środa, 30 lipca 2014

My Secret | Sun touch bronzing powder

Moja pierwsza przygoda z tym pudrem rozpoczęła się kilka lat temu. Zużyłam cały będąc z niego zadowolona i nie kupiłam go ponownie bo na rynku kusiło tyyyyle nowości. Podczas którychś z ostatnich zakupów wpadł mi w oko i zdecydowałam się zainwestować w niego znów żeby skonfrontować moje wspomnienia z rzeczywistością. I była to bardzo dobra decyzja.


Zacznę od tego, że producent w opisie zawarł informację na temat migoczących drobinek. Których w tym pudrze nie ma i nigdy nie było... A wiem, że sporą część z Was taki opis może zniechęcić do zakupu. Puder jest matowy. Zacznę od minusów: puder ma paskudne opakowanie ze średniej jakości plastiku. A ze względu na swoją luźną konsystencję bardzo się pyli przez co nie jest szczególnie wydajny. Jednak patrząc na fakt, że nie cena nie przekracza 15 zł a i tak wystarczy na miesiące użytkowania nie jest to zbytnią tragedią.
A teraz pora na plusy. Czyli przede wszystkim kolor. Wiem, że wiele z Was ceni sobie puder z W7 Honolulu za względu na odcień, dlatego też poniżej znajdziecie zdjęcia porównawcze. Bronzer z My Secret jest z pewnością jaśniejszy. Do tego odcień jest chłodniejszy (choć nie typowo zimny), bardziej herbatnikowy niż brązowy. Jest bardzo naturalny i bardzo naturalnie wygląda na skórze. Kolor można stopniować w zależności od efektu jaki chcemy uzyskać. Mi najlepiej aplikuje się go niewielkim pędzlem typu duo fiber. Trwałość ma co najmniej przyzwoitą. Wykonując makijaż rano wieczorem mimo mniejszej intensywności nadal pozostaje na skórze.
Ze swojej strony jak najbardziej mogę Wam go polecić :)




Na zdjęciu nałożony na krem BB z Miss Sporty przypudrowany prasowanym pudrem Prime and Fine Catrice.

A wy jakiego bronzera używacie? :)

poniedziałek, 28 lipca 2014

O bieli idealnej ? | Allepaznokcie One Colour

Moje poszukiwania lakieru w kolorze białym zakończyły się zanim się jeszcze rozpoczęły. W ramach współpracy w firmą Allepaznokcie wybrałam sobie taki oto lakier z serii One Colour [KLIK] i szalenie się z nim polubiłam. Dziś pokażę go Wam wraz z produktem z Essence z serii nail candies, który posłużył mi za bazę i lakier wykończeniowy - nadał paznokciom (bardzo) lekko różowego odcienia a dzięki zawartości maleńkich drobinek sprawił, że jeszcze ładniej błyszczą w świetle dziennym.


Lakier ten z pewnością przypadnie go gustu osobom, które lubią efekt korektora na paznokciach. W zależności od umiejętności potrzeba od dwóch do trzech warstw do pełnego krycia (musiałam nałożyć trzy tylko na kciukach, na zdjęciach widzicie dwie grubsze warstwy lakieru). Sporym zdziwieniem był dla mnie fakt, że produkt ten nie smuży za wyjątkiem pierwszej warstwy. Znaczy jest dobrze :D
Producent twierdzi, że jest to lakier matowy. Nie sprawdziłam tego bo jeszcze mokry lakier pokryłam najpierw lakierem Essence, potem Seche Vite. Za jakiś czas gdy będę miała nadmiar czasu by poczekać aż pazury wyschną mi same z pewnością pojawi się taka informacja :) Analogicznie sytuacja ma się do trwałości. Jednak wspomnę, że nosiłam go dwa dni w [TYM] zestawieniu i zmyłam go w nienaruszony stanie więc zapowiada się nieźle :)


niedziela, 27 lipca 2014

DENKO | LIPIEC 2014

O zużyciach z lipca słów kilka...





Tusz do rzęs Lovely Curling Pump Up mascara - to mój bezsprzeczny ulubieniec. Mam bardzo cienkie i proste rzęsy i niewiele tuszy potrafi 'coś' z nich zrobić. Ten radził sobie świetnie a zużyte opakowanie o ile mnie pamięć nie myli jest moim piątym. Chętnie sięgnę po kolejne gdy pozbędę się zapasów.
Puder MIYO skin care powder [RECENZJA] - dobry puder zapewniający mat na długie godziny. Mam kolejne opakowanie :)
Puder Catrice Prime and Fine [RECENZJA] - świetny puder dający na skórze lekko satynowe wykończenie. Chętnie kupię kolejne opakowanie w przyszłości.
Bronzer Catrice LE Cucucba - kolejny ulubieniec. Służył mi dzielnie przez naprawdę długi czas i trochę mi szkoda, że już się skończy. Jeśli byłby dostępny w stałej sprzedaży kupiłabym go ponownie. Jednak udało mi się znaleźć mu godnego następce.




Serum Bielenda Laser Xtreme [RECENZJA] - niesamowity kosmetyk w przystępnej cenie. Za jakiś czas do niego wrócę.
Serum Dermedic Hydrain3 Hialuro [RECENZJA] - będę nudna - kolejny ulubieniec. Z przyjemnością kupię kolejne opakowanie następnego lata :)
Krem pod oczy Cinique All about eyes [RECENZJA] - ze względu na wygórowaną cenę niestety nie skuszę się na zakup ale jeśli chodzi o działanie nie mam mu nic do zarzucenia.
Płyn micelarny Be Beauty  - must have. Mam kolejne opakowanie.
Chusteczki do demakijażu Alterra  - są ze mną od dawana i pozostaną dopóki ich nie wycofają.



Szampon Ultra Doux z cytryną i białą glinką [RECENZJA] - bardzo przeciętny. Więcej nie kupię.
Szampon i odżywka Ultra Doux z serii Sekrety Prowansji - kompletna porażka. Niebawem pojawi się recenzja.



Masło do ciała Anida Medi Soft [RECENZJA] - bardzo dobre smarowidło do ciała w śmieszniej cenie. Z pewnością zagości u mnie ponownie.
Olejek Alterra z migdałem i papają - szalenie się z nim polubiłam. Nie dość, że dobrze spisał się do olejowania paznokci to jeszcze moje włosy go pokochały. Kupię ponownie.
Olejek pielęgnacyjny Babydream - mój klasyk. Używam kolejny :)
Zmywacz Pro Formula - szału nie ma. Przeciętny zmywacz z wygodną pompką. Do dostania w Tesco. Raczej więcej go nie kupię.



Gorące kuracje Marion [RECENZJA] - jeśli producent zmieni opakowanie chętnie się skuszę. Na chwilę obecną niestety nie planuję kolejnych zakupu.
Skarpetki złuszczające Purederm - mnie nie zachwyciły. Mimo, że skóra się złuszczyła te bardziej zgrubiałe części stopy nadal nie prezentują się zbyt interesująco. Zaczęłam walkę kremami a za te skarpetki podziękuję. Chociaż nie twierdzę, że w przyszłości nie wypróbuję tego typu produktu z innej firmy.
Plasterek do nosa firmy nieznanej - nie działał ;)


Jak widzicie trochę mi się tych denek nazbierało. Większość produktów przypadała mi do gustu i z chęcią sięgnę (o ile już nie sięgnęłam) po kolejne opakowania :)


piątek, 25 lipca 2014

Pierwsze wrażenie | Lirene City Matt |

Dziś o podkładzie na temat którego wiele dobrych opinii już przeczyłam, który widziałam naocznie na skórze mojej znajomej (prezentował się pięknie!) i który planowałam kupić ale zawsze na mojej drodze stawało coś innego czyli... City Matt od Lirene. Podkład otrzymałam do testów dzięki, jednak nie ma to żadnego wpływu na moją opinię.


Po lewo podkład Lirene w odcieniu 203 jasny, po prawo krem BB Under 20 w odcieniu jasnym.

Muszę przyznać, że jestem pod sporym wrażeniem tego podkładu. Najjaśniejszy odcień (jasny 203) okazał się być na chwilę obecny idealny dla mojej skóry. Aplikacja tego produktu jest przyjemna, nałożyłam go palcami. Nie rolował się, nie tworzył smug. Spokojnie mogłam dołożyć kolejną warstwę w problematycznej okolicy (broda, ucięłam na zdjęciach, żeby Was nie straszyć) mimo tego, że podkład delikatnie zastygł na mojej skórze. Bardzo dobrze współpracował z mocno matujący pudrem ryżowym z MIYO, którym bardzo delikatnie omiotłam twarz, by móc nałożyć na skórę bronzer. Podkład zaliczyłabym do tych średnio kryjących. Mat utrzymał mi się na twarzy przez kilka ładnych godzin, po 5 zrobiłam delikatne poprawki tym samym pudrem. Największym zaskoczeniem okazał się być dla mnie efekt wygładzania, który w przypadku moich rozszerzonych porów jest dla mnie błogosławieństwem. Podkład nie ściemniał w ciągu dnia.


Użyłam:
- podkład Lirene City Matt
- Korektor pod oczy Match Perfection Rimmel
- puder ryżowy MIYO
- bronzer My Secret
- kredka do brwi dla blondynek Essence
- tusz Get big lashes Essence
- błyszczyk Provoke

Na zdjęciu w żaden sposób nie integrowałam w optyczne wygładzenie skóry (chociaż bloger nie jest łaskawy dla zdjęć...). Zrobiłam je w świetle dziennym, na przeciw okna. Delikatnie rozjaśniłam bo aparat nie oddał wiernie koloru.

Muszę przyznać, że efekt usatysfakcjonował mnie na tyle, że podkład zagości na mojej twarzy jutro, gdy wybieram się na 'większe wyjście'. Jestem ciekawa jak będzie spisywał się w codziennym użytkowaniu. Z pewnością za jakiś czas pojawi się na blogu porządna jego recenzja.
Po wielkiej porażce z podkładem 2 w 1 [KLIK] oraz kremem BB Under 20 [KLIK] chyba w końcu znalazłam produkt dla siebie w ramach oferty tej firmy :)

Lakier do paznokci | One Colour Granite&pepper nr 17 | Allepaznokcie

Pierwszą rzeczą, którą sobie pomyślałam, gdy zobaczyłam je na własne oczy było: jakie one... brzydkie. Nie kolory, bo te wybierałam sama a w rzeczywistości okazały się być jeszcze ładniejsze niż na stronie producenta, nie opakowane jako takie bo nadruk i jego estetyka jest jak najbardziej w porządku. Chodzi o te paskudne nakrętki.  No brzydkie to jak nieszczęście i toporne. Dla porównania wrzucam Wam zdjęcia lakierów Sensique  - wyglądają dużo zgrabniej mimo tego samego kształtu szklanej buteleczki. Wiem, że to tylko detal ale strona wizualna jest dla mnie ważna.


Przejdźmy teraz do samego lakieru. Jest to produkt nazwany przez producenta granitowym, znanym powszechnie jako lakier marmurkowy. W kremowej bazie zatopione są niewielkie, ciemne matowe drobinki.
Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła w tym lakierze był jego pędzelek. Nie za duży, nie za mały. Idealny dla mojej niewielkiej płytki. Jeśli chodzi o krycie moje pierwsze wrażenie było nienajlepsze. Ze względu na fakt, że lakier ma bardzo płynną konsystencję po pierwszej warstwie myślałam, że będę musiała domalować chociaż ze trzy dla pełnego krycia... Ale ku mojemu zdumieniu druga warstwa pokryła płytkę idealnie. Na zdjęciach mam trzy warstwy bo chciałam zweryfikować czy będzie jakaś różnica ale nie ma. Dwie warstwy wystarczą by pokazać się ludziom z ładnymi paznokciami. Lakier nie jest gładki, pod opuszką palca czuć delikatną fakturę jednak w żaden sposób nie przeszkadza to w codzienny funkcjonowaniu ;)
No i pora przejść do koloru który mnie oczarował. Ta mięta jest boska. Bardziej błękitna niż zielona ale to nadal mięta. Mimo, że kolor jest kremowy jest bardzo intensywny. Na dłoniach wygląda po prostu pięknie. O trwałości powiem więcej pokazując Wam brzoskwinkę :)

Muszę przyznać, że ten lakier podbił moje serce i bardzo chętnie będę po niego sięgać :)

Lakier kupicie na stronie allepaznokcie.pl w [TYM] miejscu za oszałamiające 6.90 zł :)




Lubicie miętowe lakiery?

Produkt otrzymałam dzięki uprzejmości producenta. Jednak nie ma to wpływu na treść recenzji.

czwartek, 24 lipca 2014

Zakupy | Essence| Catrice | Kobo | My Secret | Allepaznokcie | Paloma

Dziś o nowościach słów kilka (tak, znowu...). 


Po udanej przygodzie z lakierem wybielającym nie mogłam się oprzeć lakierom z serii Nail Candies z Essence (mój jest w odcieniu soda pop & candy shop). Chciałam kupić więcej kolorów ale głos rozsądku wygrał. Skoro i tak są bardzo transparentne nie podejrzewam, że na paznokciach będzie widać jakąkolwiek różnicę. Planuje tego produktu używać również jako bazę pod inne lakiery. Jestem ciekawa jak się spisze. Na blogu jednej z Was w oko wpadł mi piękny lakier z Kobo w odcieniu Cherry Lover. Nie wiecie nawet jak było mi smutno, gdy nie znalazłam go w szafie tej firmy. Na szczęście dorwałam ostatnią sztukę przy kasie i bardzo się z tego cieszę. Dwa następne lakiery kupione z myślą o mani, które będę robić bliskiej mi osobie i są to: lakier My Secret w odcieniu 112 oraz top z Catrice w odcieniu Kitch Me If You Can.
Dzięki uprzejmości firmy Allepaznokcie mam okazję przetestować biały matowy lakier z serii One Colour Exclusive w odcieniu 01 , z serii granitowej Granite&pepper odcień jasnej pastelowej brzoskwini o numerze 19 oraz mięty podbitej błękitem o numerze 17. Do tego wychwalany na blogach nabłyszczacz Mokre szkło, który strasznie mnie kusi po ogromie waszych pozytywnych opinii.
Linki do produktów macie: TU, TU, TU i TU.

Po średnio udanej kuracji skarpetkami złuszczającymi Purederm muszę się jakoś pozbyć reszty schodzącego naskórka dlatego też sięgnęłam po Cukrowy peeling do stóp z Palomy. Miałam peeling do rąk z tej samej firmy i byłam bardzo z niego zadowolona. Ba, chciałam go dziś kupić ale nie był dostępny w mojej Naturze.

A Wy kupiłyście ostatnio coś ciekawego?

Rabka Spa Minerale Spray

Zdarza się Wam, że kupując jakiś kosmetyk wasze pierwsze wrażenie okazuje się być mylne a buble stają się ulubieńcami i na odwrót? W przypadku tego kosmetyku było tak po części. Produkt ten mnie nie zachwycił jednak mimo wszystko postanowiłam dać mu szansę. I dobrze zrobiłam :)


Mowa oczywiście o Spray Rabka Spa Minerale, na temat którego moje pierwsze wrażenie opisywałam TUTAJ.
Przyznam szczerze, że moim największym błędem była jego aplikacja. Po to producent daje nam produkt w formie sprayu, żeby z niego korzystać. Ja chcąc stosować go zamiast toniku używałam go przy pomocy wacika kosmetycznego co lekko podrażniało moją skórę. Kolejną kwestią jest ilość produktu - na początku używałam go w zbyt dużej ilości. Okazało się że wystarczy kilka psików dla osiągnięcia efektu. Dodatkowo warto wspomnieć, że tej wody nie trzeba osuszać jak np. wody termalnej Avene. Jest to bardzo wygodne.
Jeśli chodzi o działanie to producent obiecuje nam na prawdę wiele. Na chwilę obecną zachwyca mnie odświeżenie jakie daje ten spray. Idealnie sprawdza się w upały, również na makijaż. Jest delikatny, łagodzi skórę. Świetnie sprawdzał się również jako baza pod serum, które aplikowałam na skórę. Jeśli chodzi o efekty długofalowe zawsze trudno mi się na ich temat wypowiadać, ponieważ moja pielęgnacja składa się z kilku produktów, które wzmacniają swoje działanie. Jednak jeśli chodzi całokształt mojej pielęgnacji  nie mam do niej większych zastrzeżeń a stan mojej skóry z każdym dniem jest coraz lepszy. Również dzięki temu kosmetykowi.
Opakowanie jest estetyczne a aplikator niezawodny.
Bardzo się cieszę, że myliłam się co do tego produktu. Ograniczenie jego ilości sprawiło, że odkryłam jak przyjemny i pożyteczny to kosmetyk. I mimo początkowej niechęci z pewnością sięgnę nabędę w przyszłości kolejne opakowanie.
Spray ten dostaniecie w aptekach w cenie +/- 12 zł.



środa, 23 lipca 2014

Lirene | Pharmaceris | Dr Irena Eris | Under 20 | Provoke


Dzięki uprzejmości Pani Ani i Pani Magdy mam przyjemność testować kosmetyki Dr Ireny Eris [KLIK] z serii: Lirene | Pharmaceris | Dr Irena Eris | Under 20 | Provoke
Przede wszystkim jestem pod ogromnym wrażeniem dostosowania produktów, szczególnie tych pielęgnacyjnych do potrzeb mojej skóry. Panie z Eris doskonale dobrały kosmetyki  i nawet udało im się wybrać kilka produktów które miałam ogromną ochotę kupić samodzielnie i przetestować.
Muszę przyznać, że rozpakowując paczkę cieszyłam się niczym dziecko otwierające prezent od Mikołaja. Chyba mi się nie dziwicie?



















Przepraszam za jakość zdjęć, niestety o tej porze mój aparat zaczyna szaleć. A nie mogłam się powstrzymać przed podzieleniem się z Wami moją radością :)


Na koniec prezent od mamy. Dwa kosze firmy Curver z serii Victoria do przechowywania mojej kolorówki :)



 Pozdrawiam Was ciepło :)

sobota, 19 lipca 2014

Zakupy | Biedronka | Ziaja | Drogerie Natura 1+1

Ten wpis nie powinien się w ogóle tu pojawić bo ostatnio mocno przeginam z zakupami ale no..


Po przygodzie z szamponami Garnier Ultra Doux moja skóra głowy oraz włosy błagały o litość więc sięgnęłam po sprawdzony żel do mycia ciała i włosów Ziajka. Do tego olejek łopianowy z Green Pharmacy, który używałam dawno dawno temu i zupełnie nie pamiętam jak się spisywał. Udało mi się również dorwać krem z kwasem migdałowym Liście Manuka z Ziaji i skrapetki złuszczjące Purederm z Biedronki, które mnie niestety nie zachwyciły...


Natura kusiła promocją 1+1 (za darmo) na cienie, kredki oraz linery. Przy pierwszym podejściu kupiłam cienie Essence metal glam, które moim zdaniem są zupełnie nie doceniane. Drugie podejście zakończyło się zakupem dwóch cieni Catrice Liquid metal, które chyba mnie nie zachwycą... A w związku z faktem, że moje paznokcie zafarbowały od pięknego brzoskwiniowego lakieru z Sensique do koszyka wpadł również produkt wybielający Essence studio nails pro white glow.

A Wy skusiłyście się na jakieś ciekawe produkty w ramach promocji Natury?

czwartek, 17 lipca 2014

SERUM | BIELENDA | LASER XTREME | ZAAWANSOWANY KOREKTOR ZMARSZCZEK NA TWARZ, SZYJĘ I DEKOLT

Przychodzę do Was z recenzją produktu, który wzbudził sporą ciekawość. Po dwóch tygodniach stosowania napisałam krótkie, pierwsze wrażenie na jego temat [KLIK] Dziś, gdy minął już ponad miesiąc a buteleczkę opróżniłam do końca chcę napisać o nim jeszcze kilka słów.
Serum to kosztuję około 23 zł, na chwilę obecną spokojnie kupicie je w Rossmanie. Opakowanie 30 ml wystarczyło mi na ponad miesiąc stosowania dwa, czasem trzy razy dziennie na twarzy, szyję i dekolt.

Dla przypomnienia: Działanie tego serum producent określa jako głęboka regenerację naskórka oraz efekt liftingu. Rezultaty - napięcie skóry, ujędrnienie i redukcja widoczności zmarszczek mają być widoczne w ciągu miesiąca. 


Muszę przyznać, że działanie tego produktu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Jednak muszę zaznaczyć, że mam dopiero niecałe 25 lat - i mimo, że zaczynają być u mnie widoczne delikatne zmarszczki borykam się ze skórą mieszaną skłonną do zapychania.
Systematyczne używanie tego produktu sprawiło, że moja skóra wygląda po prostu... promiennie. Jest gładka, odpowiednio nawilżona, dzięki czemu zmarszczki pod oczami wydają się być lekko spłycone. Skóra wydaje się być lekko rozjaśniona. Samo serum jest na tyle lekkie (w konsystencji przypomina kwas hialuronowy), że nie obciąża skóry, dzięki czemu spokojnie można nałożyć na nie codzienny krem czy zmieszać je z olejem (tak stosowałam go na noc). Produkt mnie nie zapchał, nie spowodował powstawania nowych zaskórników. 
Skład tego serum jest również bardzo przyzwoity jak na kosmetyk drogeryjny - zawiera niacynamid, peptydy, kwas hialuronowy, ekstrakt z noni, kwas laktobionowy, kwas mlekowy (w niewielkich stężeniach).
Podsumowując: to naprawdę dobry produkt w dobrej cenie. Serdecznie polecam Wam przetestowanie go jeśli wasza skóra wygląda na zmęczoną czy zaczyna być na niej widać znak czasu. Sama z chęcią sięgnę po niego ponownie :)





środa, 16 lipca 2014

Under Twenty | Multifunkcyjny krem antybakteryjny BB lekki krem + puder


Dziś o produkcie, który szybko podbił blogosferę. Naczytałam się na jego temat mnóstwo pozytywnych opinii i kupiłam go bez chwili zastanowienia pod koniec ubiegłego lata. Najwyższa pora napisać kilka słów na jego temat.


Na początku warto zaznaczyć co obiecuje nam producent: nawilżenie, matowienie, wygładzenie skóry, krycie oraz naturalny wygląd. Jak obietnice mają się do rzeczywistości w przypadku mojej mieszanej skóry?  Muszę przyznać że nie jestem już under twenty a w połowie drogi do trzydziestki.
Zupełnie nie podoba mi się opakowanie tego kosmetyku, dodatkowo ciężko je się otwiera. Sam krem ma bardzo jasny kolor. Raczej neutralny, brak w nim różowych tonów. Konsystencja jest dosyć konkretna niczym porządny krem nawilżający, lekko tłusta. Pozostawia on uczucie komfortu na skórze, nie wysusza, wręcz jestem w stanie zgodzić się z producentem jeśli chodzi o obietnicę nawilżenia. Jednak jeśli chodzi o matowienie mocno polemizowałabym... Skóra po użyciu tego kremu prezentuje się pięknie dzięki rozświetleniu jaki ten produkt zostawia i przyznam szczerze, że osobiście poleciłaby ten produkt dla posiadaczek cery suchej. W moim przypadku po aplikacji tego produktu skóra chłonie puder matujący niczym gąbka. A mimo matowienia skóra szybko zaczyna się błyszczeć na nowo. Żeby zachować mat na nosie musiałabym matowić skórę co godzinę. Przegięcie. Powiem również, że po kilku aplikacjach go sobie odpuściłam i postanowiłam przetestować go zimą. I zimą było to samo. Niezdrowe świecenie w strefie T pojawiało się w zastraszająco szybkim tempie. Jeśli chodzi o krycie również nie jest dobrze. Wiem, że nie jest to podkład i nie wymagam od niego bógwieczego jednak poziom krycia jaki zaoferował nam producent to stanowczo za mało gdy borykacie się z niedoskonałościami. W moim przypadku źle nie jest ale osoby z bardziej problematyczną skórą będą potrzebować porządnego korektora.
Kolejnym minusem jest trwałość tego produktu. Jest żenująca. Ze względu na swoją tłustawą konsystencję bardzo szybko ściera się z twarzy, dodatkowo gdy dotkniecie skórę opuszką palca produkt potrafi na niej pozostać zostawiając na skórze uroczą plamę.
Przyznam szczerze, że nie jestem z tego produktu zadowolona. Wydaje mi się, że mógłby się sprawdzić w przypadku nieproblematycznej skóry suchej. Jednak w moim przypadku niestety nie spisał się zupełnie.
Jeśli chodzi o lekki krem tonujący na lato pozostanę przy kremie BB z Miss Sporty [KLIK], który sprawdza się u mnie dużo lepiej.


Jestem bardzo ciekawa czy używałyście tego produktu. Może u Was spisał się lepiej? Jaki drogeryjny krem tonujący polecacie?

wtorek, 15 lipca 2014

Himalaya Herbals | Cocoa Butter Lip Balm | Balsam do ust intensywnie nawilżający

Jakiś czas temu odwiedziłam trzy Rossmany w poszukiwaniu pomadki z Alterry. Za którą zresztą niekoniecznie przepadam, ale miałam szczerą chęć by dać jej szansę po raz kolejny. Oczywiście w każdym sklepie zastałam tylko plakietkę i puste miejsce. No cóż, może to było przeznaczenie. Na przypadkowych zakupach w Realu do koszyka wpadła mi pomadka Himalaya Herbals która skusiła mnie swoim świetnym składem, zawartością masła kakaowego i niską ceną - 5 zł. 


Estetyka opakowania nie jest zła, dodatkowo samo opakowanie jest trwałe. Pomadka dodatkowo zapakowana była w kartonowy blister, dzięki czemu mamy pewność, że produkt nie był wcześniej otwierany.
Konsystencja tego balsamu jest dziwna. Sztyft jest stosunkowo twardy jednak dobrze aplikuje się go na usta. Nie nabłyszcza ust, przypomina mi raczej matowe pomadki. Jest dosyć specyficzny. Przyznam szczerze, że taki efekt byłby świetny również w przypadku produktów dla... mężczyzn.
Zapach jest bardzo przyjemny. Lekko kakaowy, lekko ciasteczkowy. Smak ma neutralny.
Według obietnic producenta składniki zawarte w tym kosmetyku mają zabobiegać wysychaniu, pierzchnięciu i pękaniu warg. No i oczywiście intensywnie nawilżać. Przyznam szczerze, że Tisane czy Carmex to to nie jest. Ale jeśli chodzi o produkt codziennego użytku spisuje się u mnie całkiem przyzwoicie - delikatnie, doraźnie nawilżając usta. Niczym szczególnym się nie wyróżnia ale też nie jestem w stanie wytknąć jej jakichś rażących minusów.
Przyznaję, że gdy mi się skończy rozważę zakup kolejnego opakowania, głównie ze względu na piękny zapach.



Skład:
Ricinus Communis Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Beeswax, Stearyl Behenate, Hydrogenated Castor Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Flavor, Tocopherol, Garcinia Indica Seed Butter, Magnifera Indica Seed Butter, Shorea Robusta Seed Butter, Hexyl Cinnamal, Limonene, Benzyl Benzoate.

Stosowałyście ją? Jakie są wasze ulubione pomadki ochronne?

poniedziałek, 14 lipca 2014

Garnier | Ultra Doux | Szampon oczyszczający cytryna glinka biała


Szampon to jeden z tych produktów kosmetycznych, który kupuję bez większego zastanowienia. Ma myć, ładnie pachnieć i nie robić krzywdy skórze głowy. Dziś o produkcie z Garniera, który skusił mnie zawartością zielonej glinki czyli Ultra Doux - Szampon oczyszczający.


Muszę przyznać, że bardzo podobają mi się opakowania kosmetyków w tej serii ze szczególnym uwzględnieniem tłoczenia w kształcie listka. Jednak sam szampon źle się przez nie otwiera i łatwo połamać na nim paznokcie.
Niestety działanie tego produktu mnie nie zachwyciło głównie ze względu na fakt, że ten szampon wysuszył mi skórę głowy przy systematycznym, codziennym używaniu. Po kilku dniach pojawił się bardzo lekki łupież, którego udało mi się szybko pozbyć po jednorazowym, całonocnym olejowaniu skóry głowy. Używany co 2, 3 dni jest dużo łaskawszy dla mojego skalpu.
Sam szampon bardzo dobrze się pieni przez co jest wydajny. Ma ładny lekko cytrusowy zapach. Moje włosy z natury bardzo się plączą więc i tak niezbędna jest mi odżywka do spłukiwania. Jednak z pewnością nie plącze ich tak jak robią to tanie, ziołowe szampony oczyszczające. Po użyciu włosy nie są przylizane, chociaż brak też odbicia - jednak nie jest to kosmetyk typu volume, więc nie wymagam od niego cudów.  Jest tani i ogólnodostępny w drogeriach i marketach.
Podsumowując: nie jest to produkt, który zachwyca ani kosmetyk, który mocno bym Wam odradzała. Kolejny średni szampon w niskiej cenie na który powinny uważać osoby ze skórą głowy skłonną do przesuszania.


A Wy jakiego szamponu aktualnie używacie? :)