niedziela, 31 sierpnia 2014

PROVOKE | Dr Irena Eris | AMAZING LASHES MASCARA |

Jakiś czas temu dzięki uprzejmości Pań Erisek w moje ręce wpadło pięć kosmetyków marki Provoke. Dziś o pierwszym z nich. Nadmienię, że kolejność jest zupełnie przypadkowa :)




AMAZING LASHES MASCARA:
Spektakularny efekt „all in 1”: rzęsy maksymalnie pogrubione, ekstremalnie wydłużone, pięknie podkręcone.
FORMUŁA WODOODPORNA.
Protect Lash Complex z zawartością witamin i wosków roślinnych o działaniu pielęgnującym i regenerującym rzęsy.

Moje rzęsy są najokropniejszymi rzęsami jakie świat widział. Dlatego też zazwyczaj nie porywam się na recenzowanie tuszy. Dla tego zrobię wyjątek. Rzęs mam niewiele, są proste (nie, zalotka na nie nie działa) na dodatek od połowy oka rosną w dól. I jedynie garstka tuszy potrafi sprawić, że wyglądają dobrze (co na zdjęciach i tak wygląda źle ;))
Tusz z Provoke ma podkręcać, wydłużać i pogrubiać. I być wodoodporny. Zacznę od końca - tego tuszu nie rusza nic. Upały, deszcze, łzy. Trwa na oku przez cały dzień aż do demakijażu. Demakijaż jest kwestią problematyczną - byle co go nie ruszy. Ja do zmycia używam po prostu olejku z Alterry. Szczoteczka tego tuszu jest dosyć długa, sylikonowa, z wypustkami, niezbyt gruba. Całkiem nieźle manewruje się nią w kącikach. Odcień czerni jest bardzo intensywny. Co do podkręcenia rzęs - u mnie szału nie ma. Ale ten tusz nie jest też zbyt ciężki a na rzęsach wydaje się być elastyczny (czy tylko ja nie cierpię sztywnych rzęs?) dzięki czemu na moich rzęsach prezentuje się jako-tako - czyli dobrze. Faktycznie lekko wydłuża i pogrubia rzęsy. Jednak nie jest to produkt bez wad. Ze względu na swoją bardzo mokrą formułę skleja rzęsy i niezbędny jest grzebyczek lub szczoteczka do ich rozczesania. Tusz ten kosztuje 69 zł [KLIK].

Na rzęsach powyższy tusz - dwie warstwy na rzęsach górnych, jedna - przyznaję się bez bicia, ze nałożona byle jak - na dolnych.
Wybaczcie proszę zdjęcie - robiłam je pod kątem kolejnego z produktów Provoke ;)

A tu macie linka do kanału Dr Irena Eris na YT gdzie możecie zobaczyć te produkty w akcji:
https://www.youtube.com/channel/UCuApvxmjjmF_sLiO2Cc6FFA/videos

sobota, 30 sierpnia 2014

O produktach do stóp | Maska Bielenda | Peeling Paloma | Mocznik e-naturalne.pl

Kontynuując opowieści o produktach do stóp...



Bielenda Kuracja parafinowa Maska - przesuszona, szorstka skóra dłoni i twarda skóra stóp
Ten produkt otrzymał spore fory bo zaczęłam go stosować na stopy w stanie praktycznie idealnym (Lirene!) jednak nie spełnił on moich wymagań. Ba, trochę się z nim męczę. Nadmienię, że nie jest to dla mnie nowość - stosowałam tę maskę parę lat temu i całkiem miło ją wspominałam. Teraz zupełnie nie wiem dlaczego. Maska ta posiada konsystencję stałą. Trudno ją wycisnąć z tubki, jednak na stopach rozsmarowuje się dobrze. Stosuję ją analogicznie do kremu-maski z Lirene i tutaj nie ma mowy o zdjęciu skarpetek po krótkim czasie - maska się straszliwie klei. Efekty jakie daje są średnie. Bardzo średnie. Ten krem w żaden sposób nie regeneruje. Mimo obietnic producenta. Jedynym jego plusem jest wygładzenie stóp. Jednak w czasie kuracji tym produktem widzę, że stan moich stóp się pogarsza. Ta maska również nie nawilża. Ot, bubelek.



Cukrowy peeling do stóp Paloma footSpa
Odkąd Biedronka wycofała fantastyczny peeling do stóp w pomarańczowym opakowaniu z serii BeBeauty i zastąpiła go takim 'byle czym' nie udało mi się jeszcze znaleźć typowego, gotowego produktu do stóp, który spełnił by moje wymagania. Po peeling z Palomy sięgnęłam po udanej przygodzie z wersją do rąk. Jeśli mowa o konsystencji tego produktu jest on mocno zbity co jest zasługą wazeliny i parafiny. Zapach jest specyficzny, odświeżający ale bardzo przyjemny dla mojego nosa.  Producent zaleca jego aplikację na suchą skórę. Właściwości peelingujące określiłabym jako dobre. Może nawet i bardzo dobre ale jak dla mnie drobinki cukru jednak są zbyt słabe by nadać mu miano bardzo ostrego zdzieraka jakiego poszukuję. Ale byłam tego świadoma ;) Osobiście niewiele mam mu do zarzucenia jednak wiem, że części z Was efekt parafinowej warstewki jaką pozostawia na skórze może przeszkadzać. Nie wiem czy kupię go ponownie, raczej będę szukać czegoś o bardziej spektakularnym działaniu ścierającym.


Mocznik
Kupiłam go dawno, dawno temu gdy bawiłam się w kręcenie własnych kremów i innych takich. Przeszło mi szybko a butelczyna tegoż składnika czekała na lepsze czasy i trochę już irytowała mnie już swoją obecnością. Postanowiłam więc zużyć go do kąpieli stóp. Dodawałam go na oko do wody i radośnie moczyłam stopy kilka/kilkanaście minut (mam takie urządzenie które miło buczy i robi bąbelki). Nie wiem jakie stężenie otrzymałam jednak wystarczył mi na 3 kąpiele i po każdej z nich widziałam sporą różnicę. Stopy były baaardzo miękkie i wręcz delikatnie się łuszczyły (po kąpieli robiłam peeling). Chętnie za jakiś czas przygarnę następne opakowanie tego składnika w celu stosowania go w takiej roli.

Używałyście któregoś z tych produktów? Jak wrażenia? ;)



piątek, 29 sierpnia 2014

O produktach do stóp | HIT: Lirene Stop rogowaceniu Krem-maska 2w1 30% Urea

W [TYM] poście obiecałam sobie, że sierpień upłynie u mnie pod znakiem wzmożonej pielęgnacji stóp. Czy się udało? I owszem :-)


Zmieniłam jednak delikatnie mój plan - zamiast używać kremy zamiennie najpierw przez 3 tygodnie (zaczęłam go używać jeszcze przed moim 'wyzwaniem') stosowałam krem do stóp z Lirene, później sięgnęłam po Bielende. W międzyczasie przetestowałam też peeling z Palomy i wzbogaciłam pielęgnację o kąpiele z mocznikiem, który odnalazłam w czeluściach moich komód.

Dziś o pierwszym kosmetyku, który bezsprzecznie podbił moje serce. Jutro pojawi się notka z recenzjami pozostałych produktów :)





Lirene krem-maska do stóp Stop Rogowaceniu 30% urea
Nigdy nie spodziewałabym się, że krem może dać tak spektakularne efekty! Produkt ten stosowałam systematycznie, codziennie, nakładając go grubą warstwą na stopy na które nakładałam skarpetki przynajmniej na godzinę (chociaż w upały nie było to łatwe ;)). Krem ten na początku zaskoczył mnie bardzo lekką, choć kremową konsystencją. Muszę przyznać, że delikatnie byłam tym faktem rozczarowana bo po kosmetyku, który producent nazywa maską spodziewałam się czegoś dużo bogatszego. No nic. Grunt to się nie zrażać. Zapach tego produktu jest charakterystyczny dla wszystkich produktów z zawartością mocznika. Pierwsze efekty w postaci mocnego nawilżenia pojawiły się już po pierwszej aplikacji, kolejne po około tygodniu. Najgrubsza warstwa naskórka zaczęła się delikatnie łuszczyć, była bardzo zmiękczona a skóra stóp widocznie zregenerowana. I ten efekt utrzymywał się także po zakończeniu mojej kuracji. Przyznam szczerze, że ten o to produkt na moich stopach dał efekty lepsze niż skarpety złuszczające Purederm. Fakt, nie były ona tak spektakularne, jednak krem skutecznie rozprawił się ze zgrubieniami co niestety nie udało się skarpetkom (złuszczenie jednej warstwy naskórka okazało się być niewystarczające). Cóż. Ja tym kremem jestem zachwycona i z pewnością w przyszłości sięgnę po kolejne tubki. Za pojemność 75 ml producent w cenie regularnej życzy sobie 18 zł co może wydawać się kwotą dosyć sporą jak za krem (dla osób które tak jak ja kupowały kremy za +/- 5 zł) jednak po pierwsze efekt wart jest więcej a po drugie można dorwać go w promocji ;) Ostatnio w Naturze kosztował 10 zł i ledwo się powstrzymałam przed zrobieniem zapasu.
Jeśli mowa o jego wydajności - opakowanie wystarczyło mi na 3 tygodnie obfitego, codziennego smarowania więc nie jest źle :)
Krem ten otrzymałam dzięki uprzejmości producenta jednak nie ma to wpływu na moje odczucia.



A jaki krem do stóp jest Waszym ulubieńcem?

czwartek, 28 sierpnia 2014

NOWOŚCI | zakupy z końca sierpnia

Czas najwyższy napisać parę słów o moich nowościach z ostatnich kilkunastu dni. 

Żel pod prysznic Oceania z Biedronki i zapachu winogron i poziomki mieć musiałam po kilku pozytywnych recenzjach jakie na jego temat przeczytałam. Pachnie wprost idealnie jednak na chwilę obecną poleciał do zapasów i pewnie swojej premiery doczeka się dopiero wiosną. Błyskawiczna odżywka Natura Silk wpadła do koszyka w związku z promocją w Naturze. Bardzo polubiłam się z wersją Volume więc za 5 zł stwierdziłam, że szkoda jej nie wziąć ;) Dwa szampony z Green Pharmacy do koszyka wpadły przy tych samych zakupach - po udanej przygodzie z olejkiem łopianowym tej firmy spojrzałam na nie łaskawszym okiem, mimo, że dawno dawno temu (gdy weszły na rynek) miałam inne szampony GP i niestety mnie nie zachwyciły. Mam nadzieję, że w przypadku tych będzie inaczej.

 Zachciało mi się też trochę przybrązowić. W planach miałam zakup balsamu z Lirene, który miło wspominam, jednak wspominam też fakt, że 3/4 opakowania poleciało do kosza bo stosowałam go bardzo rzadko. Tym razem sięgnęłam więc po chusteczki samoopalające i... do tej pory ich nie użyłam :P Mogłam to przewidzieć. Dezodorant w chusteczce Cleanic podpatrzyłam na jednym z Waszych blogów i nie mogłam się oprzeć. Po pierwszych testach stwierdzam, że to na prawdę fajny produkt. I jedyny zakup z kolorówki czyli róż z Essence. I muszę przyznać, że miło jestem nim zaskoczona. Planuję napisać coś więcej na jego temat dopóki można go jeszcze kupić (jest on wycofywany ze sprzedaży).

 Korzystając z urodzinowej promocji na stronie bandi.pl kupiłam sobie zapasowy peeling enzymatyczny tej firmy (jest świetny!) a krem na dzień z serii fem@le 35 + otrzymałam gratis.

Kontynuacja kolaboracji z e-naturalne.pl [KLIK] zaowocowała nowymi maskami algowymi - wybielającą do twarzy oraz tą pod oczy. Pierwsze testy już za mną i znowu zapowiada się, że będą mi służyć :) Za jakiś czas pojawi się na blogu ich recenzja.

Aż głupio mi pokazywać próbkę, ale korzystając z kodu rabatowego nabyłam to maleństwo Bee Pure za złotówkę :-) Mowa o masce z jadem pszczelim, której cena regularna jest dla mnie zaporowa. Zobaczę ile to to warte.


Korzystając z kodu rabatowego - 50 zł za zamówienie bez kwoty minimalnej (a potem wyszła z tego afera :D) skusiłam się na dwa peelingi do ciała Bingo Spa, które zbierają raczej niepochlebne opinie. Co nie znaczy, że mnie nie kusiły. Jednak cena ponad 20 zł za sztukę była dla mnie lekkim przegięciem. No cóż. Do zamówienia dobrałam sobie żel pod prysznic i tym sposobem za 0.20 zł + 9 zł kosztów przesyłki będę te oto produkty testować. Do tej firmy mam mocno mieszany stosunek ze względu na ich żenujące reklamy, jednak produkty do twarzy jakie stosowałam (peeling i dwie maski) sprawdziły się u mnie świetnie.

A Wy kupiłyście coś ciekawego w ostatnim czasie?


DENKO | SIERPIEŃ 2014 | + MINI-RECENZJE

Sierpień był u mnie miesiącem wielu zużyć na temat których dziś słów kilka. Kilkaset...


Legenda:
* Hit/ miłość/ ulubieniec. Produkt po który sięgam od dłuższego czasu, który mnie zauroczył, który w jakiś sposób pozytywnie wyróżnia się w śród ogromu kosmetyków dostępnych na rynku.
* Pewnie kupię ale... nie nazwę tego produktu hitem/zastąpiłam go czymś innym/waham się/znudził mi się/nie wpisuje się w moje obecne potrzeby/szkoda mi aktualnie na niego pieniędzy/ma słabą dostępność itp - czyli nie jest zły ale istnieje prawdopodobieństwo, że kolejny zakup odłożę w czasie albo w międzyczasie znajdę mu lepszego zastępce.
* Nie kupię. Bo nie. Bo jest bublem/bo nie działa/bo robi mi krzywdę/nie odpowiada mi stosunek ceny do jakości/ bo znam lepsze.



KOLORÓWKA:
Catrice Camuflage Cream - ten oto kamuflaż pewnie jest Wam już dobrze znany. Przyznaję się bez bicia, że jest on wyrzutkiem czyli nie zużyłam go do końca. Nie dlatego, że się u mnie nie sprawdził bo sprawdził się świetnie. Jednak jego wydajność jest na prawdę ogromna, swoją sztukę mam od roku (producent zaleca stosowanie przez 6 miesięcy...) i zmienił zapach. Jednak mam już kolejne opakowanie i niebawem pojawi się jego recenzja. Na szybko mogę powiedzieć, że uwielbiam go za właściwości kryjące i właśnie do maskowania ewentualnych niedoskonałości go używałam.
Multifunkcyjny antybakteryjny krem BB Under 20 - niestety to kolejny wyrzutek. I w tym przypadku wyrzucam praktycznie całe opakowanie. Robiłam do niego kilkanaście podejść. Latem, zimą, wiosną... Za każdym razem się nie sprawdzał. O ile brak matu spokojnie mogłabym mu wybaczyć tak żenującą trwałość niestety nie. [TUTAJ] pojawiła się jego recenzja.
Miss Sporty Morning Baby! BB cream - dla urozmaicenia z tym produktem polubiłam się i to bardzo. Służył mi dzielnie wiosną i latem i planuję do niego powrócić na wiosnę :) Dawał delikatne krycie jednak w widoczny sposób skórę upiększał. Był wydajny, w momencie aplikacji dawał na skórze przyjemne uczycie komfortu. Nie ścierał się, dawał radę nawet w największe upały. [TUTAJ] pojawiła się jego recenzja.
Pomadka Loreal Caresse - moja w odcieniu Fashionista Pink. Te pomadki raczej cieszą się dobrymi opiniami w blogowym świecie jednak ja niestety zachwytów nie podzielam. Pomadka ta ma bardzo marne krycie i nie było by to dla mnie większą przeszkodą, gdyby nie fakt, że przesuszała mi usta. Jednak bardzo podobała mi się jej opakowanie. [TUTAJ] pojawiły się jej zdjęcia.

PIELĘGNACJA TWARZY:
Chusteczki do demakijażu Alterra - mam wrażenie, że albo się je kocha albo nienawidzi. Ja osobiście lubię je bardzo, używam je do demakijażu twarzy bo jest to dla mnie tania, szybka i skuteczna opcja. Uwielbiam ich zapach i fakt, że są mocno nasączone,
Łagodzący płyn micelarny BeBeauty - jak klasyka uwielbiam tak ta wersja okazała się być jednym z większych bubli na jakie w ogóle trafiła. Nie było mowy, żebym zużyła go do oczu, więc próbowałam zmywać nimi makijaż twarzy. I tutaj też pojawiał mi się potok łez. Ten micel niesamowicie podrażnia oczy. Nie lubię wyrzucać kosmetyków więc zużyłam go do mycia pędzli i... głowy ;)
Glinka biała e-naturalne.pl - z tym produktem męczyłam się długo i mocno musiałam się zmobilizować do jego zużycia. Nie, że to zły produkt. Bo nie jest. Jednak po moich doświadczeniach z glinką zieloną i czerwoną po jej użyciu czułam mocny niedosyt. Moja wina, nie dopasowałam produktu do potrzeb mojej skóry.
Rabka Spa Minerale - świetna alternatywa dla wód termalnych. Działa a jest tania. Spotkałam się z porównaniem jej do wody z Uriage gdzie wypadła dobrze jednak sama tej drugiej nie stosowałam. Myślę, że sięgnę po nią ponownie z sezonie grzewczym, który nie jest łaskawym czasem dla mojej skóry. W [TYM] miejscu znajdziecie jej recenzję.
Pasta do głębokiego oczyszczania Liście Manuka Ziaja - jak wiecie (a jeśli nie wiecie to zapraszam Was [TUTAJ] ja z tą serią się nie polubiłam. Być może miałam co do tego produkty zbyt wysokie wymagania i spodziewałam się jakiejś innowacyjności a dostałam rozrzedzony produkt typu '3 w 1' jakich to na rynku wiele. Ze względu na bardzo dużą wydajność i moją niechęć do niej, zużyłam ją do ciała.
Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym Liście Manuka Ziaja - stosowałam go sumiennie przez miesiąc, resztę zużyłam do ciała (tak...). Efektów - oprócz odwodnienia skóry - brak.
Matujący filtr 50 + Ziaja - w [TYM] miejscu pojawiła się jego recenzja. Musze przyznać, ze całkiem byłam z niego zadowolona i mimo, że matujący jest tylko z nazwy ze względu na niską cenę i wysoką ochronę chętnie po niego w przyszłości sięgnę.

PIELĘGNACJA I HIGIENA CIAŁA:
Żel pod prysznic Cien - dostępny w Lidlu, jednak fanki grapefruita muszę zmartwić - pojawił się on w sklepach tylko na chwilę (wraz z wersją melonową, żałuję, że jej nie kupiłam). Jak dla mnie żele z tej firmy są na prawdę godne polecenia. Są bajecznie tanie (8 zł za litr), ładnie pachną i dobrze myją bez przesuszania skóry. Wydajność też mają przyzwoitą. Używałam go (nie sama!) zamiennie z innymi żelami i jako płyn do kąpieli a wystarczył mi na dłuuugie tygodnie. Jego zapach był przepiękny i wiernie oddany temu, który znamy z natury. Mniam.
Żel pod prysznic Balea Melon Tango - planowałam napisać mu oddzielną recenzję jednak niespodziewanie mi się skończył. Butelka tego żelu jest stosunkowo ciężka i miałam sporą niespodziankę gdy żel wypluł z siebie resztki. To mój pierwszy i bardzo wyczekany żel z tej firmy. I zachwytu szczególnego niestety nie czuję. Był bardzo wodnisty i niewydajny ale chociaż zapach (nietrwały) mi to zrekompensował. Pewnie jeszcze na jakieś żele z tej firmy się skuszę, jednak uważam, że Rossmanowska Isana spisuje się równie dobrze a może i lepiej.
Antyperspirant Stress Protect Nivea - zdradzenie Rexony jak zawsze nie wyszło mi na dobre. Był bardzo słaby i z pewnością nie poradzi sobie w chwilach stresu...
Krem do rąk DeBa - [TUTAJ] pisałam o nim więcej. Dla mnie to swoista aromaterapia i głównie z tego względu kupuję opakowanie za opakowaniem. Znam i lepsze i gorsze kremy do rąk.
Krem do rąk Lirene Ratunek dla zniszczonych dłoni - mały, niewydajny i żaden tam z niego ratunek. Bardzo przeciętny krem do rąk, który niestety mnie osobiście zawiódł. [TUTAJ] możecie przeczytać jego recenzję.
Krem-maska do stóp Stop rogowaceniu 30% urea - dla urozmaicenia ten produkt z Lirene mnie oczarował. nigdy wcześniej nie trafiłam na tak skuteczny produkt do pielęgnacji stóp i z pewnością sięgnę po niego ponownie. Jednak mam jeszcze dwa inne kremy z tej serii więc najpierw je sobie przetestuję. Może okażą się lepsze? Chociaż nie wiem czy to możliwe. Jutro pojawi się jego obszerna recenzja.
Mocznik e-naturalne.pl - kupiłam go z myślą o kręceniu kremów (jednak szybko z tego zrezygnowałam) zużyłam do kąpieli stóp i w tej roli spisywał się świetnie.
Zmywacz Carrefour - polecam Wam zakup przy okazji zakupów ;) To na prawdę skuteczny zmywacz w niskiej cenie.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW:
Malwa Szampon do włosów pokrzywowy - był tani, nawet bardzo tani, jednak okazał się być bardzo niewydajny, bardzo plączący włosy i bardzo (tak, znowu) przeciętny. Mam w zapasach jeszcze wersję z czarną rzepą i nie podejrzewam, że do niego wrócę.
Żel do mycia ciała i włosów dla dzieci Ziajka - do Ziaji mam mieszane uczucia. Jednak ten produkt z pewnością wart jest zainteresowania. To najprzyjemniejszy kosmetyk do wszystkiego jaki używałam do tej pory. [TUTAJ] trochę więcej na jego temat.
Maska Kallos Keratin - uwielbiam uwielbiam uwielbiam - [TUTAJ] znajdziecie jej recenzję. Jeśli dziwi Was jej dosyć szybkie zużycie przy tak ogromnej pielęgnacji - po pierwsze używam jej jako codzienną odżywkę, po drugie mam pomocnik w zużywaniu szamponów, żeli pod prysznic i masek do włosów.
Maska Gloria - lubię ją bo jest tania i dobra. Jednak ubolewam nad jej słabą dostępnością (Auchan). Recenzję znajdziecie [TUTAJ].
Olejek łopianowy z olejkiem z Drzewa herbacianego i Rozmarynu - całkiem niedawno na blogu pojawiła się bardzo pochlebna recenzja tego produktu - [TU]. W skrócie - zahamował on wypadanie włosów praktycznie całkowicie. Teraz używam wersji z olejem arganowym i jestem bardzo ciekawa czy zachwyci mnie tak samo.
Jedwab do włosów farbowanych Natura Silk Marion - na chwilę obecną to mój ulubiony jedwab do włosów. Zużyłam już chyba 5 butelek i mimo, że aktualnie zdradzam go z olejkiem z Isany z pewnością za jakiś czas do niego wrócę. [RECENZJA]

PRÓBKI I SASZETKI:
Orzeźwiający peeling do twarzy z limonkowo-cytrusowym koktajlem egzotycznym Ziaja - bardzo mile zaskoczona jestem tym peelingiem i myślę, że o ile to nie jest jakaś limitowanka to chętnie kupię go na wiosnę. To bardzo dobry drobnoziarnisty zdzierak o przyjemnym, odświeżającym cytrusowym zapachu. Działanie moim zdaniem jest o wiele lepsze niż pasty z serii Liście Manuka.
Żel do higieny intymnej Ziaja - niczym się nie wyróżnia, jednak parę butelek tych żeli mam już za sobą i z dużym prawdopodobieństwem popełnię następne.
Spa dla dłoni Perfecta - bardzo się nie polubiliśmy, nawet napisałam na jego temat trochę więcej w [TYM] miejscu.
Żel Palmolice Feel Pasionate - żele tej firmy znam i lubię, ten wariant też przypadł mi do gustu. Jednak jesli go kupię to bliżej przyszłorocznych wakacji. Jeśli lubcie żele, których zapach pozostaje na skórze to z pewnością przypadnie Wam on do gustu.
The porefessional Benefit - trzymałam tę próbeczkę na większe wyjście a jak przyszło co do czego musiałam zmywać makijaż bo baza ta użyta w minimalnej ilości zrobiła mi ciasto na twarzy... Porażka.
Energetyzujący krem nocny Female 35 + Bandi - używałam go do skóry szyi i dekoltu. Po pierwsze nie opowiada mi zapach. Po drugie spowodował powstanie dwóch nieprzyjaciół... Z pewnością po niego nie sięgnę, jednak w ramach promocji urodzinowej załapałam się na krem na dzień z tej serii i mam nadzieję, że spisze się lepiej...
Odmładzający krem pod oczy Bandi - konkretny, nawilżający i dosyć drogi produkt 49 zł o dużej pojemności 30 ml. Rozważę zakup w przyszłości.
Odlewka Dolce Vita Dior - całkiem przyjemny i trwały zapach, jednak 'to nie to'.
Próbka Roberto Cavalli for her - jak wyżej, miły zapach ale mojego serce nie podbił.


Jeśli przebrnęłyście przez tego posta to jestem z Was dumna!





środa, 27 sierpnia 2014

O Lily Lolo

Z niektórymi firmami obcuje się miło. Z niektórymi... milej. Do jednej z nich należy bezapelacyjnie Laboratorium kosmetyczne Dr Ireny Eris. A dołączyło do nich dziś Lily Lolo.

Nie miałam do tej pory do czynienia z produktami mineralnymi dlatego też bardzo się ucieszyłam, gdy Pani Aleksandra z costasy.pl [KLIK] pozwoliła mi wybrać interesujące mnie produkty pomagając mi w tym wyborze. Nie będę oszukiwać, że trochę błądziłam i moje ostateczne 'zamówienie' różniło się od pierwszej wersji. Jednak jakże miło było mi dziś, gdy otwierając paczkę okazało się, że znajduje się w niej maleństwo z którego koniec końców zrezygnowałam (w postaci pięknej pomadki!) i dodatkowo sporo próbek :) Takie współprace to ja lubię!
Podejście firmy do potencjalnego klienta jest moim zdaniem po prostu wzorowe.

A w moje łapy wpadły...:
*nazwy są podklinkowane








Cień prasowany Stick in the Mud (zdjęcie przekłamane :( )

i ogrom próbek :)

No cóż wrzesień u mnie będzie oficjalnym miesiącem makijażu mineralnego :)
Znacie któryś z tych produktów, lubicie?

Pharmaceris H | Specjalistyczny szampon kojący do skóry wrażliwej

Należę do gatunku osób, które nie wydają zbyt wiele na szampony. Dla mnie szampon ma myć i nie podrażniać. Produkt o którym dziś mowa otrzymałam dzięki uprzejmości Pań Erisek i pewnie nie kupiłabym go samodzielnie. I sporo bym straciła!


Nie posiadam większych problemów za skórą głowy. Zazwyczaj. Jednak zdarzają się okresy czasu gdy po niezbyt dobranej pielęgnacji moja skóra głowy wariuje.
Szampon z Pharmaceris okazał się być wybawieniem dla skóry. Jest on szalenie delikatny i łagodny, pozostawia na skórze uczucie komfortu i nawilżenia (serio!) czego nie daje mi ulubiony delikatny żel-szampon z Ziajki i nie dał mi żaden inny szampon. Jednak nie wpływa to na w żaden sposób na skrócenie świeżości włosów, ba, zauważyłam, że włosy przetłuszczają się ciut mniej niż zwykle. Włosy po jego użyciu nie są przyklapnięte, jednak nie są też specjalnie uniesione. Są też bardzo miękkie, lejące i przyjemne w dotyku. Szampon nie plącze nadmiernie włosów co jest niestety moją zmorą.
Cena - ok. 25 zł za 250 mililitrów wydawać się może dosyć wysoka (szczególnie jeśli jak ja stosujecie tanie drogeryjne szampony) jednak ten produkt ma tak niesamowitą wydajność, która spokojnie mi ją rekompensuje. Przez miesiąc stosowania co 2-3 dni przez dwie osoby zużycie sięga połowy butelki...
Dodam, że szampon ten zgodnie z zaleceniami producenta po spienieniu należy zostawić na skórze głowy przez 1-2 minuty.

Szczerze? Jestem w szoku. Bardzo pozytywnym szoku. Z pewnością kupię ten szampon gdy pojawią mi się problemy ze skórą głowy. Dodatkowo mam już na oku wersję wzmacniającą, która też za jakiś czas u mnie zagości.




wtorek, 26 sierpnia 2014

Babydream | Oliwka pielęgnacyjna dla niemowląt.

Jestem szczerze zdziwiona, że nie pisałam jeszcze o tym produkcie na blogu. Oliwka ta towarzyszy mi od dawien dawna, zużywam butlę za butlą i nie planuję tego zmieniać :)


Oliwka Babydream jest dla mnie klasyką gatunku. Po raz pierwszy sięgnęłam po nią gdy poszukiwałam czegoś bez parafiny w składzie i w rozsądnej cenie. 250 mililitrów w cenie regularnej kosztuje niespełna 7 zł co przy jej składzie, wydajności i działaniu jest ceną zadziwiająco niską.
Mam wrażenie, że większą popularność na blogach zdobyła wersja fur mama (w biało-fioletowym opakowaniu) jednak u mnie została zdyskwalifikowana bo zużyciu jednej butelki - bo o ile zapach oliwki dzieciaczkowej jest przyjemny i neutralny tak ta dla kobiet w ciąży mnie swoim zapachem męczyła strasznie.
Oliwka ta ma u mnie dwa podstawowe zastosowania:
* stosuje ją po porannym prysznicu - nie wiem po co ktoś wymyślił balsamy do spłukiwania (o beznadziejnych składach) skoro kwestię szybkiego nawilżenia załatwić można właśnie oliwką. Nakładam ją na w niewielkiej ilości na mokrą skórę, potem osuszam ręcznikiem i na cały dzień mam zapewniony komfort gładkiej i nawilżonej skóry. Oliwka nie podrażnia więc śmiało aplikuję ją bezpośrednio po depilacji.
* do olejowania włosów - ten olejek jest dla mnie podstawą jeśli mowa o pielęgnacji olejami. Przed nim testowałam różne oleje (z pestek winogron, oliwę z oliwek, z pestek malin, z pachnotki, kokosowy, arganowy czy konopny) i okazało się, że ta niepozorna oliwka sprawuje się na włosach równie dobrze co argan i olej konopny (pozostałe mnie nie zachwyciły). Rezultatem są przyjemnie dociążone, wygładzone, błyszczące i dobrze układające się włosy. Dodatkowo ze względu na swoją dosyć lekką konsystencję łatwo domyć włosy po olejowaniu. Nie nakładam jej jednak na skórę głowy bo mam wrażenie nieprzyjemnego obciążenia.
Zdarzało mi się nią również olejować paznokcie jednak tutaj na temat tej konkretnej mieszanki olei nie chcę się jakoś konkretnie wypowiadać ponieważ nie używałam jej regularnie przez dłuższy okres czasu a zamiennie z innymi olejkami.

O ile to możliwe i jeszcze jej nie miałyście polecam z całego serca :-)


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Marion | Natura Silk | Błyskawiczna odżywka do włosów cienkich, delikatnych i pozbawionych objętości.

Mimo, że moje włosy są cienkie i bez objętości nie wyobrażam sobie życia bez odzywek bez spłukiwania. Dziś o dobrym produkcie w niskiej cenie, który bez wahania mogę Wam polecić :)


Odżywkę tę kupiłam w osiedlowym sklepie za oszałamiającą cenę 8 zł. Jednak można je kupić taniej - na promocji w Naturze inne rodzaje kosztowały zaledwie 5 zł co jest ceną wręcz śmieszną za 150 ml produktu.
Opakowanie może wydać się niezbyt zachęcające jednak ma też swoje plusy - niezawodny aplikator psiukający przyjemną lekką mgiełką. Nie jest może jakoś szczególnie wydajna - chociaż ja psikam jej sporo bo moje końce bardzo ją lubią.
Przejdźmy do efektów. Odżywka ta przyjemnie wygładza włosy bardzo ułatwiając ich rozczesanie. Po użyciu włosy są puszyste (lecz nie spuszone), miękkie, błyszczące i przyjemne w dotyku. Produkt ten nie obciąża włosów. Nawilżanie jest przeciętne i krótkotrwałe jednak od tego typu produktów nie oczekuję długofalowych efektów. Nie wiem czy zapobiega elektryzowania bo moje włosy nie mają takich tendencji.
Muszę przyznać, że w kategorii produktów codziennego użytku, które mają nam pomóc rozczesać włosy i nadać im  ładny wygląd to na prawdę porządny produkt i serdecznie Wam polecam jej zakup.


 A żeby nie było, że Was oszukuję, w zapasie czeka już inna odżywka z tej firmy ;)




niedziela, 24 sierpnia 2014

PIELĘGNACJA CIAŁA | SIERPIEŃ 2014 | WERSJA 1

Skoro piszę o pielęgnacji twarzy, skoro pojawiają się posty na temat zbiorów włosowych czemu by nie pokazać Wam mojej pielęgnacji ciała? :)
Od razu dodam, że nie jest to mój cały zbiór a wyłącznie produkty, które mam otwarte i z mniejszą lub większą częstotliwością używam na chwilę obecną.
Jak się domyślacie, jeśli dany produkt nie doczekał się recenzji pojawią się one w niedalekiej przyszłości.


* Grapefruitowy żel pod prysznic Cien z Lidla (przelany do opakowania z pompką)
* Żel Balea Melon Tango
* Żel-peeling Isana
* Żel do higieny intymnej Lirene rumianek
* Peeling do stóp Paloma
* Bloker Ziaja
* Antyperspirant Fa
* Balsam rozświetlający Lirene
* Krem-masło Pharmaceris
* Balsam do ciała India [RECENZJA]
* Olejek Babydream
* Kremowy balsam Anida [RECENZJA]
* Krem do rąk Pharmaceris
* Parafinowa maska do stóp Bielenda
* Krem do rąk India [RECENZJA]

Używałyście tych produktów? A może któryś z nich Was zainteresował? :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Green Pharmacy | Olejek łopianowy z olejkami Drzewa herbacianego i Rozmarynu.

Dawno, dawno temu kupiłam ten olejek w wersji z czerwoną papryką. Efektów nie widziałam więc po jego zużyciu nie sięgnęłam po kolejny. Jednak miesiąc temu w czasie zakupów w Naturze wpadła mi w oko wersja z olejkiem herbacianym i cóż, musiałam ją mieć.


Olejek ten zgodnie z zaleceniami producenta powinno się używać po ogrzaniu  na skórę głowy 1-2 razy w tygodniu. Ja podeszłam do niego trochę inaczej (co nadmiar czasu robi z ludźmi ;)) - aplikowałam go codziennie lub co drugi dzień na skórę głowy oraz włosy na  +/- 30 minut. Olejek rozgrzewałam w dłoniach i przez krótką chwilę masowałam skalp. A efekty przeszyły moje najśmielsze oczekiwania.
Gdy zaczynałam przygodę w tym produktem włosy wypadały mi garściami. Było to efektem wzmożonego stresu.  Po dwóch-trzech tygodniach takiej kuracji moje włosy przestały wypadać. Całkowicie. Ot, raz na jakiś czas znajduję pojedynczy włos na szczotce... Być może jest to dziełem przypadku, jednak nadmienię, że w tym czasie (ani wcześniej) nie używałam żadnych suplementów ani nie zmieniłam diety. I to jest dla mnie najważniejszy powód dla którego z pewnością ten produkt zostanie ze mną na dłużej ( na dniach zacznę stosować wersję z olejem arganowym :))
Jeśli mowa o innych efektach, czyli o obietnicach producenta: nie wiem czy działa na łupież bo takowego nie posiadam, nie zauważyłam też aby moje włosy były bardziej gęste jednak zgodzić się muszę, że są lśniące i 'pełne życia' ;)
Estetyka opakowania do mnie przemawia, jednak ze względu na duży otwór produkt wylewa się w zbyt dużej ilości i niestety się marnuje. Mimo to butelka o pojemności 100 ml wystarczyła mi na około miesiąc bardzo częstego i systematycznego stosowania. A cenę ma niewielką - około 8 zł.
Jednym słowem: polecam.


Miałyście go? Byłyście zadowolone? :-)))

piątek, 22 sierpnia 2014

HIT! | BANDI | Subtelny peeling enzymatyczny

Niewielkie do tej pory miałam doświadczenia z peelingami enzymatycznymi. Swego czasu kupiłam wszystkie dostępne w saszetkach dostępne w Naturze i testowałam... I efektów nie było. Na dosyć długi czas się do nich zraziłam. W ramach oferty produktów Bandi [KLIK] jednak sięgnęłam właśnie po tego typu produkt. I to była baaardzo dobra decyzja!


Zacznę od tego, że produkt zapakowany jest w kartonik, posiada ulotkę i dodatkowo saszetkę maski w środku opakowania. Mnie osobiście taka dbałość o szczegóły zachęca do kosmetyków. Peeling ten ma wygodne i higieniczne opakowanie typu airless. Nie znam się na składach, jednak mimo, że mam problemy z zapychaniem skóry przez olej mineralny w tym produkcie żadnych negatywnych zmian mojej skóry nie odnotowałam (pewnie dlatego, że styczność z twarzą ma chwilową). Peeling ma średnio-gęstą konsystencję i neutralny zapach.
Muszę przyznać, że nastawiona byłam do niego średnio. Nałożyłam go na skórę (jedna pompka wystarcza), odczekałam 20 minut, zmyłam i? Zachwyt. Serio. Znałam już ten efekt a dawało mi go połączenie peelingu za pomocą korundu a potem nałożenie zielonej glinki. Twarz była oczyszczona, zmatowiona, suche skórki zniknęły, pory zrobiły się jakby mniejsze a skóra wchłonęła produkt nawilżający niczym gąbka... A to wszystko za pomocą jednego produktu, który nie wymagał ode mnie więcej niż jego rozsmarowania i zmycia. Przyznam szczerze, że nie wiem co więcej Wam na jego temat napisać. Ot, ideał.
Pojemność tego produktu to 75 ml, cena 29 zł. Jak dla mnie stosunek ceny do jakości jest jak najbardziej w porządku i mimo, że nie planuję rezygnować z typowych 'zdzieraków' ten produkt zagości w mojej kosmetyczce jeszcze nie raz.




Produkt otrzymałam dzięki uprzejmości: