żywot jako produkt do kąpieli. Wlewany do wanny sprawiał, że skóra była mnie przesuszona niż zazwyczaj.

   Słabo. Dużo sensowniejszym rozwiązaniem wydaje mi się zakup chociażby olejku Babydream i używanie go na mokrą skórę. Bez spłukiwania. Standardowe oliwki ze względu na swoją względnie lekką formułę pozostawiają na skórze delikatną warstewkę ochronną zapobiegającą utracie wody w naskórka. Tego produktu nie spłukać się nie dało bo dawał uczucie oblepienia.

   Przyznam szczerze, że moje początkowe obawy niestety się potwierdziły. I udowodniły, że czasem innowacje producentów nie mają najmniejszego sensu. Bo może i firmy wcześniej olejków do spłukiwania w swojej ofercie nie miały ale nie podejrzewam, że cokolwiek na tym straciły. Kosmetyk do niczego.



12 komentarzy:

  1. Do końca mnie nie przekonuje do użycia, dawno nie odwiedzałam YR.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię kosmetyków YR. Co prawda dawno nic nie miałam, nie wiem więc jak by sie nowości u mnie spisały, ale nie ciekawi mnie to.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kosmetykami tej firmy raczej nie mam nic wspólnego. Raz czy dwa miałam ich produkty i to tyle.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda że się nie sprawdził.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieciekawy ten olejek. Raczej się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jakoś nie przepadam za YR. Jedyne co mnie od nich kusi to olejek do włosów i perfumy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oblepiona skóra... hmm to nie powinno mieć miejsca, zwłaszcza po kosmetyku, który wcale nie jest taki tani

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie takie eksperymenty nigdy nie kuszą :P

    OdpowiedzUsuń
  9. SZkoda, że się nie sprawdził, niestety YR to dość słaba marka :(

    OdpowiedzUsuń
  10. No nie kusi mnie on przyznaję :-/

    OdpowiedzUsuń
  11. a oglądałam go ostatnio! szukałam tego balsamu owsianego, ale nie było i wzrok przyciągnął mi ten olejek. Dobrze, że nie kupiłam!

    OdpowiedzUsuń

Instagram