Honolulu by W7

Dziś o produkcie którego fenomenu pojąć nie umiem.

Honolulu opakowanie ma ciekawe, widać dużą inspirację produktami Benefit. I jak dla mnie to chyba jedyny plus dla tego kosmetyku.

Kolor opisywany jako idealny dla każdego, chłodny, bez nut pomarańczu... Serio? Bronzer Honolulu jest bardzo ciemny. Bardzo. Może nie pomarańczowy ale ziemisty. Na skórze wygląda po prostu źle i nienaturalnie.

Jakościowo produktu również pupy nie urywa. Tworzy placki, plamy, trudno go rozetrzeć. Trudno też nabrać odpowiednią ilość na pędzel, nałożyć go w niewielkiej ilości i 'dokładać' w celu zintensyfikowania koloru.

Nadmienię, że z bronzerów korzystam od paru lat, nie jest to pierwszy tego typu produkt jaki dane mi było używać.



Tutaj porównanie koloru Honolulu do mojego ukochanego bronzera z Catrice LE Cucuba. Różnica moim zdaniem jest kolosalna. Na dużą niekorzyść produktu z W7.

Przyznam, że dawno na żadnym produkcie aż tak się nie zawiodłam.

You May Also Like

5 komentarze

  1. Pożyczyłam go parę razy od siostry i w sumie nawet mi się spodobał:) Ja z bronzerami dopiero się poznaję, jednak na pierwszy ogień kupiłam Bahamkę i na razie mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor to już kwestia indywidualna, moja skóra jest kapryśna jeśli chodzi o kolorystykę. I podejrzewam, że Bahama też by mi nie pasowała. A szkoda jak w okół tyle zachwytów :)

      Usuń
  2. O kurczę! A ja chciałam go kupić... :) Mimo wszystko te parę zł nie zaszkodzi wydać, a skoro mówisz, że masz kapryśną skórę... Może moja taka kapryśna nie będzie :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. przy pierwszych użyciach byłam nim zachwycona, potem coś mi zaczęło w nim nie pasować:) Teraz mam koszmarny bronzer, który w ramach projektu Make A Dent staram się zużywać i w porównaniu z nim honolulu to cudo :D

    OdpowiedzUsuń