wtorek, 29 marca 2016

Projekt DENKO / edycja MARZEC 2016

Projekt DENKO / edycja MARZEC 2016
Cześć. Dziś przychodzę do Was z podsumowanie zużyć z bieżącego miesiąca. Nazbierała mi się tego spora gromadka. Pojawiły się też 'wyrzutki' w ramach czyszczenia magazynu ;))) Jeśli jesteście ciekawe moich wrażeń zapraszam na post.


**********


EVELINE DELIKATY KREM-ŻEL DO MYCIA TWARZY 
_________________________________________________________________________________
Ciężko było. Pierwsze wrażenia miałam tak negatywne, że szybko porzuciłam nadzieje na jego zużycie. Jednak dałam mu szansę i koniec końców zapałałam do niego sporą sympatią. Jeśli lubicie łagodne produkty oczyszczające to z pewnością kosmetyk wart wypróbowania.

BANDI DELIKATNA PIANKA MYJĄCA
_________________________________________________________________________________
Tutaj dawanie szans nie dało nic. Pianka w obsłudze był miła i puchata. Jednak wysuszające działanie sprawiło, że szybko zaczęłam ją używać do mycia ciała by jak najszybciej się jej pozbyć. Słabo.

BANDI JEDWABISTY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU
_________________________________________________________________________________
Kolejna słabizna. Co trochę mnie dziwi bo znam na prawdę świetne produkty tej firmy... Dobijała mnie jego diabelnie gęsta i utrudniająca życie konsystencja. Działać działał więc zużyła go do mycia pędzli ale wydanych pieniędzy było mi żal...



PERFECTA ZŁUSZCZAJĄCY TONIK-ESENCJA
_________________________________________________________________________________
Wow. Chwała kolejnej polskiej marce, która próbuje zwojować rynek czymś nowym. Tonik zrobił na mnie na prawdę pozytywne wrażenie. Z tego też względu poświęcę mu odrębny post.


EVELINE NORMALIZUJĄCY TONIK MATUJĄCY
_________________________________________________________________________________
Mam ostatnio szczęście do toników. Ten również spisał się u mnie na medal więc poświęcę mu chwilę przy najbliżej okazji.


EVREE PEELING DO TWARZY
_________________________________________________________________________________
Jakbym wszystko chwaliła było by nudno ;) Dwa peelingi-koszarki też doczekają się odrębnej recenzji. Wspomnę tylko że oba w większości zużyłam do dłoni czy ciała bo gdybym miała zużyć je do twarzy byłabym bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Firmę Evree lubię bardzo więc tym bardziej czuję się... oszukana ;))


BIELENDA MASECZKA SUPER POWER MEZO
_________________________________________________________________________________
Chyba nie potrafię wyrazić swojej opinii o produkcie po jednej aplikacji. Krzywdy nie zrobiła, płat był przycięty w sam raz do mojej twarzy więc była bardzo komfortowa w 'noszeniu'. Nie podrażniła, nie wysuszyła ale czy działa? Nie wiem.

EVELINE MASECZKA 8w1
_________________________________________________________________________________
Kupiłam ją tylko i wyłącznie za obiecywany efekt chłodzenia. Nie chłodziła nic a nic. Na dodatek była to maseczka z... peelingiem mechanicznym. Całkiem fajnie się sprawdziła, po użyciu zafundowała mi przyjemne uczucie nawilżania i ukojenia ale nie jest to coś, do czego będę wracać

SYLVECO LEKKI KREM NAGIETKOWY/BRZOZOWY/ROKITNIKOWY /próbka/
_________________________________________________________________________________
Nie miała chęci na zakup to dostała próbki. I przepadła.. Dwa pierwsze warianty nie zrobiły na mnie wrażenia za to wersja rokitnikowa - wow. Jak uda mi się kiedyś ograniczyć mój kremowy dobrobyt pełnowymiarowe opakowanie do mnie przywędruje drogą kupna ;)

DERMO FUTURE WYPEŁNIACZ UST LUSTRZANY BLASK /wyrzutek/
_________________________________________________________________________________
Miłe złego początki. Wypełnić ust nie wypełnił ale pozostawiał na nich piękną taflę. Na dodatek miał całkiem niezłe właściwości pielęgnujące więc używałam go namiętnie. Aż dnia pewnego po jego użyciu pojawiły mi się małe, pojedyncze czerwone plamki na brzegu ust. Nie zamierzam sprawdzać czy to był jednorazowy przypadek więc leci do kosza

YVES ROCHER POMADKA OCHRONNA /wyrzutek/
_________________________________________________________________________________
Baaardzo polubiłam się z pomadką ochronną ze standardowej oferty producenta więc pokusiłam się na wariant świąteczny. Pachniało to to świetnie /aromatyczna wanilia/ ale właściwości pielęgnacyjne zdecydowanie mnie nie zachwyciły. Zużyłam pół i nie chce mi się z nią już męczyć.



SYOSS KERATIN PIANKA DO WŁOSÓW /wyrzutek/
_________________________________________________________________________________
Nie mam zielonego pojęcia co ten produkt u mnie robi. Pianki o włosów to produkty, które leżą poza moimi zainteresowaniami, których używać nie umiem i z których wiecznie jestem niezadowolona. Kupić kupiłam. Dawno temu. Więc leci do śmieci.

GLISS KUR OIL NUTRITIVE SZAMPON
_________________________________________________________________________________
Efekt mojego szaleństwa z początku roku ;) Parę lat temu był moim ulubionym szamponem i.... nadal sprawdza się u mnie świetnie. Myć myje, skórze ani włosom krzywdy nie robi a na dodatek pięknie pachnie. Kupiłabym ponownie bez wahania ale mam dwie butle w zapasie :P

PANTENE BŁYSKAWICZNY TONIK WZMACNIAJĄCY OCHRONA PRZED WYPADNIEM
_________________________________________________________________________________
Nie zrobił z moimi włosami nic. Ani działania wzmacniającego ani mniejszego wypadania nie zaobserwowałam. Nie robił na szczęście też krzywdy. Jedyną wartą uwagi rzeczą jest tu opakowanie, którym bezproblemowo mogłam aplikować produkt na skórę głowy. Nie wyrzucam, zostawiam na inną wcierkę.



ISANA ŻELE POD PRYSZNIC
_________________________________________________________________________________
Pod względem nie zachwycają - trochę przesuszają mi skórę i słabo się pienią. Jednak ze względu na cenę i mnogość limitowanych zapachów kupuję je namiętnie. Wersja pierwsza pachniała cu-do-wnie maliną i trawą cytrynową, druga nie zachwyciła mnie aromatem słabego truskawkowego kisielu.

YVES ROCHER JARDINS DU MONDE ŻEL POD PRYSZNIC
_________________________________________________________________________________
Ukochany. Wielbię jego mocny, słodki i otulający zapach, który wręcz świdruje w nozdrzach. Daje bardzo gęstą pianę jednak nie zachwyca wydajnością. Mam x sztuk w zapasie i x opakowań za sobą i będę o niego wracać :) 

KNEIPP/ISANA SOLE I PEREŁKI DO KĄPIELI
_________________________________________________________________________________
Kąpielowi umilacze zawsze spoko. Ładnie pachną, zmiękczają i barwią wodę.




LIRENE STOP PĘKAJĄCYM PIĘTOM  KREM DO STÓP 
_________________________________________________________________________________
Jeden ze słabszych kremów do stóp jakie używałam. Co dziwi mnie tym bardziej, że wersja z 30% mocznika jest dla mnie totalnym geniuszem. Nie odpowiadała mi konsystencja i brak działania.

YVES ROCHER KREM DO RĄK
_________________________________________________________________________________
Mieszkał w mojej torebce i często poprawiał mi humor zapachem. Był podejrzanie lekki jak na moje problematyczne dłonie jednak dawał radę! Nawilżał na naprawdę przyzwoitym poziomie. Muszę wypróbować ich kremu dostępne w standardowej ofercie.

TOŁPA DERMO MANI REGENERUJĄCY KREM-MASKA DO RĄK I PAZNOKCI
_________________________________________________________________________________
Kremy do rąk idą u mnie jak woda ale ten zużyłam wręcz podejrzanie szybko... Nawilżał przyzwoicie ale znam tańsze i lepsze od niego kremy. Nie planuję powrotu.


Znacie, lubicie? ;))



poniedziałek, 28 marca 2016

Bandi / Female 35+ / olejek do demakijażu + pianka myjąca

Bandi / Female 35+ / olejek do demakijażu + pianka myjąca
Cześć. Po krótkiej przerwie wracam do Was z recenzją dwóch produktów marki Bandi z linii Fem@le 35+ które zupełnie nie zdobyły mojego serca....


Regularna cena tego duetu /bo produktów niestety, nie można kupić oddzielnie/ to 77 zł. Sporo. Pojemności to kolejno 100 ml - olejek do demakijażu i 150 ml - pianka myjąca.

BANDI  Female 35+ jedwabisty olejek do demakijażu
Mam mieszane uczucia wobec olejków myjących - zazwyczaj w moim przypadku pozostawiają wrażenie piachu pod powiekami więc z góry założyłam, że będę go używać tylko do oczyszczania twarzy. Skuteczności mu nie odmówię - trudno żeby olej nie poradziła sobie ze zmyciem kosmetyków jednak... porażką okazała się być konsystencja. Ten olejek jest gęsty niczym olej rycynowy. Nie wiem czy ktoś z Was próbował go aplikować na twarz jednak wymaga to trochę siły i naciągania skóry. Szybko stwierdziłam, że gra jest niewarta świeczki i zużyłam go do prania pędzli. Minusem był też jego zapach, niby przyjemny jednak dla mnie nazbyt intensywny i drażniący.
Producent zalecał jego zmywanie przy pomocy wilgotnego ręcznika. Co mijało się trochę z celem ponieważ jest to typowy olejek myjący, który po kontakcie z wodą tworzył emulsję i spokojnie można było go z twarzy zmyć.

BANDI Female 35+ delikatna pianka myjąca
Może więc to to uratowało ten duet? No nie. Pianka myć myła, miała bardzo przyjemną, lekką konsystencję i w ogóle w tym przypadku do przyjemności użytkowania nie mogę się przyczepić. Niestety, przy dłuższym użytkowaniu wysuszała mi skórę i bezpośrednio po umyciu fundowała mi uczucie dyskomfortu i ściągnięcia. Zużyć zużyłam - ale do mycia ciała.

Cóż... nie uważam tej przygody za udaną. I cieszę się bardzo, że koniec końców /mimo, że kusiło jak nieszczęście/ nie kupiłam tych produktów w cenach regularnych a przygarnęłam w pudle Face&Look. 
Miałyście przyjemność?




piątek, 18 marca 2016

ZAKUPY i nowości ostatnich tygodni

ZAKUPY i nowości ostatnich tygodni
Pora przedstawić kilka rzeczy, które wpadły mi w łapy. Nazbierała się tego spora gromadka /też mi nowość :D/ więc czas najwyższy pokazać je światu ;))


   Jakiś czas temu przyuważyłam u mojej siostry na łazienkowej półce wodę micelarną Auchan. Podebrałam jej odrobinę, żeby zobaczyć z czym to się je i... kupiłam własną butlę. 500 ml kosztuje zaledwie 8 zł a działanie zapowiada się być co najmniej dobre bo, co najważniejsze nie podrażniła mi oczu. Na zdjęciu również maseczki z Bielendy, które dostałam od firmy, gdy przyszło mi reklamować ich produkt. A raczej dwa. Ciekawa jestem rozwiązania tej sprawy :)
   Obok część mojego zamówienia z Yves Rocher gdzie skorzystałam z 50% rabatu na wszystkie produkty. Głównym punktem mojego zamówienia była woda perfumowana Rose Oud /zapomniałam o zdjęciu.../ a dobijając do progu zamówienia postanowiłam przetestować szampon w kremie /zapowiada się nieciekawie/ oraz nowe smarowidła do ciała.
   Pozostając w temacie ciała - Rossman zaproponował przyjemną cenę na balsamy Evree -przy zakupie dwóch sztuk kosztowały niespełna 22 zł. A jako, że moja skóra /znooowu/ przechodzi bunt stwierdziłam, że to najlepsza okazja za testy.
   Pisałam Wam jakiś czas temu o pozytywnych efektach mojej kuracji kremem na noc Pharmaceris W. Dzięki p. Magdzie z Pharmaceris mam okazję wrócić do tych produktów co z przyjemnością już niebawem uczynię :))


   W Naturze pojawiły się nowe kremy marki Farmona. Mimo, że kremów u mnie jak mrówków to pokusiłam się o zakup wersji odmładzającej. Skusił mnie dobry skład i 5 zł kupon, który miałam do wykorzystania :D Krem zapowiada się WOW ale w przypadku mojej skóry zdecydowanie nie do użytku na co dzień. Obok dziwadło Rossmanowskie FYB - czyścik do twarzy :D
   Od zakupów kolorówki stronię ale dobiła mnie już paleta z Catrice i chciałam jakiś cień do codziennego makijażu. Tu pokusiła mnie CND w Rossmanie i cień Rimmel za 4.99 zł. Używam go już i bardzooo się z nim polubiłam.
   W mojej Biedronce nadal nie uświadczyłam soli do kąpieli Be Beauty o zapachu lawendy. Smuteczek. Kupiłam więc kolejne opakowanie wariantu Cherry Blossom bo jest ge-ni-al-na *-* No i żele z Isany - dopiero teraz skusiłam się na wariant zimowy, dokupiłam też drugiego kurczaka do kolekcji. Kurczak zawsze spoko :D
   Na koniec duet Nivea, którego recenzję mogliście przeczytać wczoraj na blogu. Odżywka okazała się być świetna, z szamponem za to nie dogadałam się zupełnie ;)))

A Wy przygarnęłyście coś ciekawego w ostatnim czasie?

czwartek, 17 marca 2016

NIVEA Repair & Targeted Care | czyli o świetnej odżywce i paskudnym szamponie ;)

NIVEA Repair & Targeted Care | czyli o świetnej odżywce i paskudnym szamponie ;)
Cześć. Niespełna miesiąc temu w moje łapy wpadł duet produktów do włosów firmy Nivea. Dawno nie używałam kosmetyków tej marki więc stwierdziłam, że chętnie zobaczę jak sprawdzą się na moich włosach. Mowa o najnowszym dziecku marki, mianowicie o serii Repair & Targeted Care dedykowanej włosom suchym i łamliwym - czyli w sam raz dla mnie :)


Nivea postanowiła odświeżyć swoje opakowania - z kanciastych butli zmieniły się w przyjemnie smukłe. Nie zmienia to faktu, że bardziej podobała mi się ich poprzednia odsłona. Podobno też producent 'ulepszył' składy innych linii. Jestem ciekawa czy wyszło to na dobre świetnej odżywce Long Repair i nie omieszkam tego przetestować ale... dziś nie o tym.

NIVEA Repair & Targeted Care SZAMPON PIELĘGNUJĄCY
_______________________________________________________
   Jaka ja byłam nim zachwycona przy pierwszym użyciu! Szampon ten jest diabelnie wydajny, pieni się jak szalony /tak, wiem, sls/, pięknie pachnie a sam moment mycia był przyjemny niesamowicie. Na dodatek okazało się, że cudnie wygładza włosy i nie potrzebuję używać odżywki by je rozczesać - a z kołtunieniem mam problem olbrzymi. Włosy po wyschnięciu były miękkie i gładkie, niczym po wizycie od fryzjera. Po kilkunastu godzinach spojrzałam w lustro i gdyby nie fakt, że byłam w pracy w tym samym momencie włożyłabym głowę pod kran. Głowę myję codziennie wieczorem - bo lubię - a moje włosy same z siebie wytrzymują dwa dni bez większych uszczerbków jeśli mowa o przetłuszczaniu się. Tu niestety porażka na całej linii - wyglądałam jak po olejowaniu włosów :D Dałam mu szansę raz drugi i trzeci i kolejny i za każdym razem kaplica. Po kilku myciach pojawiło się też nieprzyjemne uczycie dyskomfortu i niedomycia skóry głowy. I dałam sobie spokój. Zużyć go zużyję ale do prania pędzli. Być może sprawdzi się u posiadaczek bardzo suchej skóry głowy i włosów bujniejszych niż moje ale dla mnie to jeden z większych bubli ostatniego czasu.

NIVEA Repair & Targeted Care SZAMPON PIELĘGNUJĄCY
_______________________________________________________
   Dla urozmaicenia tę odżywkę uważam za naprawdę dobry i godny polecenia produkt. Podobnie jak szampon na przyjemny zapach, jest wydajna dzięki swojej średnio-gęstej konsystencji i działa! Główną zaletą jest fakt, że nie obciąża ona w najmniejszym stopniu moich włosów, które na obciążanie są podatne bardzo i muszę mocno uważać z konkretniejszymi odżywkami. Włosy po jej użyciu są bardzo wygładzone, lejące i niesamowicie miękkie. Niczym włosy dziecka co na moich kłakach do osiągnięcia jest niezwykle trudne. Jestem w stanie pokusić się nawet o stwierdzenie, że producent wcale nie robi nas w balona z obietnicą regeneracji włosa /technologia KERADETECT cokolwiek to jest ;)/ bo moje dawno nie wyglądały aż tak dobrze /chociaż w odbudowę nadal nie wierzę/. Wspominałam Wam wcześnie o odżywce Long Repair - jeśli ją lubicie śmiało możecie spróbować tego wariantu. Moim zdaniem ma jeszcze lepsze działanie ze względu na bajeczne zmiękczanie włosów.

SKŁADY
________________________________________________________




Miałyście okazje je przetestować?




piątek, 11 marca 2016

LIRENE Beauty Collection || MANGO peeling ujędrniający | ŻURAWINOWY peeling cukrowy | KOKOSOWY peeling solny

LIRENE Beauty Collection || MANGO peeling ujędrniający | ŻURAWINOWY peeling cukrowy | KOKOSOWY peeling solny
Od zawsze powtarzam, że jedną z moich większych słabości są peelingi. Dziś najwyższa pora podsumować trzy, które wpadły w moje łapy już jakiś czas temu a których recenzji spłodzić mi się do tej pory nie udało ;)


Lirene BEAUTY COLLECTION | MANGO peeling ujędrniający
   Zaczniemy od najsłabszego ogniwa. Po pierwsze zapach - nie żeby był jakiś mocno zły, ba, jest całkiem przyjemny ale zdecydowanie nie jestem fanką zapachu tego owocu. Męczyłam się z nim mocno a nuta zapachowa skutecznie zabierała mi przyjemność codziennego prysznica. Wersja ujędrniająca okazała się być typowym żelem peelingującym. Myć to myło, złuszczać nie złuszczało za to fundowało przyjemy, delikatny masaż. Drobinki były spore jednak dosyć delikatne. Kiedyś by to ten peeling szybko i skutecznie zdyskwalifikowało w moich oczach jednak ostatnio ciągnie mnie też w stronę takich delikatnych miziadeł. Żel nie przesuszał mi nadmiernie skóry jednak nie był dla niej też zbyt łaskawy i balsam czy olejek po kąpieli był mi /jak prawie zawsze/ niezbędny. Niby tragedii nie ma ale zdecydowanie nie jest to produkt dla mnie i powrotu nie planuję głównie ze względu na zapach.


Lirene BEAUTY COLLECTION | ŻURAWINOWY peeling cukrowy
   Mój bezsprzeczny ulubieniec. Zapach - rewelacja. Uwielbiam kwaskowaty zapach żurawiny i tutaj producentowi należą się ogromne brawa bo w tym kosmetyku oddany jest on tak wiernie, że miałam ochotę go zjeść. Konsystencja była dosyć specyficzna, szczególnie jak na peeling w tubie - był gęsty, olejowy, napakowany drobinami cukru i czerwonymi drobinkami, które pełniły głównie funkcje estetyczne. Peeling zdzierał jak marzenie jednak gęsta, treściwa baza złagodziłaby ewentualne podrażnienia. Po użyciu skóra nie była przesuszona a zapach utrzymywał się na skórze i w łazience. Z przyjemnością do niego wrócę :)


Lirene BEAUTY COLLECTION | KOKOSOWY peeling solny
   Dziwadło. Totalne dziwadło. Nie jestem wielką fanką kokosowych zapachów. To jedne z tych aromatów na które muszę mieć ochotę. Kokos według Lirene jednak moim zdaniem niezwykle przyjemny. Niby kokosowy, niby słodki ale ma w sobie kremową nutę, która bardzo przypadła do gustu mojemu nosowi i mogłabym używać go non stop. Konsystencja była bardzo przyjemna, niby żelowa ale kremowa :D Nigdy nie używałam balsamów 'pod prysznic' bo wydawały mi się być zbędnym produktem w mojej pielęgnacji jednak jeśli tak świetnie radzą sobie z nawilżaniem i odżywianiem skóry z przyjemnością wypróbuję tego typu cudo z okazji zbliżającego się lata /oby szybko!/. Nie jestem fanką peelingów solnych ze względu na ich 'żrące' właściwości jednak porządna baza sprawiła, że nie podrażniał mnie w najmniejszym stopniu. Moc malutkich drobinek jednak nie dawała sobie rady z porządnym zdzieraniem więc jeśli z takimi się lubcie to jednak nie jest produkt dla was.



składy /od góry/:  kokos, żurawina, mango


Polubiłyście się z nimi?

poniedziałek, 7 marca 2016

Od zera do bohatera czyli Delikaty krem-żel do mycia twarzy / Eveline Program 360

Od zera do bohatera czyli Delikaty krem-żel do mycia twarzy / Eveline Program 360
Dziś o kosmetyku, który od samego początku budził we mnie sporo emocji. Nie należę do osób, które wyrzucają kosmetyki po pierwszym użyciu - zazwyczaj przed godziną zero daje im odstać do końca daty ważności bo a nuż kiedyś się do nich przekonam. Ten oto cudak po kilku aplikacjach któregoś wieczora wylądował w łazienkowym śmietnisku /psutym, nie że grzebię w śmieciach ;)/ abym rano spojrzała na niego nieco łaskawszym okiem i na powrót wrzuciła go w zakamarki łazienkowej półki. Ostał parę tygodni, dałam mu szansę i... wow. Zapraszam na recenzję.


   Jestem ogromną fanką łagodnych produktów oczyszczających. Nie mogłam się więc na niego nie skusić gdy w zeszłym roku Rossman kusił nas -40% na całą pielęgnację twarzy /i mam nadzieję, że to powtórzą :D/ Skusiły mnie obietnice producenta, skusił mnie przyjemny jak na tani, drogeryjny kosmetyk skład i skusiła mnie marka - bo niby Eveline nie należy do firm za którymi szaleję to jednak większość ich kosmetyków się u mnie sprawdza.
   Dlaczego więc nasza przygoda rozpoczęła się tak koszmarnie? Bo ten produkt nie dość, że nie domywał skóry to na dodatek pozostawiał na niej paskudną oblepiającą powłokę, którą trudno było mi usunąć tonikiem. Jestem fanką delikatnych myjadeł ale to nawet dla mnie było zbyt wiele, by spojrzeć na niego łaskawszym okiem. Użyłam go raz, drugi, trzeci... i nerwów mi na niego zabrakło.
   Postanowiłam dać mu szansę. Byłam mocno zirytowana więc wycisnęło mi się go za dużo. Ot, dwa razy taka porcja jaką zazwyczaj używam do oczyszczania skóry twarzy. Było go więcej a sam moment mycia skóry ze względu na konsystencję był na tyle miły, że pomasowałam nim skórę dłużej niż zwykle. I co? I bingo. Nie dość, że pięknie oczyścił twarz, nie zostawił na niej lepiącej powłoki to jeszcze dał skórze przyjemne uczucie komfortu i nawilżenia. Mimo, że używam go w ilości sporej wcale nie  zużył mi się szybko i mogłam się nim nacieszyć przez parę tygodni codziennego, porannego oczyszczania. Cena regularna oscyluje w granicach 13 zł za 200 ml więc nie wygląda to wcale źle.
   Pokochałam jego zapach, kojarzy mi się z chińskimi gumkami do ścierania jakie używałam w dzieciństwie. I... chętnie do niego wrócę. Sama nie wierzę że to napisałam.


Copyright © 2016 KOSMETYKOHOLICZKA , Blogger