niedziela, 20 listopada 2016

Kosmetyki kolorowe od Lirene | LIRENE DERMOPROGRAM | BE GLAM baza rozświetlająca | MASTER BLUR matujący krem BB | NO MASK płynny fluid + serum | NO DARK CIRCLE rozświetlający korektor pod oczy

   Marka Lirene powoli acz systematycznie powiększa swoją ofertę kosmetyków kolorowych. Jako, że dzięki pani Ani jestem posiadaczką kilku ich produktów od dłuższego i krótszego czasu zapraszam Was na ich podsumowanie :)


 LIRENE DERMOPROGRAM | BE GLAM baza rozświetlająca 
   Jeden z moich najświeższych nabytków, potraktujcie więc moją recenzję w kategoriach pierwszych wrażeń. A te mam niezwykle pozytywne. Baza posiada standardową pojemność 30 ml i w cenie regularnej kosztuje 30 zł. Zapakowana jest w szalenie ładną żółtą tubkę zakończoną niewielkim dziubkiem, dzięki czemu wydobywanie jej nie przysparza najmniejszych trudności.
   Baza po wyciśnięciu jest niemal biała, dzięki zawartości ogroma niewielkich, perłowych drobinek Ma bardzo lekką formułę, dzięki czemu przyjemnie aplikuje się ją na twarz. Po chwili na skórze zastyga na mat, jednak jest to uczucie komfortowe. Nie zauważyłam ściągnięcia czy przesuszenia skóry mimo, że na obecną chwilę używam ją codziennie.
   Bezsprzecznie spełnia swoją podstawową funkcję - rozświetla. Nie jest to jednak efekt brokatowy czy tandetny. Po aplikacji skóra jest delikatnie rozbielona, dzięki zawartości perły pięknie odbija światło. Jednocześnie ze względu na zastyganie na skórze twarzy wydłuża świeżość makijażu w ciągu dnia a dodatkowo sprawia, że jego aplikacja jest przyjemna.
   Dobrze współpracuje z kremami, na zauważyłam negatywnego wpływu na skórę w postaci pojawienia się niedoskonałości. Dodatkowo fajnie sprawdza się jako... kremowy rozświetlacz, gdy po nałożeniu podkładu nakładam ją w ilości symbolicznej na kości policzkowe.
   Jestem na tak. I podejrzewam, że przy okazji kolejnej Rossmanowskiej promocji sprawię sobie jeszcze wariant zielony, tak do pary ;)

LIRENE DERMOPROGRAM | MASTER BLUR matujący krem BB 
   Ten produkt jest ze mną długo, używałam go często w okresie letnim więc za moją opinię ręczę ;) Zacznę jednak od tego, że nie podoba mi się jego opakowanie. Beżowy plastik jest po prostu szkaradny. Kosztuje to to w okolicach 20 zł za 40 ml. I jest szalenie wydajne (zalecany czas zużycia to okres 6 miesięcy, z pełną premedytacją stosuję go dłużej i najmniejszej krzywdy mojej nadwrażliwej skórze nie robi). Minusem jest niestety kolorystyka. Występuje on w 2 odcieniach (na zdjęciach 01) jednak nawet jaśniejszy jest dosyć ciemny (ale żółty, bez pomarańczowych tonów) i mimo dobrych właściwości stapiania się ze skórą dla cer porcelanowych będzie zdecydowanie zbyt ciemny.
    Krem posiada szalenie ciekawą formułę musu. W momencie aplikacji wydaje się być podejrzanie bogaty (jak na krem BB) przekłada się to jednak na poziom krycia. Nie, że jest ono jakieś szczególnie mocne jednak to typowe lekkie-średnie krycie jakie oferują nam często podkłady czego raczej po drogeryjnym kremie BB się nie spodziewałam. Żeby zwiększyć poziom krycia warto przed nałożeniem, przez chwilę rozgrzać (rozetrzeć) go w palcach i zaaplikować przy ich pomocy. Nałożony gąbką czy pędzlem wypada niestety dosyć blado.
   Jest to typowy produkt zastygający na matowo, dzięki czemu fajnie sprawdzi się w przypadku skór mieszanych czy tłustych. Jednak warto wspomnieć, że za efekt blur odpowiadają subtelne, delikatne złote drobinki, które nie każdemu mogą odpowiadać. Mi absolutnie nie wadzą bo skóra dzięki ich obecności wygląda przyjemnie zdrowo i świeżo (nie jak choinkowa bombka)  jednocześnie często odpuszczałam sobie użycie rozświetlacza w makijażach na szybko.
 


 LIRENE DERMOPROGRAM  | NO MASK  płynny fluid + serum 
   Ulubiony, ukochany, podkład niemal idealny. Niemal. Bo posiada jedną, ogromną wadę w postaci kolorystyki. Producent zafundował nam wyłącznie trzy odcienie z czego najjaśniejszy (na zdjęciu) jest podle pomarańczowy. Przynajmniej na mojej skórze. W cenie regularnej kosztuje 38 zł za 30 ml.
   No dobra, ma jeszcze jedną wadę. Opakowanie. O ile jego estetyka mi leży tak wielki otwór (gdzie pompka?) w połączeniu z podkładem o konsystencji niemal wody to jedno wielkie nieporozumienie.
   Po za tym jest super. Jego płynna formuła zakodowała mi w głowie, że będzie to podkład niemal bez krycia. Skucha. To typowe, średnie krycie, które poradzi sobie z zaczerwienieniami czy wszelkimi delikatnymi zmianami za skórze. Jednocześnie jego lekka formuła sprawia, że jest on (niemal) niewidoczny na skórze. Daje typowo satynowe wykończenie jednak jest trwały i spokojnie wytrzyma na skórze 'dzień roboczy'.
   Z racji kolorystyki solo dane było mi go używać latem, gdy chciało mi się systematycznie i mocno traktować skórę produktami brązującymi. Na obecną chwilę mi się nie chce więc używam go w połączeniu z innymi, pięć tonów jaśniejszymi pokładami (głównie AA Make up Filler ewentualnie Ingrid Ideal Face). Jako produkt do mieszania sprawdza się świetnie bo zdecydowanie rozrzedza inne kosmetyki, nadając im lekkiej konsystencji przy czym pozostawia swoją 'bezmaskowe' właściwości.
   Nie wrócę do niego. Tylko i wyłącznie ze względu na odcień. Jednak gdyby Lirene pokusiło się o rozszerzenie swojej gamy kolorystycznej z czystym sumieniem porzuciłabym każdy jeden podkład na jego rzecz.

LIRENE DERMOPROGRAM  | NO DARK CIRCLE rozświetlający korektor pod oczy
   Kolejna porcja pierwszych wrażeń. Tym razem negatywnych. Niestety. Na hasło 'korektor rozświetlający' mam przed oczami produkt Rimmela z linii Match Perfection. Korektor idealny - o dobrym kryciu, przyjemnej kremowej formule, nie wchodzący w zmarszczki jednak o dobrej trwałości, który na dodatek pięknie odbija światło. Tutaj coś poszło nie tak ale od początku.
   Cena regularna wynosi 24 zł za 10 ml pojemności. Nie jestem jednak zachwycona jego opakowaniem. O ile estetyka mi leży tak gąbeczka, która wieńczy dzieło jest dla mnie najzwyczajniej w świecie niehigieniczna. Na dodatek trzeba mocno uważać z ilością wylewającego się przez nią produktu - przy lekkim nacisku nie leci nic, przy większym wylewa się zbyt dużo co będzie miało wpływ na marną wydajność.
   Konsystencja przypomina mi powyższy podkład, jest szalenie lekka i płynna. Jednak poziom krycia zawodzi. Moje zasinienia nie są zbyt duże jednak przywykłam do ujednolicania okolic pod oczami i samej skóry powiek przy pomocy kryjących korektorów.
   Jednak za największą porażkę uważam... brokat. Ordynarny, błyszczący, gruby brokat, który ma odpowiadać za właściwości rozświetlające w tym produkcie. To nie ma prawa wyglądać dobrze i... nie wygląda. O ile w makijaż tych 'no make up' drobinki pod okiem mogą uchodzić za celowe tak w przypadku błyszczących makijaży funduje to to efekt osypanego brokatu z cienia. Słabo.
   Nie przyczepię się jednak do kolorystyki. Mimo, że produkt bezpośrednio w opakowaniu wygląda podejrzanie ciemno tak na skórze, w przypadku pełnego makijaż na prawdę świetnie stapia się z kolorytem skóry i w najmniejszym stopniu się na niej nie wyróżnia. Pod koniec dnia jednak zaczyna zbierać się w załamaniach i wygląda nieświeżo.  Dam mu jeszcze szansę. Nie powiem, że nie. Jednak nie jest to produkt, który chciałabym Wam polecić.


   Podsumowując: nie jest źle, ba, jest dobrze. Jedna wielka wpadka w postaci korektora, druga w postaci kolorystyki podkładu (chociaż firma wprowadzając do swojej oferty Perfect Tone zdecydowanie naprawiła swój błąd i zaproponowała odcieni jak mrówków) nie skreśla tych kosmetyków w moich oczach. Bazę, BB oraz pokład (jeśli macie ciemniejszą karnację) polecam Wam serdecznie bo wszystkie trzy kosmetyki uważam za warte uwagi :)
   Składy znajdziecie na stronie Rossmanna : tututu tu ( w kolejności ze zdjęć).




12 komentarzy:

  1. Dawno nie miałam kolorówki z Lirene.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też :) Ale może na bazę się skuszę

      Usuń
  2. Właśnie zastanawiałam się nad tym podkładem z Lirene :) Ale z tego co czytałam kolorki nie są znakomite :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tą bazą :) rozejrzę się za nią przy okazji -49%. No i podkład no mask pewnie też wpadnie, bo dawno jestem go ciekawa, ale miałam teraz taki zapas, że sobie darowałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie również baza zaciekawiła, chociaż dla mnie chyba raczej wersja matująca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fluid No Mask i BB krem wyglądają na ciekawe . Korektor niezbyt kusi. Bazy rzadko używam, w sumie ta tutaj pokazana ma dziwne właściwości.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja z kolorówki z Lirene najbardziej polubiłam ich paletkę shiny toucz0 róż z bronzerem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie znam kolorowki lirene ale za baza sie rozejze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najbardziej ciekawił mnie korektor, ale ten brokat...

    OdpowiedzUsuń
  9. Podkłąd bardzo lubię, tylko teraz już jest trochę za ciemny :( ale za to mam nowy Perfect tone i jest w sam raz :D

    OdpowiedzUsuń
  10. nie miałam nigdy żadnego innego kosmetyku kolorowego z lirene, oprócz ich podkładu city matt, który bardzo lubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. szkoda, że nie dopracowali koloru tego podkładu, bo o formule i samym zachowywaniu się słyszałam same pozytywne komentarze

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 KOSMETYKOHOLICZKA , Blogger