wtorek, 30 września 2014

Costasy.pl | Lily Lolo | Prasowany cień do powiek | Stick in the mud

Dziś o kolejnym produkcie marki Lily Lolo jaki otrzymałam do testów od costasy.pl [KLIK].


Przyznaję - to najsłabsze ogniwo jeśli mowa o produktach jaki mam okazję używać. Może nie bubel ale z pewnością nie jest to też produkt, który by mnie zachwycił.
Cień ten posiada piękne opakowanie, ładny skład i ciekawą nazwę. No i świetny kolor - mamy do czynienia z matowym, bardzo chłodnym ciemnym brązem z nutą ciemnej szarości (mam wrażenie że zdjęcia na stronie producenta są trochę przekłamane jeśli mowa o tym kolorze). I zasadniczo z pozytywów to by było na tyle.
Mam zastrzeżenia co do jakości tego cienia. Niestety. Po pierwsze ma mocno średnią pigmentację. Potrzebuje on dobrej bazy by podbić kolor. Po drugie - i to najgorsze - mimo całkiem przyjemnej konsystencji źle się rozciera na powiece, po aplikacji wydaje się być nieprzyjemnie tępy przez co próba złagodzenia krawędzi jest niestety żmudna. Sam cień używam na co dzień do podkreślenia linii rzęs i w tej roli spisuje się całkiem nieźle. Jest trwały, na oku utrzymuje się długie godziny.
Podsumowując: u mnie niestety ten produkt się nie do końca sprawdził. Na dodatek jest dosyć drogi [KLIK] więc podejrzewam, że więcej w stronę matów tej firmy patrzeć nie będę. Za to interesują mnie cienie satynowe - te zbierają dobre opinie w sieci :)

Mica, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, may contain [+/- CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77742, CI 75470, CI 77007]

Po lewo: cień nałożony cienką warstwą.
Po prawo: spora ilość cienia, dwie warstwy wtarte w skórę.



poniedziałek, 29 września 2014

Jeanne Arthes | Sexy Me No1

Parę miesięcy temu zachciało mi jakiegoś słodkiego, niezbyt drogiego zapachu. Po weryfikacji wizażu wybór padł na perfumy Sexy Me No1.


Zdaniem producenta:
SEXY ME n° 1
To eliksir uwodzenia.
 Mieszanka owocowo-kwiatowej świeżości nut głowy, które tworzą zielone liście, róża i liczi ze zmysłowością słodkiej nuty czekolady połączonej z akordami róży, kwiatu pomarańczy, brzoskwini i frezji w nutach serca. Drzewne nuty bazy uwodzą aromatycznym zapachem drzewa sandałowego, pralin, jaśminu, wanilii i piżma. [ŹRÓDŁO]

Moim zdaniem:
Muszę przyznać, że zakup tych perfum był totalnym strzałem w dziesiątkę! Są piękne. Bardzo słodkie, zbliżone do znanego zapachu Flowerbomb Viktor& Rolf. Wyraźnie czuć w nich liczi, brzoskwinię i czekoladę. Jednak nie jest to prosty 'jadalny' zapach dzięki nutom jaśminu i piżma, które pojawiają się w czasie jego noszenia.
Minusem z pewnością jest mocno kiczowate opakowanie. Zapach jest dosyć intensywny jednak trwałość mają średnią. Co jednak w przypadku ich niewygórowanej ceny (ok. 30 zł/50 ml) nie jest wielką tragedią. Dostępne są w sieci, ja swoje kupiłam o ile się nie mylę na merlin.pl. Z tego co kojarzę zapachy tej firmy dostępne są stacjonarnie w Hebe ale nie wiem jak z dostępnością tego konkretnego - do Hebe mi zupełnie nie po drodze.
Więc jeśli jesteście fankami słodkich zapachów polecam Wam perfumy Jeanne Arthes serdecznie :)

sobota, 27 września 2014

Pharmaceris B | SPF 50 + | Bezpieczny krem ochronny do twarzy dla dzieci

Z wieku dziecięcego wyrosłam laaata temu jednak nie mam oporów przed używaniem produktów dla takiej grupy wiekowej (co działa też w drugą stronę - i kosmetyki 40+ mi nie straszne ;)) dlatego gdy ten oto filtr Pharmaceris Baby wpadł w moje ręce dzięki uprzejmości producenta wiedziałam, że przetestuję go na sobie.
Weźcie proszę jednak pod uwagę fakt, moje oczekiwania wobec tego produktu są inne niż w przypadku grupy docelowej (a raczej rodziców takowej) i ewentualne minusy, które ja zaobserwowałam, nie działają w żaden sposób negatywnie na jego odbiór.


Nie jestem w stanie odnieść się do składu tego produktu. Nie jestem chemikiem. Na składach znam się tylko odrobinę (nauczona metodą prób i błędów na własnej skórze i z internetu) jednak filtry to dla mnie zupełna czarna magia. Producent obiecuje nam, że produkt zawiera filtry mineralne, które zapewnić mają wysoką ochronę przeciwsłoneczną. I faktycznie produkt przed promieniami chroni.
A jaki jest w codziennym użyciu? Jest to produkt o bardzo gęstej, bardzo bogatej konsystencji. W aplikacji jest dosyć toporny. Jednak spokojnie można go zaaplikować w sporej ilości dokładając warstwę po warstwie. Delikatnie bieli on skórę.  Nie podrażnia on ani skóry twarzy ani oczu (z czym ostatnio mam spory problem). Pozostawia on warstewkę, która może przeszkadzać. Mi jednak przy obecnej pogodzie nie wadzi. Ba, zdarza mi się nakładać pod niego olej. Jednak bezpośrednio po aplikacji skóra nie wygląda zbyt dobrze, jest mocno natłuszczona, filtr jest widoczny właśnie ze względu na bielenie. Jednak wystarczy mu 10 minut by wchłonął się i na skórze zostawił delikatną kołderkę.
Mimo swojej konsystencji świetnie trzyma się na skórze i jest na prawdę dobrze wygląda na nim makijaż. I to sprawia, że pewnie sięgnę po niego raz jeszcze, kolejnej zimy, gdy taka kołderka na skórze będzie dodatkową ochroną przed mrozem. Latem czy wiosną będę szukać czegoś o lżejszej konsystencji. Opakowanie to klasyczna tubka z miękkiego plastiku, produkt zapakowany jest w zafoliowany kartonik a dodatkowo folią zabezpieczony jest jego aplikator. Jego cena to około 35 zł za 50 ml. Do dostania w aptekach.









piątek, 26 września 2014

E-naturalne.pl | Maska algowa peel-off pod oczy | Maska algowa peel-off wybielająca.

Moją przygodę z maskami algowymi rozpoczęłam dzięki uprzejmości firmy e-naturalne.pl [KLIK]. Kontynuując współpracę w firmą zdecydowałam się na dwie kolejne tego typu maski: wybielającą do twarzy i tę pod oczy.


W [TYM] miejscu możecie przeczytać recenzję maski algowej nawilżającej, która szybko podbiła moje serce. Dwie kolejne utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto taki produkt w swoich zbiorach posiadać.


Maska pod oczy ciekawiła mnie najbardziej. Moja skóra pod oczami jest cienka, mimo stosowania kremów wydaje mi się, że wygląda gorzej niż wskazuje metryka. Wskazaniami producenta co do zastosowania tej maski są: zmarszczki, kurze łapki, cienie pod oczami, zmęczenie, regeneracja skóry oraz kuracja antystarzeniowa. Nastawiłam się na widoczne efekty i efekty są. Po pierwsze już w czasie aplikacji i 'noszenia' maski na skórze odczuwalny jest komfort i przyjemne uczucie chłodzenia (proszek mieszamy z zimną wodą w stosunki 30:90 - ja to robię na oko ;)). W efekcie maska widocznie niweluje worki pod oczami i odświeża skórę. Odczuwalne jest także uczucie przyjemnego nawilżenia, lekkiego napięcia (ale nie ściągnięcia!). Jeśli maski peel-off kojarzą Wam się z nieprzyjemnym ciągnięciem skóry w czasie ich odrywania  tu takiego efektu nie ma.
W moim odczuciu maska algowa to przyjemne spa dla okolic oczu i idealny dodatek do codziennej pielęgnacji. Do kupienia w stronie e-naturalne.pl w [TYM] miejscu w cenie 5,90 zł za 10 gramowe opakowanie.
INCI:  Solum Diatomeae (Diatomaceous Earth/Terrede Diatomées) - Algin - Calcium Sulfate - Tetrasodium Pyrophosphate - Sodium Ascorbate -Trisodium Phosphate - Crithmum Maritimum Extract - Himanthalia Elongata Extract.


Czy wierzycie, że maska mogłaby Wam wybielić skórę? Macie rację ;) Nie ma na to szans. Jednak ten produkt przyjemnie ją rozświetla i rozjaśnia. Pokuszę się o określenie, że jest to świetna maska bankietowa bo oprócz powyższych efektów wspaniale nawilża i wygładza skórę. Po jej zastosowaniu wygląda promiennie. Maska bogata jest w naturalne ekstrakty. Jest to z pewnością świetna alternatywa dla wszelakich kremowych masek drogeryjnych. Chociażby właśnie ze względu na uczucie chłodu, które jest co najmniej przyjemne i kojące dla skóry. Na chwilę obecną nie jest dostępna na stronie jednak nadal producent oferuje wersje: rewitalizującą, kakaową, nawilżającą, ujędrniającą oraz ta z witaminą C [KLIK] w cenie ok. 10 zł za 30 gramów - które też pewnie prędzej czy później przetestuję :)

Jeśli zastanawiacie się nad zakupem alg - ja jak najbardziej Was do tego zachęcam. Taki niepozorny proszek daje na skórze na prawdę widoczne efekty :) A jeśli algi znacie - mam nadzieję, że się ze mną zgodzicie :)


czwartek, 25 września 2014

Catrice | Defining Blush | Rosewood Forest

Dopóki nie kupiłam tego różu nigdy bym nie pomyślała, że odważę się nosić taki odcień na co dzień. Kupiłam. I noszę. I po raz kolejny będę chwalić róże Catrice.


Opakowanie tego produktu przypomina hm.. kostkę lodu? Jest plastikowe, jednak nie mam zastrzeżeń co do jego jakości. Róż posiada delikatne tłoczenie. Jest dosyć twardy jednak dobrze napigmentowany. Trzeba aplikować go z umiarem i dobrze rozetrzeć. Pozostaje na skórze przez cały dzień.
Za to kolor... Odcień Rosewood forest jest matową ciepłą śliwką z brązowymi tonami. Wygląda idealnie w przypadku bardzo jasnej skóry, jednak i u ciemniejszej sprawdza się równie dobrze.
Są lepsze róże - z pewnością. Jednak stosunek jakości do ceny (17 zł?) w przypadku tego kosmetyku przemawia na jego niewątpliwą korzyść. Do drogerii niebawem wejdą nowe odcienie tego produktu i już wiem, że będę miała problem, żeby oprzeć się zakupom :)


Nie widzę go niestety na stronie Catrice więc istnieje prawdopodobieństwo, że został wycofany. Szkoda, wielka szkoda...

środa, 24 września 2014

Lirene | Dermoprogram | Żel pod prysznic Brzoskwiniowy deser

Dziś o kolejnym myjadle, które w moje ręce wpadło w ramach współpracy z Lirene.


Zapach brzoskwiń jednoznacznie kojarzy mi się z ciepłymi miesiącami. Dlaczego więc ten żel używam teraz? Bo to nie byle jaka brzoskwinia. Zapach tego produktu przypomina mi gęsty zapach soku brzoskwiniowego lub kto woli brzoskwiniowych landrynek. Jest bardzo słodki, przyjemny i otulający. Pozostaje też na skórze po umyciu i intensywnie pachnie w całej łazience. Żyć nie umierać ;)
Jakość też zachęca do zakupu - bliżej mu konsystencją do gęstego syropu niż do wody przez co jest w miarę wydajny. Nie wpływa negatywnie na skórę, chociaż mam wrażenie, że żele z serii kremowej są dla niej łagodniejsze [KLIK]. Piana jaką wytwarza jest kremowa i gęsta.
Pojemność 400 ml w Rossmanie kosztuję w granicach 12 zł czyli stosunek ceny do jakości jest jak najbardziej w porządku. W ofercie są jeszcze wersje zapachowe: szampańska truskawka i różany ogród i obie (z naciskiem na róże) pachną obłędnie.
Jednym słowem - polecam :)



wtorek, 23 września 2014

Green Pharmacy | Peeling cukrowo-solny Masło shea i Zielona kawa

Peeling do ciała to jeden z tych produktów na którego temat opinię jestem sobie w stanie wyrobić już po jednej aplikacji. Ten użyłam trzy razy. Jednak jeśli dla Was to zbyt krótki czas - potraktujcie proszę tę recenzję jako pierwsze wrażenie.


Mowa oczywiście o peelingu cukrowo-solnym marki Green Pharmacy w wersji z masłem shea i zieloną kawą. Zacznę od zapachu który w moim odczuciu jest przyjemny, lekko słodki i nie kojarzący mi się z niczym. Skład straszy parafiną. Wiem, że dla części z Was ten składnik będzie go dyskwalifikował. Mi parafina w peelingach nie przeszkadza o ile nie mam problemu z jej zmyciem. W tym przypadku niestety problem jest. Zmycie oblepiającej kołderki wymaga użycia gąbki (w moim przypadku rękawicy do peelingu) bo sam żel jej nie ruszy i chwili czasu - co skutecznie mnie do niego zniechęca. Właściwości ścierające ma średnie. Nie jest to może najłagodniejszy zdzierak ale z pewnością nie dorównuje peelingowi kawowemu domowej roboty, który jest dla mnie niezaprzeczalnie najlepszy w dziedzinie złuszczania. Peeling jest bardzo gęsty, w czasie spłukiwania bieli wodę.
Opakowanie standardowe dla produktów tej marki ma pojemność 300 ml i kosztuje w granicach 13 zł. Z jednej strony cena jest niewielka, z drugiej peeling jest strasznie niewydajny. Po trzech aplikacjach na całe ciało zużyłam już pół opakowania.
Czy warto go kupić? Moim zdaniem nie.





niedziela, 21 września 2014

Lakier | Wibo Express Growth 141

Lubię lakiery Wibo. Szczególnie te z serii Express Growth. Lakier o numerze 141 jest lakierem o trwałości standardowej dla tej serii - kryje po 2 warstwach, nie smuży, nie bąbluje, trzyma się bez większego uszczerbku 2 dni (ja nakładam top i cieszę się nim nawet tydzień). 
Kolor za to ma co najmniej piękny. Chłody nudziak, który subtelnie i prawie niewidocznie opalizuje na róż. To jeden z tych lakierów na każdą okazję :)



Lubicie takie odcienie?

sobota, 20 września 2014

PIELĘGNACJA TWARZY | WRZESIEŃ 2014 | WERSJA 4

Zapraszam na pielęgnacyjną aktualizację.


Dla przypomnienia:

MOJA SKÓRA:
Jest kapryśna. Mieszana, z bardzo rozszerzonymi porami, coraz mniej skłonna do zapychania. Od czasu do czasu pojawiają się na niej niedoskonałości w postaci podskórnych gól - najczęściej w okolicy skroni i brody czoła. Potrzebuje codziennej dawki nawilżenia bo lubi się miejscowo przesuszać. Delikatnie zaczyna być na niej widać znak czasu - zbliżam się do ćwierćwiecza ;)
W ogóle mam wrażenie, że chyba moja skóra z każdym kolejnym miesiącem 'zbliża się' do skóry tłustej lecz odwodnionej. Jestem ciekawa jak będzie dalej...


PIELĘGNACJA PORANNA:

Do porannego oczyszczanie używam na chwilę obecną moją ukochaną emulsję micelarną z Anidy.
Zamiast toniku sięgać będę po żyworódkę z płynie firmy Gorvita.
W zależności od potrzeb skóry do nawilżania używam: krem Lirene Dermoprogram DNA Protect lub olejek Bio-Granat z Alterry.
Krem pod oczy to również  Lirene Dermoprogram DNA Protect.
Jeśli mowa o filtrze kontynuuję używanie Pharmaceris B 50+.


PIELĘGNACJA WIECZORNA:

Do demakijażu twarzy stosuję chusteczki nasączone olejkami z Babydream, do oczu standardowo płyn micelarny Be Beauty.
Do oczyszczania tak samo jak rano sięgam po emulsję micelarną z Anidy a skórę tonizuję ulubionym tonikiem Rival de Loop.
Pod oczy aplikuję  krem Lirene Dermoprogram DNA Protect na skórę twarzy krem z 5% kwasem migdałowym z Pharmaceris T. Po wchłonięciu nakładam 2-3 krople olejku Bio-Granat z Alterry


PIELĘGNACJA DODATKOWA (na bogato ;) ):

Peelingi: enzymatyczne z Bandi i Lirene oraz mechaniczny z Palmer's
Maski: algowe e-naturalne.pl - pod oczy i wybielająca do twarzy
Tonik pichtowy: czyli mieszanka nafty i olejku pichtowego - u mnie totalna nowość.
Rzęsy: krem regenarujący z L'Biotica
Usta: pomadki z India i granatowa z Alterry oraz ukochane Tisane.

Do tej pory na blogu pojawiły się recenzje:
[KLIK] - emulsja micelarna Anida
[KLIK] - olejek Alterra Bio-granat
[KLIK] - tonik Rival de Loop
[KLIK] - peeling enzymatyczny Bandi
[KLIK] - regenerujący krem do rzęs L'Biotica
[KLIK] - pomadka ochronna India Cosmetics
Inne pojawią się z czasem :)

A dla ciekawych wcześniejsze zestawienia pielęgnacyjne:
[KLIK] - sierpień 2014
[KLIK] - lipiec 2014
[KLIK] - czerwiec 2014

Znacie któryś z tych produktów? Jak się u Was sprawdził?

piątek, 19 września 2014

Costasy.pl | Lily Lolo | Eyebrow Duo Light

Dziś o kolejnym produkcie, który otrzymałam dzięki uprzejmości Costasy.pl [KLIK]



Zdaniem producenta:
W skład jasnego zestawu wchodzi cień w chłodnym odcieniu brązu oraz wosk. Cieniem precyzyjnie wypełnisz wszystkie luki między brwiami, woskiem natomiast nadasz brwiom pożądany kształt. To idealny produkt, dzięki któremu Twoje brwi będą perfekcyjnie podkreślone, przez co sam makijaż będzie bardziej dopracowany i pięknie wykończony.

  • łagodna, naturalna formuła
  • lekka konsystencja
  • nie zawierają substancji zapachowych ani talku
  • wyjątkowo trwałe
  • zawierają olejek jojoba oraz wosk karnauba
  • 2g

Moim zdaniem:
O opakowaniu chyba nie muszę pisać - jest piękne i trwałe. Na Eyebrow Duo składa się cień i wosk.
Cień ma piękny chłodny odcień jasnego brązu, jest on matowy i średnio napigmentowany. Nie mam zastrzeżeń co do jego trwałości. Jego kolor będzie z pewnością pasował i blondynkom i brunetkom. Moje brwi mają kolor szary (odcień naturalny moich włosów to typowy, mysi jasny blond) i odcień współgra z nimi pięknie. Cieniem dobrze się manewruje, nie osypuje się, można nim wyrysować 'nową' brew. Czego ja nie robię. Nie podoba mi się taki efekt dlatego też zazwyczaj tylko delikatnie je podkreślam skupiając się na wewnętrznej ich stronie - to idealnie w przypadku kształtu moich oczu/twarzy idealnie buduje ramę dla oka. Nie mogę zresztą też poszaleć jeśli chodzi o część zewnętrzną - na jednym oku w tym miejscu mam sporą bliznę.
Wosk mnie oczarował. Zakochałam się w nim na zabój i nie chcę aby się skończył! Chociaż nie zapowiada się na to bo mimo codziennego użytkowania i niewielkiej pojemności praktycznie go nie ubywa z opakowania. Na poniższym zdjęciu możecie zauważyć jak beznadziejnie moje brwi rosną (przemilczę prześwity ;) ). Tak jak i rzęsy - ku dołowi. Wosk trzyma je w ryzach na na prawdę długie godziny a nawet gdy ponownie zechcą się poddać grawitacji wystarczy że poprawię je palcem i wracają na swoje miejsce. I z tego powodu został on moim bezsprzecznym ulubieńcem. Na dodatek zawiera on same naturalne składniki - w tym olej rycynowy, który pielęgnuje włoski.
Podsumowując - to na prawdę produkt wart polecenia. Cena jest kwestią sporną i zależy od zasobności portfela - zestaw kosztuje 42.90 i można go kupić na costasy.pl [KLIK].


Przed i po. 
Wybaczcie stan górnej powieki - Joanna popsuła moje ulubione plastry do depilacji :(


czwartek, 18 września 2014

Apteka Gemini - małe zamówienie.

Muszę przyznać, że gdy planuję zakup leków bez recepty czy kosmetyków aptecznych zawszę decyduję się na zamówienie z Apteki Gemini [KLIK]. Podejrzewam, że części z Was jest ona bardzo dobrze znana, jeśli nie warto zapoznać się z jej ofertą bo w porównaniu na przykład do popularnych aptek Dbam o Zdrowie - doz.pl ceny w niej są dużo, dużo niższe. Wiem, że na minus przemawiać może fakt, że najtańszą opcją wysyłki jest przesyłka kurierska w cenie 12,5 zł jednak w przypadku każdych moich zakupów koszt ten zwraca się w całości już w przy zakupie jednego produktu (popularny lek na problemy żylne - 33 w Gemini i 61zł w doz.pl ...)
Wspomnę, że w żaden sposób z tą apteką nie współpracuję, jestem zwykłym klientem (od na prawdę długiego czasu) jednak wydaje mi się, że warto o takich rzeczach pisać - ceny leków są zbójeckie w porównaniu do zarobków...
Ja zazwyczaj raz na 2-3 miesiące robię zbiorowe zakupy dla mojej rodziny a i przy okazji zawsze mi coś do koszyka wpadnie. Tak też było tym razem ;)


Lotion Seboradin Niger - jestem mu wierna od paru ładnych lat i robię sobie minimum dwie kuracje w ciągu roku. Planuje napisać na jego temat coś więcej :)
Nafta kosmetyczna Anna i olejek pichtowy Etja - zachciało mi się dodatkowego oczyszczania skóry -  jestem bardzo ciekawa rezultatów tej mieszanki.
Żyworódka w płynie GorVita - miałam zamiar sięgnąć po spray Rabka Spa Minerale jednak patrząc na ofertę tej firmy wypatrzyłam takie oto cudo i to właśnie ten produkt wpadł do mojego koszyka. Jestem go na prawdę ciekawa. Swoją drogą muszę zrobić zdjęcia mojej aktualnej pielęgnacji i pewnie niebawem pojawi się taki post.

Tak, wiem, że miałam nie robić więcej zakupów ale no... ;))

środa, 17 września 2014

Bananowe Love? | Kallos Banana

Gdy tylko w otchłani internetu znalazłam pierwsze zdjęcia tej oto maski wiedziałam, że muszę ją mieć. Czym prędzej zamówiłam ją na ezebrze (10zł za 1000ml pojemności) i rozpoczęłam jej testy. Minął już miesiąc odkąd systematycznie ją stosuję dlatego pora na kilka słów na jej temat :)


Zdaniem producenta:
Zawartość aktywnych składników - witamin A, B1, B2, B3, B5, B6, C, E, oleju oliwkowego oraz ekstraktu banana - natychmiast nawilża, nadaje energii i witalizuje włosy.
Tworzy na włosach warstwę ochronną i w ten sposób powoduje większą odporność fryzury zarówno na działanie gorącego powietrza wydzielającego się z suszarki, jak i na wpływ warunków pogodowych. Wyczarowuje połysk, jedwabistość i miękkość w dotyku suchym, słabym i wyblakłym włosom.
Moim zdaniem:
Zacznę od zapachu bo z pewnością dla wielu z Was będzie to ciekawa kwestia. Maska faktycznie pachnie bananowo. Cukierkowo-bananowo. Przyjemnie, intensywnie, ciut za intensywnie. Zapach pozostaje na włosach. Jeśli jesteście fankami bananowych zapachów to w Naturze dostępny jest na dziale dziecięcym litrowy żel pod prysznic o identycznym zapachu o uroczej nazwie Szalone Plumki (:D). A pozostając w temacie aromatów bananowych krem do rąk z Green Pharmacy z jaskółczymi zielem pachnie jak jeszcze niedojrzały, zielony banan. Bosko. Ale skończymy już o zapachu a przejdźmy do działania...
Jeśli nie wiecie to pragnę poinformować, że jestem ogromną fanką Kallosa Keratin. Kupując tę maskę miałam wobec niej spore wymagania właśnie ze względu na fenomenalne działanie wersji keratynowej. I muszę stwierdzić, że jestem usatysfakcjonowana. Konsystencje mają podobne, są dosyć lekkie jednak treściwe. Jak i w przypadku Kallosa  Keratin stosuję ją jako odżywkę codzienną - w zależności od ilości czasu nakładam ją albo czasem na minutę, czasem pozostawiam na włosach w czasie kąpieli wspomagając się czepkiem.Efekty przy krótkim czasie aplikacji są przeciętne - włosy są lekko wygładzone, nieobciążone, bardzo lekkie i sypkieJednak już po dziesięciu minutach wychodzi z niej wszytko co dobre: nawilża, fantastycznie wygładza, dociąża (nie obciąża jednak nadmiernie) jednak włosy nadal są przyjemnie puszyste (lecz nie spuszone).
Nie jestem w stanie jednak zweryfikować ochrony włosów przed wpływem działania temperatury czy innych ustrojstw bo są mi w codziennym życiu obce.
Podsumowujące: patrząc na śmieszną cenę, wielką pojemność, zapach i działanie produkt jak najbardziej moim zdaniem wart jest zakupy.
W porównaniu do wersji Keratin jak dla mnie spisuje się słabiej jako codzienna do szybkiego spłukiwania (ale ciężko traktować to jako wadę w przypadku maski ;)) jednak jako maska sprawdza się na piątkę z plusem.
Włosy mam cienkie, rzadkie, wysokoporowate, zniszczone. Maska testowana na włosach niskoporowatych, grubych i gęstych spisuje się równie dobrze.



wtorek, 16 września 2014

Duże nowości | Bodyland.pl | Joanna | Biedronka | Natura itp.

Pora na kolejne wrześniowe nowości....



Efekt wizyty w Naturze (-40% na peelingi do ciała) to dwa produkty z Green Pharmacy oraz peeling migdałowy z Farmony. Do tego cukrowy top z My Secret z nowości. W Rossmanie ku mej wielkiej radości odkryłam, że w końcu pojawiła się w sprzedaży granatowa Alttera więc musiałam ją mieć. A skórzane lakiery Wibo oczarowały mnie na Waszych zdjęciach tak mocno, że miałam ogromy problem, żeby nie kupić wszystkich dostępnych kolorów ;) Koniec końców padło na ciemne bordo.


Nowości z  bodyland.pl [KLIK] to masło do ciała Peggy Sage, peeling do twarzy z Palmers i krem do stóp Clareny. Z paczuszki się cieszę straszliwie bo będę mogła poznać trzy firmy z którymi jeszcze nie miałam do czynienia :)



Cała seria Argan Oil jest efektem współpracy z Laboratorium kosmetycznym Joanna [KLIK/KLIK]. Mimo niemiłej przygody z Pocztą Polską nareszcie wpadły w moje łapy i wczoraj zaczęłam testy :)))


Próbiszcze Yodema zamówione ot tak, cudowne tabletki musujące do kąpieli stóp z Biedronki i deo z Garniera kupione w dobrej cenie w tym samym sklepie.


Na koniec coś co ucieszyło mnie najbardziej czyli paczuszka-niespodzianka od właścicielki bloga lipstickonthemap.blogspot.com [KLIK] Pozostaje mi jeszcze raz podziękować za te śliczności :)

No cóż, do końca miesiąca (a najlepiej roku...) drogerie omijam :D

poniedziałek, 15 września 2014

Green Pharmacy | Szampon do włosów suchych | Olej arganowy i Granat

Często zdarza się tak, że produkty na które liczę, które kupuję po dokładnej weryfikacji recenzji i składu okazują się być średnio mnie satysfakcjonujące. Jednak działa to też w drugą stronę. Dziś zapraszam Was na recenzję małego wielkiego szamponu Green Pharmacy, który kupiłam spontanicznie a który okazał się być szamponem prawie idealnym.


Dawno dawno temu gdy marka Green Pharmacy dopiero pojawiała się w sprzedaży w Rossmanie (3 lata temu?) kupiłam szampon i odżywkę które okazały się być totalnymi bublami. Niestety już nie pamiętam jakie wersje miałam wątpliwą przyjemność używać, jednak były tak nieudane, że na prawdę na długi okres czasu porzuciłam produkty tej marki. Wróciłam do nich po mojej przygodzie z olejkiem łopianowym z olejkiem z drzewa herbacianego, który okazał się być cudotwórcą jeśli mowa o nadmiernym wypadaniu włosów [RECENZJA].
Szampony jak i reszta produktów do włosów wyglądają jak z apteki - mają ciemne, przeźroczyste butelki i typową dla GP szatę graficzną. Szampon ten ma gęstą konsystencję jednak trudno spienić go na włosach. Oceniam, że butelka wystarczy mi na 3 tygodnie codziennego używania. Zdaję sobie sprawę, że po produkcie z delikatnymi detergentami (brak SLS SLeS w składzie) nie powinnam się spodziewać jakiejś ultra wielkiej piany jednak gdy nałożę ten szampon w ilości standardowej dla innych tego typu produktów nie oczyści on dobrze skóry i włosów oraz pozostawi uczucie niedomycia. Ot, nakładam go więcej do uzyskania gęstej piany i wtedy nie mam żadnych zastrzeżeń co do oczyszczenia skóry i włosów - także z olejów. Szampon plącze włosy na przeciętnym poziomie. Niewątpliwym plusem dla mnie jest również jego zapach - lekko orzechowy, zbliżony do aromatu oleju arganowego jednak podejrzewam, że części osób mógłby on nie przypaść do gustu.
A dlaczego go tak polubiłam? Włosy myję codziennie, 5 razy w tygodniu stosowałam ten szampon i muszę przyznać, że moje zniszczone farbowaniem końce zareagowały na niego pięknie. Wydają się być gładsze, cięższe, lepiej odżywione. Autentycznie widzę pozytywne działanie tego szamponu na moje martwe przecież włosy. Wspomnę, że spisał się on równie dobrze na włosach gęstych, grubych, niskoporowatych (właścicielce zazdroszczę :<).
Jak już wspominałam - ten przypadkowy zakup okazał się być bardzo udany i z pewnością ten szampon zagości u mnie jeszcze nie raz. Cena regularna to 7,50 zł za 300 ml.



niedziela, 14 września 2014

Pharmaceris E | Emoliacti | Regenerujący krem-masło do ciała

Mimo, że jestem posiadaczką skóry normalnej lubię sięgać po produktu dla skóry suchej. Jestem wielką fanką bogatych konsystencji, uwielbiam warstewkę na skórze po użyciu balsamu a tego typu produkty często mi ją zapewniają. Dziś o produkcie który otrzymałam i gdy już skończyłam opakowanie muszę przyznać, że bardzo się z tego cieszę :)


Masła, z którymi do tej pory miałam do czynienia zapakowane były w plastikowe słoiki, które może i były wygodne ale średnio higieniczne. Pharmaceris postawił na wyglądną, miękką tubę. Pojemność tego produktu to 225 ml jednak trzymając tubkę w ręku wydaje się, że jest go sporo więcej. Ot, marketing ;)
Konsystencja tego kremu jest bardzo gęsta i konkretna. Mimo swojej bogatości nie jest on nieprzyjemnie tłusty (brak parafiny w składzie).  Jednak mimo, że wydawać by się mogło, że będzie on wydajny niestety taki nie jest. Konsystencja narzuca aplikację go w sporej ilości przez co dosyć szybko ubywa go z opakowania. Zapach ma neutralny, kremowy, bardzo przyjemny.
Na skórze pozostawia konkretną 'mokrą' warstwę jednak szybko wchłania się pozostawiając jedynie miłą kołderkę na skórze i uczucie komfortu.
Działanie nawilżające określiłabym jako ponadprzeciętne. Nawilża, zmiękcza skórę, wygładza ją, fantastycznie ją regeneruje i odżywia, co widoczne jest w moim przypadku szczególnie w przypadku łokci i kolan. Dodatkowo wspaniale łagodzi, jest idealny po depilacji.
Ja jestem jak najbardziej na tak i polecam go osobom które lubią konkretne masła do ciała lub borykają się z problemami skórnymi. 
Stosunek ceny (+/- 30 zł) do jakości mimo słabej wydajności jest dla mnie w porządku i o ile pojawią mi się jakieś problemy z nadmiernym przesuszeniem z pewnością sięgnę po niego ponownie. Na chwilę obecną w kolejce do używania ustawiły się smarowidła z emolientowej serii Lirene, których to otworzenia nie mogę się już doczekać :)





sobota, 13 września 2014

Lirene | Dermoprogram | Miodowy nektar do mycia ciała

Nie wiem jak dla Was ale dla mnie najlepszym pocieszeniem na złe chwile jest otulenie się kocem i... ciepłym zapachem żelu pod prysznic. Dziś o jednym z tych, który warty jest uwagi nie tylko ze względów pielęgnacyjnych a przede wszystkim ze względu na otulający zapach będący najprzyjemniejszą formą aromaterapii. 


Przyznam szczerze, że gdy tylko zobaczyłam ten nektar w paczce w ramach mojej współpracy z firmą wiedziałam, że poczeka on do zimy gdy takie ciepłe zapachy i kremowe konsystencje odpowiadają mi najbardziej. Cóż, życie zweryfikowało moje plany i tym sposobem poznałam się z nim szybciej.
Żel ten ma dosyć płynną konsystencję, jest nieprzezroczysty, kremowy. Producent obiecuje nam nawilżenie oraz miękkość skóry po jego zastosowaniu. Powtórzę się po raz kolejny - ja nie wierzę, że produkt myjący może nam skórę długotrwale nawilżyć. Jednak ten żel pozostawia na skórze bardzo przyjemne uczycie komfortu i wygładzania. Jestem w stanie po jego użyciu zrezygnować z oliwki/balsamu co raczej mi się nie w przypadku innych produktów myjących nie zdarza.
Wydajność tego żelu jest dosyć dobra dzięki intensywnej pianie jaką wytwarza. Chociaż u mnie ubywa w zastraszającym tempie bo nie dość, że sama nie używam go zbyt oszczędnie to jeszcze mam w tym pomocnika, którego również ten zapach oczarował.
Przechodząc do zapachu - mocny, intensywny ale nie duszący aromat słodkiej pomarańczy i miodu z pewnością podbije wiele serc. To zapach który sprawia, że chce się go po prostu zjeść. Po prysznicu czy kąpieli wypełnia całą łazienkę i pozostaje na skórze w bardzo skromnej, delikatnej formie.
Podsumowując: produkt ideał. Pojemność 400 ml w cenie regularnej kosztuje +/- 12 złotych. Producent oferuje również migdałowe mleczko oraz krem pachnący wanilią do mycia ciała które z pewnością prędzej czy później przetestuję na własnej skórze :)