Obrzydliwie wielkie.. KOLORÓWKOWE DENKO \i nie tylko\ w mini-recenzjach.

by - października 26, 2015


Zebranie się do napisania tego postu zabrało mi całą wieczność. Pewnie dlatego ilość zużytych (i  nie) produktów jest wręcz zatrważająca. To nic. Większości z nich należy się parę słów podsumowania zanim wylądują w koszu. O części będę pisać peany, część z nich zupełnie się u mnie nie sprawdziła i z radością się ich pozbędę. Uprzedzam - będzie długo. Za cierpliwość dziękuję :)


Pharmaceris podkłąd ochronno-korygujący 50+ otrzymałam jakiś czas temu w ramach PR. Doczekał się już recenzji na blogu więc jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdził serdecznie Was do niej zapraszam. Znajdziecie tam też moją opinię o jego braciach czyli wersji matującej (oddałam ją mamie, nawet latem nie udało mi się opalić tak, by go używać) oraz nawilżającej (z powodzeniem zużyłam pół flachy, reszta poleciała do mojej potrzebującej siostry).
Lirene City Matt podobnie jak podkład Pharmaceris wpadł w moje łapy od pani Ani. Doczekał się wyłącznie pierwszego wrażenia. I muszę przyznać że do samego końca opakowania moje pierwsze - jakże pozytywne wrażenie zostało podtrzymane. To świetny podkład dla  mieszanej skóry jednak ubolewam nad gamą kolorystyczną - najjaśniejszy odcień mimo ładnego wtapiana się w skórę nada się tylko dla osób o ciemniejszej karnacji.
Lirene My Color Code - podkład, który towarzyszył mi przez całe tegoroczne lato. Mały geniusz. Zostało mi go jeszcze odrobinę więc na chwilę obecną nie żegnamy się a będę nim przyciemniać jaśniejszy z odcieni tegoż produktu. Gdy tylko znajdę dłuższą wolną chwilę na pewno napiszę mu dokładniejszą recenzję bo to świetny produkt dla mieszanej skóry, który jednocześnie matuje i pięknie wygładza. W moim odczuciu to udoskonalona wersja City Matt. Polecam serdecznie.
Korektor Rimmel Match Perfection. Dwie zużyte sztuki chyba najlepiej świadczą o mojej sympatii do tego kosmetyku. Trzecia w zapasie już chyba zupełnie mówi sama za siebie ;) Uwielbiam go. Za lekką konsystencję, dobre krycie, wygładzenie skóry i rozjaśnianie cieni. Po przygodzie z odcieniem 030 (ciemne to to, chociaż nieźle się stapia) wierna jestem odcieniowi 010 - do dostania w drogeriach internetowych.
Korektor Maybelline - tyle dobrego na jego temat przeczytałam więc zawód jest srogi. Ciemny, słabo kryjący, włażący w zmarszczki potworek. Na dodatek zupełnie nietrwały. Robiłam do niego kilkanaście podejść i za każdym użyciem było tylko gorzej. Nigdy więcej.
Kamuflaż Catrice - typowy produkt do zadań specjalnych. To moje drugie zużyte opakowanie i pewnie nie ostatnie. Świetnie krycie w rozsądnej cenie. Planowałam go używać pod oczy jednak jest do tego zbyt ciężki. Za to wzorowo sprawdza się do kamuflowania wszelakich niedoskonałości - i tych większych i mniejszych.



Puder HD BeBeauty - na zdjęciu wersja prasowana jednak pokusiłam się też o wersję sypką. Obie zużyłam z przyjemnością jednak to wersja sypana skutecznie mnie oczarowała. Dawała przepiękne, satynowe wykończenie makijażu, trwała na skórze cały dzień jednocześnie utrzymując mat. Wersja prasowana była odrobinę słabsza - potrafiła bielić skórę i pozostawiać zbyt płaski mat jednak również nie była zła.
Puder ryżowy MIYO. Miłości moja na kryzysowe sytuacje - gdy skóra błyszczy się jak nieszczęście i nie radzi sobie z nią nic. Oprócz tego właśnie pudru. Ma też minusy: może przesuszać i bielić ale ze względu na mat jaki daje jestem mu w stanie to wybaczyć. Polecam.
Puder sypki My Secert - nie pamiętam kiedy go zużyłam... Swoją drogą był świetny. Jeśli szukacie lekkiego pudru wykończającego makijaż w jasnym odcieniu to z pewnością coś dla Was. Może i nie matuje jakoś szczególnie ale na co dzień dla nieproblematycznej skóry jest idealny. Plus za cenę i dostępność. Jednak nie należy do zbyt wydajnych.
Puder matujący Sensique. W moim odczuciu to totalne nieporozumienie. Nie cierpię efektu jaki pozostawia na skórze - tępe matowe, nazbyt pudrowe wykończenie. Jednak nie utrzymuje matu zbyt długo na skórze. Na dodatek systematycznie używany wysusza a bezpośrednio po aplikacji nieprzyjemnie ściąga skórę. Nie ratuje go niska cena. Nie będę do niego wracać.
Puder bronzujący My Secret. Przyjemniaczek. Ma przepiękny neutralny odcień. Nie jest dla mnie zbyt ciepły a jednocześnie zbyt chłodny, przez co nie daje wrażenia sinych plam. Niestety jest bardzo miałki co wpływa na jego niską wydajność. Jest też dosyć mocno perfumowany i o ile sam zapach jest przyjemnie kwiatowy to jednak szybko zaczął mnie męczyć.
Cień/rozświetlacz Essence - jak ja go uwielbiałam *-* Dawał przepiękny efekt tafli w najpiękniejszym odcieniu świata. Nie mogę odżałować, że został wycofany. Tym bardziej nie mogę odżałować, że przegapiłam moment gdy znikał z półek i nie poczyniłam zapasów. Czarna rozpacz.



W poście o trzech słabych tuszach do rzęs pod lupę wzięłam maskary Estee Lauder, Clinique i Rimmel. Żaden z nich mnie nie zachwycił na tyle bym miała po niego sięgnąć po raz kolejny. Zawód tym większy, że dwa z nich to tusze z górnej półki...
Dwie kolejne maskary wpadły w moje łapy w pudełkach Joybox. Mowa tu o MACu i Wibo BOOM BOOM. Zadziwiający jest fakt, że obie posiadały identyczne szczoteczki. Działaniem się różniły - tańszy nie nadawał się zupełnie do niczego. To pierwszy tusz, którego nie byłam w stanie nałożyć na rzęsy. Był diabelnie mokry (przez kilka ms od otwarcia...), przypominał wręcz błoto :P W ogóle nie zasychał na rzęsach, wiecznie się odbijał, był diabelnie nietrwały i zasadniczo rzecz biorąc najdłużej na rzęsach miałam go może z godzinę. Tusz MAC dawał przepiękny efekt firanek ale... kruszył się błyskawicznie a pod wpływem temperatury rozmazywał się jak nieszczęście. Porażka. A nawet dwie.
Kolejną dwójką będą tusze: Yves Rocher Sexy Pulp i Celia Lash on top. Oba nie dawały u mnie żadnych efektów. Śmiem twierdzić, że moje rzęsy z tuszem i bez tuszu wyglądały praktycznie identycznie. Szkoda mi ich wyrzucić więc poleciały w inne ręce - mam nadzieję, że sprawdzą się lepiej.
Na sam koniec dwie maskary, które dały u mnie radę. Pierwsza - Wibo Growing Lashes - zbiera dosyć dobre opinie w sieci i jestem w stanie się z nimi zgodzić. Może i efekt jaki zostawiała na rzęsach nie był niesamowity jednak były one dosyć mocno podkreślone. Jednak po miesiącu zaczął się kruszyć jak szalony... Chociaż za tę cenę na prawdę jestem mu w stanie to wybaczyć i chętnie po niego w przyszłości sięgnę. Wibo Rock with me okazał się być za to totalną niespodzianką. Nie dość, że pięknie rozdzielał, wydłużał i podkręcał (w miarę możliwości) moje rzęsy to jeszcze był trwały i mokry przez ponad dwa miesiące. Nie kruszył się, nie odbijał, nie podrażniał mi oczu. I to wszystko za 10 zł. Jest jednak minus - to edycja limitowana (dlaaaaczego :<).


Kredka do brwi W7 to jeden z moich nowszych zakupów i z czystym sumieniem ląduje w koszu. O ile nie jestem w stanie przyczepić się do jej ocienia tak ta kredka do brwi nie nadaje się zupełnie. Jest diabelnie miękka i pieruńsko napigmentowana przez co nie da się nią subtelnie podkreślić łuku. Za każdym razem efekt jest przerysowany. Nie lubię.
Kredka do brwi Yves Rocher - ideał. Nie dość, że odcień odpowiadał mi w stu procentach to jeszcze była idealnie twarda by bez problemu wyrysować włoski bez efektu instabrow. Żałuję, że pokusiłam się na kredkę Catrice... Do tej wrócę z pewnością.
Wosk i cień do brwi Lily Lolo. Jestem leniwym leniem i praktycznie całe opakowanie zużyłam mieszając oba produkty co pozwalało wykonać mi makijaż brwi w pół minuty ;) Efekt był dla mnie satysfakcjonujący jednak ze względu na wygórowaną cenę i moją sympatię do kredek raczej do siebie nie wrócimy.
Khol Technic - wywalam ze względu na upływający termin przydatności. Świetny produkt w niewygórowanej cenie. Powrotu jednak nie planuję - czerń praktycznie nie gości już w moim makijażu oka. Ot, starzeję się ;)
Kredka NYX milk - zawód stulecia. Nie mam pojęcia skąd na temat tego kosmetyku tyle pozytywnych opinii. Przede wszystkim to nie jest baza pod cienie (a z takimi opiniami się spotykałam...) bo jest zbyt tłusta i roluje się z załamaniu, nawet zagruntowana cieniem. Po drugie - nie widzę dla mniej żadnego innego zastosowania - nie lubię karykaturalnych makijaży więc nie czuję potrzeby rozświetlać oka bielą. Wywalam nawet niezatemperowany produkt ze względu na krótki termin zdatności do użytku Nieporozumienie :(
Pomadka Color Whisper Maybelline - Bubel. Niby lekka i nawilżająca formuła a przesuszała usta, podkreślając każdą, teoretycznie nieistniejącą nierówność ust.
Pomadka Essence - nowość wiosenna o ile się nie mylę. Porażka. Sucha, tępa, podkreślająca każde załamanie skóry ust. Odcień też był nietwarzowy ale wybór to już moja wina.
Matowa pomadka Catrice - ze starej jak świat edycji limitowanej. Wywalam bo strach nakładać ją na usta jednak złego słowa na jej temat nie powiem. Piękny kolor, piękne wykończenie, dobra trwałość. Będę tęsknić.
Pomadka Baby Lips Maybelline - traktowałam ją jako produkt kolorowy bo dawała piękny odcień na ustach. Właściwości pielęgnacyjne miała mierne. Na minus też paskudny zapach i smak. I właśnie z tego względu po nią już nie sięgnę. A szkoda.
Wysuszacz lakieru Yves Rocher - produkt w postaci płynnego olejku. Działał. Nie tak dobre jak wysuszające top coaty ale działał. Nie wrócę jednak do niego bo irytowało mnie brudzenie wszystkiego co dotknę.

Misja wykonana. Kolejne denko pewnie za rok ;)




You May Also Like

64 komentarze

  1. Ile tuszów do rzęs! ;D Ja dobrze znam i też uwielbiam korektor Match Perfection ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusze to chyba najmniej żywotne kosmetyki ;) Zresztą wymieniam je systematycznie ze względów higienicznych :)

      Usuń
  2. No kochana to ci się naskładało opakowań:D
    Część z nich miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak gromadziłam z nadzieją, że w końcu się zabiorę za pisanie i taki mi rok minął :P

      Usuń
  3. O raju, chyba malowałaś się 5 razy dziennie:)
    Z Lirene City Matt miałam wersję rozświetlającą i też była fajna, a z Color Code mam zimę i też lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osiem :P
      Wersję rozświetlającą też miło wspominam :) A zimę właśnie otworzyłam ;)

      Usuń
  4. Faktycznie denko ogromne :) Co do tuszy to u mnie MAC sprawdza się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromne bo zbiorcze ;)
      Zazdroszczę, ja jestem rozczarowana...

      Usuń
  5. Sporo tego, ja z chęcią na promocji Rossmanna kupie korektor Rimmel jak tak zachwalasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie mają stacjonarnie najjaśniejszego odcienia :/

      Usuń
  6. U mnie tusz z MACa sprawował się dobrze, nie osypywał się ani nie rozmazywał ;) Co do pudru HD z BeBeauty - uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Korektorowi z Rimmel musze się przyjrzeć - będzie okazja na -49% w rossmanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli 030 będzie Ci pasować kolorystycznie to warto brać :)

      Usuń
  8. wow jestem pod wrażeniem zużycia takiej liczby kolorówki, mi to najsłabiej wychodzi jednak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest denko z paru tygodni ;) Część tych produktów wykończyłam i ponad rok temu. Myślę, że w przypadku każdej malującej się na co dzień kobiety podobna ilość by się nazbierała :)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawe zestawienie, podobało mi się. CSporo osób chwali sobie Color Code z Lirene - może się na niego wreszcie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sporo tego! :) Kamuflaża z Catrice nie mogę zmęczyć mimo że używam go przy każdym makijażu :D A kredka z NYX fajnie się u mnie sprawdza jako baza pod cienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój leci do kosza zużyty symbolicznie. Nie ma fizycznej możliwości zużyć go w całości przy tak krótkim terminie ważności :D

      Usuń
  11. Wow! Ale denko! :) Szkoda, że ten podkład Lirene City Matt jest taki ciemny.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiedziałam, ze jest jeszcze jaśniejszy kolor tego korektor z Rimmela. Musze się koniecznie w niego zaopatrzyć :) Z tuszu z MAC też niestety nie jestem zadowolona :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można go dorwać w sieci za 16 zł :) Warto :)

      Usuń
  13. Niezłe denko! Swego czasu bardzo lubiłam się z podkładem Lirene City Matt i do dziś z chęcią sięgam po niego na sesjach zdjęciowych.
    Nie mogę się doczekac Twojej relacji po promocji -49% w Rossmanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A raczej się nie wybieram, z kolorówki Rossmanowskiej chciejstw mam tyle co i nic :D Gorzej z markami Natury ale tutaj też dwie rzeczy na krzyż :D

      Usuń
  14. super gromadka Ci się nazbierała przez rok :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo fajna rodzinka ci się nazbierała przez ten czas :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kupiłam kiedyś z ciekawości ten tusz Wibo Boom Boom, tak mi posklejał rzęsy, że wyglądałam jak bym ich miała może 3 na jednym i na drugim oku, okropny!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow ale zużycia *_* zmobilizowałaś mnie żebym prędzej wykańczała swoje resztki i co najważniejsze - zabrała sie za zużywanie całej szuflady komodowej kolorowki ;) od jutra biorę sie za siebie !

    OdpowiedzUsuń
  18. Tyle rzeczy a znam jedynie zielony tusz Wibo oraz puder sypki My Secret.

    OdpowiedzUsuń
  19. Odpowiedzi
    1. Sporo dobrych opinii zbiera ale u mnie efekt marniutki :<

      Usuń
  20. Już po raz kolejny słyszę negatywne opinie na temat produktów z Sensique. Sama mam róż i również jest do bani. Posiadam tusz do rzęs Wibo Growing Lashes, rzeczywiście fajnie podkreśla rzęsy, ale pod koniec dnia u mnie robi się efekt pandy. Kupiłam kiedyś korektor z Rimmel, ale nawet go nie otwierając, zwróciłam i kupiłam z Maybelline. Ale skoro polecasz, może po niego sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używałam parę produktów Sensique ale zasadniczo rzecz biorąc żaden mi jakoś szczególnie tyłka nie urwał. No, może ich kulki zrobiły na mnie większe wrażenie. Z kosmetyków z tej półki cenowej wolę już Essence ;))
      Korektor w moim odczuciu jak najbardziej wart jest polecenia :)

      Usuń
  21. Wooow no denko ekstremalne :D Chyba w najbliższej promocji w Ross kupię ten korektor z Rimmela ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Znam tusz growing lashes (całkiem fajny, chociaż u mnie słabo wydłużał) i sexy pulp (średniak jak na swoją cenę) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusz YR dostałam jako gratis do zamówienia, jakbym go kupiła za własne pieniądze bym się poirytowała :D

      Usuń
  23. Prasowany puder HD u mnie tragedia nie wiem czemu, ale wcale nie czułam, że działa...

    OdpowiedzUsuń
  24. Lirene City Matt miałam, ale niestety wybierając odcień miałam duży problem i ostatecznie mimo że kupiłam to w domu okazał się i tak zbyt ciemny... :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Wow :) jak tego dużo... mało rzeczy znam, niestety. Kamuflaż z Catrice tez bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Najpierw czytałam tego posta na telefonie, teraz wracam by skomentować z komputera. Gdy zaczęłam czytać i zobaczyłam pierwsze zdjęcie (korektory itd), pomyślałam sobie eeeee tam, jakie z tego wielkie denko, ale leciałam niżej i niżej, a szczęka opadała mi coraz niżej :D Naprawdę jestem w szoku :D Ten tusz Wibo Boom Boom też był u mnie bublem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrodzone lenistwo nie pozwoliło mi na ogarnięcie tego postu wcześniej i się nazbierało... :D

      Usuń
  27. Takie denko zasługuje na gratulacje i takiego samego życzę i sobie:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Niezłe denko :)) mi kolorówka schodzi opornie ;) nie to co pielęgnacja ;)) a tusz Yves Rocher Sexy Pulp bardzo polubiłam, u mnie dał świetny efekt :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często takie opinie spotykałam o tym tuszu, u mnie niestety nie sprawdził się wcale :/

      Usuń
  29. Tusz MAC bardzo mi się podobał na początku. Piękna, głęboka czerń, rzęsy fajnie wydłużone. Potem zaczął sklejać rzęsy, porobiły się grudki...
    Tusz Sexy Pulp z YR bardzo lubię, ale do szczoteczki musiałam się trochę przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń