środa, 16 kwietnia 2014

Lirene Dermoprogram Natural Look 2w1 fluid+baza

Lirene Dermoprogram  Natural Look 2w1 fluid+baza
Na zakup podkładu marki Lirene skusiłam się ze względu na ogrom pozytywnych opinii na jego temat.


Jakiś czas temu w CND w Rossmanie udało mi się trafić na najjaśniejszy odcień 404 Ivory. I od koloru zacznę recenzję. Nie wiem dlaczego rodzimi producenci raczą nas diabelnie ciemnymi podkładami. Większość najjaśniejszych podkładów jestem w stanie używać tylko i wyłącznie w miesiącach letnich gdy mocno się opalę. Czego generalnie nie robię. I co mija się z sensem, bo w upały typowe podkłady nie sprawdzają się. Lirene wypuściło podkład w odcieniu na tyle jasnym, że mogłam używać go zimną. Podkład ma odcień neutralny wpadający w chłodny (co nie do końca mi osobiście odpowiada). No i tutaj zakończą się plusy tego produktu.
Podkład ten posiada lekko musową konsystencję. I wszelkie wady, jakie podkład może posiadać:
- łatwo osiągnąć na skórze efekt maski, mimo to...
- jego krycie jest przeciętne,
- podkreśla rozszerzone pory,
- łatwo się ściera,
- robi 'ciasto' na twarzy,
- skóra po jego użyciu szybo zaczyna się błyszczeć.



Z pewnością nie sięgnę po niego ponownie. I szczerze zdziwiona jestem zachowaniem tego produktu na mojej skórze, bo ostatni raz taką 'masakrę' uzyskałam za czasów nastoletnich tanim podkładem Miss Sporty. 
Odniosę się też do obietnic producenta, czyli tej nieszczęsnej bazy w nazwie produktu. Baza ma przygotować skórę pod podkład i wydłużyć jego trwałość. Tutaj nie zaobserwowałam nawet zbliżonego efektu.
Szkoda. W tej samej cenie (28 zł) możemy kupić świetny podkład marki Catrice - Photo finish.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Ziaja Sopot Spa Peeling GOMMAGE

Ziaja Sopot Spa Peeling GOMMAGE
Dziś o kosmetyku, który po raz pierwszy w mojej łazience pojawił się w ponad 5 lat temu. Byłam z niego bardzo zadowolona, jednak z powodu średniej dostępności (późno przekonałam się do zakupów internetowych ;)) odszedł w niepamięć. Podczas ostatnich zakupów w aptece Gemini na nowo wpadł mi w oczy i postanowiłam kupić go ponownie by skonfrontować wspomnienia z rzeczywistością.



Peelingi typu gommage są bardzo słabo dostępne na rynku. Informacji na temat tego typu zdzieraków w sieci też niewiele. Tego typu produkty to niejako połączenie peelingu enzymatycznego i standardowego peelingu mechanicznego. Nakłada się ja na skórę grubszą warstwą, a po kilku minutach ściera zaschniętą warstwę.

Produkt marki Ziaja jest szalenie delikatny. Idealnie sprawdzi się dla skór podrażnionych czy naczyniowych. Efekt po użyciu kosmetyku jest widoczny, ale subtelny. Z pewnością osoby, które używają mocnych mechanicznych peelingów i efekt mocnego oczyszczenia sobie cenią nie będą z niego zadowolone. Jednak doskonale sprawdzi się on jako uzupełnienie pielęgnacji. Używam go dwa razy w tygodniu, raz w tygodniu sięgając po korund (lub inny mocny zdzierak). Mam skórę skłonną do zapychania, która peelingi wprost uwielbia.
Po produkt Ziaji sięgam nawet przed wykonaniem makijażu ponieważ nie powoduje jakichkolwiek podrażnień czy najmniejszego zaczerwienienia. A delikatnie wygładza i lekko nawilża skórę.
Peeling ma zapach charakterystyczny dla serii Sopot Spa, czyli morsko-jabłkowy (przynajmniej według mojego nosa ;)) i gęstą konsystencję. Po starciu go z buzi trzeba ją przemyć wodą.

Na zdjęciu widoczne paprochy, które tworzą się przy pocieraniu.

Muszę przyznać, że nie zawiodłam się na tym kosmetyku i z pewnością sięgnę po kolejne opakowania w przyszłości. A Was jak najbardziej zachęcam do jego przetestowania. Za opakowanie o pojemności 60 ml zapłacimy ok. 8 zł.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

MIYO puder ryżowy

MIYO puder ryżowy
Nigdy nie miałam większych problemów z przetłuszczaniem się skóry. Niestety, kuracja Acnedermem, którą przeprowadziłam zimą dała mojej skórze mocno w kość. Mimo nawilżania i natłuszczania bardzo mocno się odwodniła co zapoczątkowało nadmierne przetłuszczanie z którym nie mogłam sobie poradzić. O ile wcześniej makijaż trzymał mi się na twarzy od rana do wieczora z jedną poprawką w międzyczasie, tak ostatnio co godzinę zmuszona byłam korzystać z chusteczki żeby zebrać nadmiar sebum. Koszmar. 
W trakcie poszukiwań dobrego produktu matującego wpadł mi w oko puder ryżowy marki MIYO, który też zakupiłam, użytkuję i z którego recenzją w dniu dzisiejszym do Was przychodzę.


Opakowanie produktu może nie wygląda rewelacyjnie ale nie uległo żadnemu uszczerbkowi. Puder ma kolor biały i nie nadaje się niestety do aplikacji puszkiem ponieważ zdarza mu się bielić skórę, jeśli nałożymy go zbyt dużo. Lepiej więc dla transparentnego efektu wklepać go w skórę przy pomocy pędzla. 
No i najważniejsze - działanie. Produkt ten pomaga utrzymać w ryzach tłustą skórę. W przypadku nadprodukcji sebum nie zapewni niestety wielogodzinnego matu, ale w moim przypadku wydłużał go nawet do dwóch, trzech godzin co okazało się być dla mnie satysfakcjonujące. 
Moja skóra doszła już do siebie i nie potrzebuje mocnego matu, więc na chwilę obecną spokojnie mogłabym wrócić do poprzednio używanych pudrów, jednak zostanę mu wierna, ponieważ wydłuża on również trwałość makijażu nie wysuszając skóry. Jednak zaznaczę, że mat, jaki ten produkt daje jest dosyć płaski, co niekoniecznie może spodobać się osobom, które cenią sobie naturalny wygląd skóry. Ja omiatam ją po prostu dodatkowo świetnymi kulkami z KOBO [KLIK]


Puder możemy dostać wszędzie tam, gdzie kosmetyki MIYO w cenie 10.49 zł za 9 gramów produktu.



środa, 9 kwietnia 2014

UWAGA! Ziaja Med, Kuracja dermatologiczna z wit. C + HA/P, Krem nawilżający na dzień, SPF 6.

UWAGA! Ziaja Med, Kuracja dermatologiczna z wit. C + HA/P, Krem nawilżający na dzień, SPF 6.
Mając lat naście marzyłam o 18 urodzinach. Doczekałam się, a potem czas zaczął lecieć w zastraszającym tempie. Dlatego też dużą uwagę przykładam do wyboru produktów pielęgnacyjnych.
Dobrze znam właściwości witaminy C w pielęgnacji skóry. Głównymi jej właściwościami są synteza kolagenu i zwalczanie wolnych rodników.
Kilkanaście miesięcy temu pierwszy raz zdecydowałam się zastosować wit. C w mojej pielęgnacji. Zaczęłam od dostępnego w aptekach Juvitu C czyli kropelek dla dzieci na glicerynie. Mieszałam go z wit. E, również z postaci dziecięcych kropel.  Niestety, taka mieszanka okazała się być dla skóry stanowczo za ciężka więc szybko ją porzuciłam, decydując się na samorobione serum z wit. C. Mimo niewielkiego stężenia powodowało u mnie nieznośne pieczenie skóry, więc równie szybko odeszło w niełaskę.

Koniec końców, chcąc dać witaminie szansę, zdecydowałam się na produkt marki Ziaja Med, a dokładnie kurację dermatologiczną z witaminą C + HA/P w wersji kremu nawilżającego na dzień z niską ochroną przewsłoneczną SPF 6.





Piszę do Was mimo, że zużyłam dopiero niespełna pół opakowania tego kremu, bo mimo, że pokładałam w nim naprawdę wielką nadzieję, niestety nie spisuje się on u mnie dobrze.

Robiłam do tego kremu dwa podejścia. Za każdym razem zaobserwowałam dwa te same niepokojące mnie objawy, przez które resztę kosmetyku zużyję do szyi i dekoltu.
  1. Krem podrażnia mi oczy. Wszystkie kremy nakładam z rozmachem, również z okolice oczu. Dlatego pierwsza przygoda z kremem zakończyła się potokiem łez i czerwonymi oczami. W przypadku kolejnych użyć omijałam okolice oczu mimo to objawy były podobne, lecz mniej intensywne. Nadmienię, że od baaardzo dawno nie miałam podobnych problemów z żadnym produktem.
  2. Krem podrażnia mi usta. Po kilku dniach stosowania kremu pojawia się u mnie pieczenie warg. Pieczenie zmieniające się w opuchliznę. Za pierwszym razem byłam pewna że dopadła mnie opryszczka, więc ratowałam się Hascovirem. Mimo smarowania ust urósł mi na nich wielki bąbel. Jednak nie była to opryszczka a opuchnięcie, które w ciągu dnia ustąpiło. Sytuacja się powtarzała kilkukrotnie, dopóki nie skojarzyłam problemu ze stosowaniem kremu.

Nie jestem uczulona na witaminę C w formie doustnej. Tabletki nie robią mi żadnej krzywdy. Nie wiem też, czy zaobserwowane przeze mnie objawy dotyczą tejże witaminy czy innego składnika kremu.

Poza przykrymi niespodziankami krem działa. Bardzo wygładza moją skórę, wydaje się być promienna, niczym po użyciu porządnej maseczki. Utrzymuje nawilżenie, jednak nie radzi sobie z mocno przesuszoną skórą. Producent utrzymuje, że postawić wit. C w produkcie jest stabilna. Ja jednak trzymam go w ciemnym miejscu w kartoniku.
Krem ma estetyczne opakowanie i niezbyt wysoką cenę ok. 15 zł za standardową pojemność 50ml. Konsystencja jest dosyć konkretna, jak na kremu Ziaji przystało, jednak wchłania się do matu w ciągu kilku-kilkunastu minut. Nadaje się pod makijaż.

Piszę tą ‘recenzję’, żeby osoby, które źle reagowały na składniki kosmetyków wzięły pod uwagę fakt, że może (ale nie musi!) zgotować Wam przykre niespodzianki. Zaznaczam, że istnieje też możliwość, że będziecie z niego bardzo zadowolone, jak spora część dziewczyn oceniających go w wizażowym KWC.

Nie oceniam go jednoznacznie jako bubel i nie zniechęcam Was od zakupu. Bo sam efekt mi jak najbardziej odpowiada i okazał się być satysfakcjonujący. Dodatkowo jest to tani kosmetyk, a większość kosmetyków w zawartością wit. C ma stosunkowo wysokie ceny.

Używałyście tego produktu? Jakie macie o nim zdanie?

piątek, 4 kwietnia 2014

Marion, Natura Silk, Jedwabna kuracja do włosów farbowanych.

Marion, Natura Silk, Jedwabna kuracja do włosów farbowanych.
Nie jestem włosomaniaczką. Jednak właśnie dzięki takim dziewczynom po bardziej i mniej udanych próbach udało mi się skompletować moją pielęgnację w najbardziej optymalny sposób.
Od bardzo dawna zabezpieczam końcówki produktami z silikonem. Dziś kilka słów o Kuracji jedwabnej marki Marion.
15ml tego produktu kosztuje około 5 zł. Dostępny jest między innymi w Naturach. Mi udało upolować się trzy sztuki w oszałamiającej cenie 1 zł (były dodawane do farb do włosów).

Estetyka opakowania nie przemawia do mnie do końca, jednak wielkim plusem jest bezawaryjna pompka, która dozuje odpowiednią ilość produktu. Sam 'jedwab' ma typową dla tego typu produktów konsystencję. Kolejnym, niewątpliwym plusem, jest fakt, ze nie obciąża on włosów. Od kiedy włosy mam w gorszej formie ( w tragicznej formie, zamęczyłam je rozjaśnianiem) zdarza mi się aplikować nawet trzy pompki. Dzięki temu włosy są gładkie, bardzo łatwe w rozczesywanie, ale bez wpływu na ich przetłuszczanie.
Kosmetyk ma przyjemny, 'fryzjerski' zapach. Jest bardzo wydajny.

Kolejne opakowanie już czeka w zapasie. Gdy skończy myślę, że przetestuję osławiony jedwab Green Pharmacy ale do tego kosmetyku chętnie powrócę.

Próbowałyście ten produkt? Używacie podobnych kosmetyków?

Jako bonus zdjęcie włosów ;)


Copyright © 2016 KOSMETYKOHOLICZKA , Blogger