wtorek, 31 maja 2016

DENKO | edycja KWIECIEŃ 2016 | + suplementy m.in. Oleofarm

DENKO | edycja KWIECIEŃ 2016 | + suplementy m.in. Oleofarm
Cześć. Dziś zapraszam Was na kolejną porcję zużytych kosmetyków :)



***


Mincer Phamra Daily Care Nawilżający tonik do twarzy
Spłodziłam mu odrębną recenzję, wykończyłam go zaledwie dwa dni temu i powrotu nie planuję. Był co najmniej przeciętny.

Bandi 35+ Energetyzujący koktajl multiwitaminowy
Kosmiczna nazwa, przyjemne działanie. Krem był lekki, mocno sylikonowy jednak oprócz pozornego wygładzenia jednocześnie świetnie nawilżał skórę. Wydajność to ogromny minus - 15 ml miniaturę zużyłam w tempie zastraszającym.

Tołpa Dermo Face Future 30+ Krem przeciw pierwszym zmarszczkom pod oczy.
Przyczepić się mogę wyłącznie do jego konsystencji - osobiście wolę treściwsze smarowidła. Jeśli chodzi o działanie złego słowa nie napiszę. Pięknie nawilżał, pięknie wygładzał i nie podrażniał okolic oczu. Niestety ważny jest tylko 3 miesiące od otwarcia i po tym czasie zmienił zapach więc 1/4 opakowania poleciała do kosza.

Anida Medi Soft Emulsja micelarna do mycia twarzy
Ze względu na niską cenę i rewelacyjne działania pielęgnujące /i oczyszczające też całkiem całkiem/ jest moim ogromnym ulubieńcem. Z przyjemnością wrócę do niej jeszcze nie raz.

Bielena Super Power Mezo Serum rozjaśniające
Zużyłam już drugie opakowanie. I nadal oceniam je bardzo pozytywnie. Pięknie rozpromieniało skórę, nie obciążając jej nadmiernie. Powrót niewykluczony.

Rival de Loop Maseczka złuszczająca
Jestem prawie, że abstynentem więc woń alkoholu w czasie aplikacji powaliła mnie wręcz na kolana ;) Działanie złuszczające hm... no nie. Ale przypomniałam sobie jak bardzo lubiłam moment zdejmowania maseczek tego typu więc przy najbliższej okazji przygarnę kolejne opakowanie.

Ziaja Masło Kakaowe Kremowa maseczka
Co za rozczarowanie zapachem! Nie wiem czy producent majstrował coś przy całej serii, czy po latach przerwy źle sam zapach pamiętam a może po prosu maska pod względem aromatu wypada najsłabiej. Konsystencję miała dziwaczną, w czasie nakładania z kremu zmieniała się w gęsty olejek. Działanie pielęgnacyjne mocno przeciętne.




Kneipp Esencja do kąpieli Totalny Relaks
Cudo. Bardzo wydajne mimo niewielkiej pojemności. Muszę zapolować na kolejną butelkę.

Be Beauty Sól do kąpieli
Pod względem zapachu tyłku nie urwała ale przyjemnie zmiękczała i barwiła wodę.

Cien Płyn do kąpieli
Wow. Wow wow wow. Gęsty, wydajny, diabelnie pieniący się płyn o rewelacyjnym zapachy brzoskwini z dużą dawką słodkiego, wręcz przytłaczającego jaśminu. Nie mogę przeboleć, że nie jest dostępny w stałej sprzedaży i że kupiłam tylko to jedno opakowanie na zapas.

Isana Olejkowy peeling pod prysznic
Łagodne myjadło z delikatnymi, masującymi drobinkami. Plus za piękny, kremowo-orientalny zapach. Minus za tubę i rzadką konsystencję. Zużyłam go błyskawicznie.

Lirene Żel pod prysznic
Plus za łagodność. Minus za opakowanie - wylewało się go za dużo przez co był niewydajny. Myć mył ale zapach nie przypadł mi do gustu

Isana Żel pod prysznic
Kolejna Isanowa słabizna. Wysuszał mi skórę, miał średni zapach ale to opakowanie...


Evree Instant Help Balsam do ciała
Zbiera tak dobre opinie, że spodziewałam się wszelkich cudów i wianków. Nie był zły - całkiem porządnie nawilżał ale takich całkiem porządnie nawilżających balsamów mamy na rynku od groma. Plus za zapach - kremowe mango, jednak pod koniec opakowania zaczął mnie już męczyć. A samo opakowanie było tak twarde, że wydobycie resztek doprowadzało mnie do szewskiej pasji.

Evree Instant Help Krem do rąk
Przeczytajcie to co napisałam wyżej ;)

Garnier Krem do stóp
Wow. Jeśli mowa o kremach do stóp jestem kapryśna i to pierwszy krem od czasów mojego zachwytu Lirene 30% Urea, który zrobił na mnie wrażenie. Pięknie nawilżał, pięknie odżywiał i równie pięknie zmiękczał skórę stóp. Na dodatek miał bardzo przyjemny zapach, duże opakowanie i niewygórowaną cenę. Mimo mojego braku sympatii do marki chętnie do niego w przyszłości wrócę.

Lirene Terapia antycellulitowa 14 dni
Przyznaję się bez bicia - wersję na noc /rozgrzewającą/ zużyłam zimą, wersję na dzień /chłodzącą/ parę dni temu. Efekt termiczny jaki fundowały był tak intensywny, że nie byłam w stanie stosować produktu zgodnie z zaleceniami producenta mimo chęci najszczerszych. Jeśli mowa o działaniu przy używaniu 'po mojemu' - zauważyłam doraźne ale intensywne wygładzenie skóry.



BIO IQ Żel do mycia włosów i ciała
Używałam i do włosów i do ciała ;) Przyjemny. Miał ładny, nienachalny zapach, przyjemną gęstą konsystencję i świetnie się pienił. Nie wysuszał skóry ani włosów, dobrze doczyszczał. Plus za skład i certyfikat. Ze względu na cenę raczej nie planuję powrotu.

Rabka Spa Minerale Spray
Przez miesiąc używałam zamiast toniku /tyle zdaniem producenta wynosi jego przydatność od otwarcia/, później jako produkt do włosów. Przyjemny nawilżający produkt do odświeżania skóry chociaż trudno tu mówić o spektakularnym działaniu.
Podlinkowana recenzja dotyczy poprzedniej wersji produktu.

Natur Planet Korund kosmetyczny
Niegdyś mój ulubiony peeling do twarzy, teraz ulubieniec do peelingu skóry głowy.

Yves Rocher Witamina C
Nie wiem czy to przypadek czy nie ale odkąd zaczęłam się suplementować zauważyłam podwyższenie odporności. Plus za formę - tabletka do ssania, plus za smak. Cenę regularną uważam za nieporozumienie, w promocyjnej chętnie kupię w przyszłości.

Oleofarm Colosan Ex
Hm. Hm. Hm. Wyrzuciłam. Smak niczym 'chińska' zupka pieczarkowa rozrobiona w zimnej wodzie. Cóż, mimo szczerej chęci moje jelita muszą radzić sobie same :D

Oleofarm Wiesiołek
Mam wrażenie, że oto własnie przyczyna mojego wysypu babyhair. Od odstawienia zauważyłam też pogorszenie nawodnienia skóry więc swoją robotę robił i po przerwie planuję powrót.

Tyle dobrego. I nie. Znacie, lubicie?

środa, 18 maja 2016

Trzy dobre maseczki produkcji rodzimej | Mincer Pharma | Ava Labolatorium | Bandi

Trzy dobre maseczki produkcji rodzimej | Mincer Pharma | Ava Labolatorium | Bandi
Cześć. Zapraszam na recenzję maseczek do twarzy. Niby maseczka to maseczka ale dziś o produktach zupełnie różnych pod względem działania. Jednak jest coś co je łączy - każda z nich pochodzi od rodzimego producenta i każda jest produktem godnym uwagi :)


***


MINCER PHARMA Rozświetlająca maska w kremie do twarzy
Nie jestem fanką masek rozświetlających. Często producenci pakują do nich drobinki i tym oto blaskiem próbują nam twarz rozjaśnić. Na moje szczęście tutaj drobin nie uświadczymy. Konsystencja produktu jest niezwykle lekka, kremowa, wręcz satynowa. Nie obciąża skóry co jest dla mnie plusem ponieważ posiadam skórę mieszaną - a sama maska dedykowana jest skórom normalnym i suchym.
Producent pozostawia nam dowolność w jej stosowaniu - można pozostawić ją na skórze zbierając nadmiar wacikiem czy zmyć. Osobiście preferuję drugi wariant. Jeśli mowa  działaniu  jest nieźle. Ok, nie jest to produkt, który powaliłby mnie na kolana ale trudno też jest szukać mi w niej wad.
Oferuje porządną dawkę nawilżenia i odżywienia skóry. Trudno zweryfikować mi obietnicę zdrowego wyglądu ale mogę dodać, że jest to maska, która fantastycznie wygładza i odświeża skórę. Szata graficzna /spójna z innymi produktami z tej linii/, jakość opakowania i  niewygórowana cena oscylująca w granicach 15 zł za 75 ml zachęcają do zakupu. Plus za dostępność - produkty Mincer Pharma znajdziecie w Naturze.

***


Ava Labolatorium Maska enzymatyczna
Istnieje spore prawdopodobieństwo, że znacie ten produkt pod inną szafą graficzną. Ja przygarnęłam z tego co się orientuję poprzednią wersję /skład bez zmian/ w mniej estetycznym opakowaniu, za to blisko 1/3 tańszą. Cena regularna oscyluje w granicach 30 zł, dostępność jest mocno średnia - swoją kupowałam online.
Maska do zakupu skusiła mnie dobrymi opiniami i obietnicami producenta. Nie będę ukrywać ze miewam dni lenia i produkt, który jednocześnie złuszczy skórę i ją zregeneruje wydaje się być iście idealny. Trochę się zawiodłam. Chociaż mam wrażenie, że zbyt wiele się po niej po prostu spodziewałam. Nadal uważam, że to na prawdę porządny produkt ;) Który faktycznie szybko i bezboleśnie w 15 minut pozwala wrócić skórze do stanu używalności w gorsze dni. Faktycznie delikatnie złuszcza, pięknie wygładza i cudownie matuje. Jednak działaniu daleko do spektakularności, którą sobie wymyśliłam czytając od groma pochwalnych recenzji. Niestety nie wiem o czym myślał producent obiecując efekt regeneracji.
Konsystencja maski teoretycznie powinna mnie zachwycić - jestem ogromną fanką glinek i produktów z tymi właśnie. Niestety zachwytu nie ma bo maska sypie się za skóry jak nieszczęście i najlepiej pozostać w bezruchu na 15 minut w czasie jej użytkowania ;)

***


BANDI Young Oczyszczając maska drożdżowa
Ok, young nie jestem już od jakiegoś czasu. Ale też nie zwracam większej uwagi na widełki wiekowe producentów. Chęć na tę maskę złapałam po użyciu zaledwie jednej jej próbki co świadczy o tym, że zrobiła na mnie na prawdę duże wrażenie.
Bandi jak zawsze trafiło w dziesiątkę z opakowaniem - uwielbiam te typu airless. Cena nie zniechęca - 25 zł. Dostępność trochę, jednak mają od groma promocji w swoim sklepie internetowym.
Jeśli mowa o działaniu jest naprawdę nieźle. Maska świetnie oczyszcza skórę. Szczególnie moją trudną w pielęgnacji strefę T, która uwielbia się zapychać. Produkt ten pięknie oczyszcza pory. Jeśli mowa o większych niespodziankach - wymaga czasu. Wychodzi tutaj moja sympatia do glinek, które już po pierwszej aplikacji potrafią wyciszysz i zasuszyć duże, ropne niedoskonałości. Ta tego nie robi. Działanie jakie nam oferuje to wyciągnie wszelkiego paskustwa na wierzch. Czy to dobrze czy źle trudno oceniać, grunt, że wynik jest naprawdę satysfakcjonujący.
Bałam się trochę jej zapachu, na szczęście nie pachnie drożdżami. Ma przyjemną, kremową konsystencję i o dziwo, świetne właściwości nawilżające.

Znacie którąś z tych masek?

wtorek, 17 maja 2016

LIRENE Lactima | płyn do higieny intymnej

LIRENE Lactima  | płyn do higieny intymnej
Zapraszam Was na recenzję chyba najbardziej prozaicznego produktu kosmetycznego jaki świat widział. No dobra, może poza mydłem i pastą do zębów ;) Dziś o płynach marki Lirene z linii Lactima i Lactima DUO. Produkty tej firmy nie są mi obce - dawno temu pisałam Wam o bardzo udanym płynie do higieny intymnej Rumianek. I właśnie zdałam sobie sprawę, że od blisko dwóch lat, nie używałam produktów innych firm :D


Wszystkie trzy produkty mają podobne do siebie opakowania, różniące się kolorystyką. Butelka jest wykonana z dobrej jakości plastiku a pompka w każdym egzemplarzu okazała się być niezawodna do ostatniej aplikacji. Płyny opakowane są dodatkowo w kartonik co do mnie osobiście przemawia bardzo.


LIRENE Dermoprogram Lactima DUO Forte + Terapeutyczny płyn do higieny intymnej
Najgorszy na początek, żeby mieć tę małą porażkę szybko z głowy. Dlaczego porażkę? Bo podrażnia. Moje okolice intymne należą do 'pancernych' i praktycznie nic ich nie rusza. Temu płynowi się udało. Niby zużyłam całą butlę, niby na co dzień wszystko było ok ale od czasu potrafił mnie podrażnić co sprawia, że zdecydowanie więcej u mnie nie zagości. Wszelkie obietnice redukcji stanów zapalnych jak się domyślacie można włożyć między bajki. Miał płynną konsystencję, białe zabarwienie i neutralny zapach. Wydajność określiłabym jako standardową.

LIRENE Dermoprogram Lactima DUO Everyday Micelarny fizjologiczny żel do higieny intymnej 
Tu dla urozmaicenia będę chwalić. Mocno. Żel był przeźroczysty, gęsty niezwykle wydajny. Pienił się jak szalony /co mi osobiście nie przeszkadza/, świetnie oczyszczał i odświeżał. Nie podrażniał, był neutralny dla skóry. I miał przyjemny choć nienachalny zapach. Mi od tego typu produktu nie potrzeba nic więcej.

LIRENE Dermoprogram Lactima Therapy Żel ULTRA ŁAGODZĄCY w stanach podrażnień do higieny intymnej
Pod względem działania brat bliźniak wersji micelarnej. Prawdopodobnie ze względu na bliźniaczy skład ;) Jest tak samo łagodny - chociaż trudno ocenić mi właściwości typowo łagodzące bo większych problemów w okresie używania go /odpukać/ nie miałam. Jedak pod względem konsystencji nie jest już tak fajnie. Jest o wiele rzadszy, lubi przelewać się przez ręce, trzeba go użyć więcej co też wpływa na jego wydajność. Źle nie jest ale moim ulubieńcem nie został.



Używałyście któregoś z nich?

niedziela, 8 maja 2016

ZAKUPY | kosmetykoholiczka ofiarą promocji ;)

ZAKUPY | kosmetykoholiczka ofiarą promocji ;)
Zgodnie z zapowiedzią dziś kolejny wpis z kosmetycznymi nowościami. Nie jestem w stanie opisać tego w inny sposób - pora na totalny misz-masz. Sporo tu kolorówki ale nie zabrało i pielęgnacji, na punkcie której jak wiedzą wszyscy - mam totalnego hopla ;)



Zaczynamy od dużego zamówienia ze strony Tołpy. Jeśli jeszcze nie korzystacie, polecam zapis do ich newslettera. Nie tylko otrzymacie 30 zł rabatu ale i systematyczne powiadomienia mailowe o ich promocjach. A tych nam nie oszczędzają ;) Poległam ostatnio, gdy do zakupu kremu dodawali bezpłatnie wybrane dowolnie serum gratis. Zdecydowałam się na dwa opakowania kremu Dermo Face Futuris 30+ na noc. Nie tak dawno zużyłam tubkę tegoż smarowidła i nie jestem w stanie powiedzieć na jego temat złego słowa, ba, mogę go tylko chwalić. Cenę regularną uważam za nieporozumienie - bo za 40 zł jest na rynku od groma podobnych produktów jednak w ogólnych rozrachunku wyszedł na tyle korzystnie, że czemu by nie. Nowością za to będzie u mnie lipidowy krem regenerujący z linii Dermo Atopic. Moja skóra częściej niż rzadziej włącza tryb buntu więc chętnie zobaczę jak sprawdzi się na mojej skórze. Szczególnie, że ich lipidowa emulsja, której wersje mini zużyłam może i nie zrobiła na mnie fenomenalnego wrażenia to jednak niewiele /poza wygórowaną ceną/ mogłam jej zarzucić.
Jeśli mowa o serum - będę odmładzać się /;))/ produktem z Dermo Face Provivo 35 + oraz wzmacniać naczynka koncentratem Dermo Face Rosalac. Oba wersje to dla mnie totalne nowości więc słowa na ich temat nie powiem. Tołpa nadal oferuje pięć próbek za grosz więc postanowiłam przetestować kolejny produkt z linii Baby - tym razem delikatny balsam do twarzy i ciała.
Dla ciekawych: za całość zapłaciłam 90,05 zł, rabaty wyniosły łącznie 166,94 zł. Wychodząc z założenia, że firmy raczej do interesu nie dopłacają mamy podgląd ile warte są ich produkty ;))


Pozostając w temacie pielęgnacji pora na mieszankę zakupów w Natury i Rossmana. Jako że produkty do oczyszczania twarzy idą u mnie jak woda skusiłam się na dwa płyny micelarne marki Bielenda Expert czystej skóry w wariantach nawilżającym i kojącym. Bielenda ostatnio u mnie punktuje więc pewnie spora gromadka ich kosmetyków przewinie mi się przez ręce. Kolejno żel do mycia twarzy Green Pharmacy, który kupiłam w ciemno za oszałamiające cztery złote. I peeling enzymatyczny Perfecta. Bo podobnie jak w przypadku Bielendy coraz częściej trafiam na naprawdę wartę uwagi kosmetyki spośród ich oferty. Na koniec nowość czyli płyn micelarny z olejkiem Garnier. Wierzcie lub nie, nadal nie przetestowałam ich flagowego, różowego micela :D Najpierw nie mogłam się zebrać do zakupu, jak go kupiłam zamieszkał w pudle z zapasami bo inne produkty kusiły mnie bardziej - między innymi ta olejkowa wersja. Pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne - jest delikatny dla skóry, nie podrażnia mi oczu, nie klei się. Jednak nie zastąpi typowego płynu dwufazowego na co po cichu liczyłam - bo jaka by to była oszczędność w przypadku jego 400 ml butli :D


Z pielęgnacją ciała nie poszalałam. Zapasy rosną w siłę więc nie odpuściłam tylko dwóm peelingom myjącym Isany - obie wersje to edycje limitowane. Pierwsza cudnie pachnie rabarbarem, druga to wariant w olejkiem o zapachu słodko-orientalnym, niezwykle przyjemnym dla mojego nosa. Skarpetki złuszczające Bielendy to dla  mnie zaskoczenie totalne ze względu na zawartość pudełka... W środku znajdziemy odrębnie pakowane skarpetki plus saszetki z płynem. Już widzę jak połowę płynu nieopatrznie wyleję patrząc na moje możliwości :D A w temacie stóp pozostając dwa kremy. Lirene 30 % urea to do tej pory najlepszy tego typu produkt jaki wpadł mi w łapy. A odkąd zaczęłam o stopy dbać systematycznie zużywam je szybko i bezboleśnie ;)) Fuss Wohl z łojem jelenia może i właściwościami nie zachwyca ale ceną i owszem więc dla urozmaicenia może być.
W ramach kampanii Blogmedia w moje łapy wpadły też dwa produkty do pielęgnacji ciała marki Perfecta z linii Express Slim. Pierwsze to Krio serum, drugi to krem powększający /:D/ biust.



Tak, wiem. Ledwie pokazałam Wam nowości z Rossmannowskiej promocji a tu znowu kolorówka. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że z gromadzenia kolorówki już wyrosłam i rozsądne zapasy wcale nie uważam za złe. A do zapasów mam słabość :D
Podkład Ingrid Ideal Face używałam o ile pamięć mnie nie myli jakieś 5 lat temu. Wspominałam go miło, jednak słaby dobór odcieni uniemożliwiał mi powrót. Firma jednak nie spoczęła na laurach i zaoferowała nam kilka kolejnych kolorów w tym najjaśniejszy, który jak na możliwości producentów rodzimych i nie jest przyjemnie blady. Mam jednak wrażenie, że na przestrzeni czasu zmieniła się jego formuła. Albo mam problemy z pamięcią /możliwe/ albo stracił on trochę ze swojej pigmentacji i właściwości kryjących.
Korektor Wet n Wild to już typowa zachcianka a raczej 'na pewno znajdę korektor idealny'. Jak się zamknę na godzinę w solarium ;) Pomroczność jasna mnie dopadła bo to to cudo jest za ciemne przynajmniej z 5 tonów. Brawa dla mnie.
Puder brązujący oraz rozświetlacz Bell wypatrzyłam w sieci i stwierdziłam, że muszę mieć. Do kupienia w Biedronce. Z oboma polubiłam się od pierwszej aplikacji ba, myślę o zrobieniu zapasu rozświatlacza bo wygląda na skórze pięknie.
I na koniec tusze do rzęs My Secret. Nie miałam jeszcze maskar z tej firmy więc na -40% na tę markę skusiłam się na trzy. Jak szaleć to szaleć.


Znacie, lubicie? ;))


czwartek, 5 maja 2016

Moje łupy: ROSSMANN -49 % + Cena na do widzenia

Moje łupy: ROSSMANN -49 % + Cena na do widzenia
   Posty z nowościami zawsze cieszą się ze sporym zainteresowaniem więc spieszę z podzieleniem się z Wami owocami kolejnej edycji Rossmanowskiej promocji.

   Przyznam, że bez problemu udało mi się zachować rozsądek, co dla śledzących bloga może być zaskoczeniem ;) Nie żebym poskromiła moje kosmetyczne zapędy ale... poskromił je sam Rossmann. Przed ową promocją mocno podnieśli ceny więc sporą część kosmetyków z 'wyższej' półki tak czy siak opłaca się kupić online, nawet dopłacając za przesyłkę. Kosmetyki z półki niższej z drugiej strony w cenie regularnej nie kosztują tyle, by rzucać się na półki. Sięgnęłam więc po rzeczy, które faktycznie były opłacalne cenowo na daną chwilę. Część to nowości, które kusiły od jakiegoś czasu, część to produkty sprawdzone, do których i tak bym wróciła.

   Jeśli jesteście ciekawi co wpadło w moje ręce zapraszam na dalszą część.


CZĘŚĆ PIERWSZA



Tutaj poszalałam najbardziej. Mimo, że w ostatnich tygodniach poczyniłam już zakupy 'na bieżąco' to jednak nie odparłam się pokusie przetestowania podkładów AA: Make Up Filler oraz Make Up Satin. Oba zbierają całkiem niezłe opinie a i odcienie wydają mi się być przyjemnie jasne i ciepłe. Na chwilę obecną lądują w zapasach więc nie powiem Wam więcej na temat ich właściwości jednak oczekiwania - nie ukrywając - mam spore.

Potrzebowałam również korektora pod oczy. Idąc za recenzjami sięgnęłam po dwa: L'Oreal True Match oraz Maybelline Affinitone. Pierwszy zaczęłam już używać i o ile jasny, wyraźnie żółty kolor jest po prostu  piękny tak właściwości kryjące i formuła nie o końca przypadły mi do gustu. Źle nie jest ale zdecydowanie nie pobił ani płynnego kamuflażu Catrice ani korektora Rimmel Match Perfection, które są moimi zdecydowanymi faworytami w tej dziedzinie.

Na koniec puder i fixer. Pudrów u mnie jak mrówków ale puder fixujący Wibo kupiłam z myślą o nadchodzących upałach. Podobnie było w przypadku Fixer Mist marki Bielenda. I tu spotkało mnie spore rozczarowanie. Po pierwsze ze względu na aplikator, który dozuje na skórę potężne krople a nie lekką mgiełkę. Po drugie ze względu na słabe trzymanie matu skóry po jej użyciu. I co najważniejsze - mam wrażenie, że bezpośrednio po aplikacji sam makijaż zaczyna wyglądać gorzej niż przed :D

CENA NA DO WIDZENIA



Jeszcze przed rozpoczęciem 'oficjalnego' rabatu na kolorówkę, kilka produktów załapało się na przeceny wynikające z wycofania poszczególnych kosmetyków z oferty drogerii. Można je był dorwać również z późniejszym rabatem ale... dobrze przewidziałam,  że zostaną one u mnie wymiecione do cna, co też się stało ;) Skusiłam się na podkład w sztyfcie Fit Me Maybelline. Swego czasu było o nim głośno na YT i mimo, że nie zbierał rewelacyjnych opinii stwierdziłam, że czemu by go nie wypróbować na skórze własnej. Pierwsze wrażenia? Słabo ;) Marne, praktycznie zerowe krycie no i najjaśniejszy odcień zdecydowanie nie przypasuje bladziochom. Drugim kosmetykiem był puder Maybelline Affinimat. Używałam go do tej pory dwa razy i zapowiada się całkiem ok.

CZĘŚĆ DRUGA



Zupełnie odpuściłam zakup tuszy do rzęs - w te zaopatrzyłam się w Naturze. Kupiłam za to cień w kremie Maybelline Color Tattoo. Znałam już odcień taupe, niekoniecznie się z nim polubiłam więc mimo, że gdy pojawił się na rynku moją ciekawość wzbudził to jednak wizja klapy skutecznie zniechęcała mnie do kupna. Promocja promocją - wzięłam i kupiłam. Użyłam go zaledwie raz i póki co raczej miłości z tego nie będzie. Suche to to, tępe i wcale nie ma jakiegoś rewelacyjnego krycia.
A jako, że baza pod cienie wisiała na mojej zakupowej liście od /nie skłamie.../ dobrego roku sięgnęłam po bazę z Wibo. Jest podejrzanie miękka i masełkowata a na dodatek... maleńka. A dla estetów: opakowanie nie jest brudne tylko brzydkie.

CZĘŚĆ TRZECIA i ostatnia



Na pierwszy plan zdecydowanie wybija się Sally Hansen i ich Insta Dri. Przy okazji postu z denkiem napisałam Wam, że pobił on u mnie i Poshe i Seche Vite więc możliwość dorwania go w tak niewielkiej cenie zaowocowała na prawdę sporym zapasem trzech sztuk /i tak się opamiętałam, musicie mi uwierzyć :D/. Dodatkowo kolejna buteleczka ulubieńca tej marki czyli Instanst Cuticle Remover - kosmetyku, dzięki któremu rozstałam się z radełkiem na dobre dawno temu.
Sięgnęłam też po dwie butle zmywacza z Isany /wchodzi na promocję!/, który ostatnio gości u mnie butla za butlą, serum do paznokci Evree oraz balsam do ust Blistex Intensive. Evree ze względu na sympatię do marki, Blistex bo kiedyś czytałam o nim sporo pozytywnych opinii.
Nie kupiłam za to żadnego produktu do makijażu ust - zbyt rzadko po nie sięgam by gromadzić zapasy ;)



To by było na tyle. Niby nie poszalałam i zakupy uważam za całkiem rozsądne jednak i tak trochę się tego nazbierało ;) Dla fanek nowości - mam jeszcze kilka produktów do pokazania więc szykuje się kolejny post na ten temat.

Dodatkowo: czy wiadomo coś na temat promocji -40% na pielęgnację twarzy w R. ? Mam nadzieję, że zdecydują się na powtórkę z poprzedniego roku bo mam ochotę wrócić do kilku kosmetyków m. in. toniku Perfecty, którego odwlekana w czasie  recenzja wkrótce!








Copyright © 2016 KOSMETYKOHOLICZKA , Blogger