Ten węgiel mnie nie grzeje | BEAUTY FORMULAS with Activated Charcoal | oczyszczająca maska glinkowa i peeling

Węgiel ostatnimi czasy zyskał na popularności. I wcale nie myślę tu o rozpoczynającym się sezonie grzewczym :D Dziś o kosmetykach  Beauty Formulas z tymże składnikiem, które (o ironio) wypadły dosyć blado ;)



   Opakowania to klasyczne, wygodne tubki o pojemności 100 ml (maseczka) i 150 ml (peeling). Za tę przyjemność przyjdzie nam zapłacić ok. 13 zł za sztukę w Naturze.


BEAUTY FORMULAS OCZYSZCZAJĄCA MASKA GLINKOWA Z AKTYWNYM WĘGLEM

   Przyznaję się bez bicia, że po spojrzeniu w skład przy moim pierwszym do niej podejściu zostawiłam ją na sklepowej półce. Nie to, że jest jakiś zatrważająco zły ale obecność alkoholu przy mojej wrażliwej skórze jakoś nie do końca mnie do niej przekonała. Przy drugiej wizycie jednak stwierdziłam, że raz kozie (!) śmierć - bierę.
   Nie będę ukrywać, że spodziewałam się gęstej i czarnej jak smoła mazi. Nic z tych rzeczy. Maska jest niesamowicie kremowa przez co bardzo przyjemna w użytkowaniu (i zmywaniu) i ma lekko szary odcień.
  O ile do samego aspektu jej użytkowania przyczepić się nie mogę tak pod względem działania zdecydowanie nie zachwyca. Jej działanie oczyszczające jest dosyć delikatne, daleko mu do jakiejkolwiek spektakularności. Coś tam robi, delikatnie wygładza, delikatnie oczyszcza, delikatnie matuje ale... od groma takich kosmetyków na rynku już mamy. Miałam też nosa do tego nieszczęsnego alkoholu - o ile noszenie jej na twarzy jest całkiem komfortowe to w momencie aplikacji potrafi delikatnie zapiec.
 


BEAUTY FORMULAS OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY Z AKTYWNYM WĘGLEM

   Czy jest na sali ktoś, kto pamięta kremy do golenia? Taka perłowa, gęsta maź, która po kontakcie z wodą zaczyna pienić się jak szalona. Gdy zobaczyłam ten produkt to było pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło. Koniec końców okazało się, że owa maź nie pieni się wcale. A baza w postaci gęstego, śliskiego kremu okazała się być trochę upierdliwa jednak spełniająca swoje zadanie - łagodzi działanie drobinek i nadaje im przyjemny poślizg, dzięki czemu cały zabieg w teorii należy do przyjemnych.
   Przyczepię się jednak do drobin. Mają potencjał - są grube, twarde, idealnie wręcz drapiące jednak jest ich... za mało. Stanowczo. I użycie standardowej porcji sprawia, że fundujemy sobie mizianie się po skórze kremem a nie peeling. Trzeba go użyć zdecydowanie zbyt dużo, aby drobiny miały szansę nas złuszczyć co nie dość, że słabo wpływa na wydajność kosmetyku to jeszcze dodatkowo funduje nam długie i upierdliwe domywanie twarzy po.
   Peeling zawiera w składzie parafinę i o ile przy sporadycznym używaniu nie zaobserwowałam pogorszenia stanu mojej skóry (a ta ewidentnie z tym składnikiem się nie lubi) to niestety powłoczka jaka pozostaje na twarzy u mnie nadaje się tylko do gruntowego oczyszczenia żelem.


   Podsumowując - nie rozpaczam i nie mam wrażenia, że wyrzuciłam pieniądze w błoto (w węgiel znaczy). Oba produkty nie należą do wybitnie złych czy robiących mi krzywdę ale... o ile rozumiem moją chęć ich przetestowania (bo człowiek z natury jestem ciekawski) tak na pewno po ich zużyciu (a do najwydajniejszych nie należą) powrotu nie będzie.

17 komentarzy:

  1. Ja jednak chciałabym się przekonać o ich działaniu "na własnej skórze".

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ochotę na maskę i w sumie nadal mam - chociaż sporo osób nie jest do końca zadowolonych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie szukam czegoś lepszego :) Widziałam, że Bielenda ma małe saszetki maseczek węglowych, ciekawe czy dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no to słabiutko! ja do peelingu pewnie dosypałabym korundu, żeby lepiej działał. Nawet na zdjęciu widać, że z tymi drobinami to oni hojni nie byli :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No mimo wszystko...z czystej ciekawości pewnie jak uda mis ie je gdzieś dorwać....to kupię :P

    OdpowiedzUsuń
  6. No to szkoda. Ja w takim razie je sobie daruję, trochę ciekawiły, ale do natury mam taaaak nie po drodze 😁

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz je widzę. Szkoda, że się nie sprawdziły. U mnie pierwsze (i ostatnie jak na razie) spotkanie z węglem to maseczki Bielenda. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja w takim razie za ten duecik podziękuje ;) Jakoś mnie nie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sklad jakos mnie nie przekonuje, na pewno nie wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  10. po Twojej recenzji straciłam zainteresowanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio udało mi się je dorwać za około 5zł z SuperPharmie. Liczyłam, że te produkty będą nieco lepsze od tych już znanych i dostępnych, ale chyba nie podołają.. No trudno ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też skusiłam się na tą maskę i też po pierwszym spojrzeniu na skład odłożyłam ja na półkę ale ciekawość wygrała. ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. szkoda, że nie okazały się perełkami

    OdpowiedzUsuń
  14. Też się niestety na nie skusiłam. Nie dość że działanie bliskie zeru, to czy tylko mnie ich zapach tak strasznie drażni?
    Moja recenzja całej serii 3 kroków na blogu snukraina.blogspot.com

    Pozdrawiam SnuKraina ; )

    OdpowiedzUsuń

Instagram