niedziela, 24 czerwca 2012

Alterra, nawilżane chusteczki oczyszczające do skóry suchej i wrażliwej

Nie przepadam raczej za wynalazkami do demakijażu. Wszelkie chusteczki czy płatki raczej omijam szerokim łukiem, bo po kilku takich zakupach doszłam do wniosku, że po prostu nie nadają się po porządnego demakijażu a używane codziennie zazwyczaj wychodzą dużo drożej niż normalny kosmetyk.
Jednak gdy na nasz rynek wyszła Alterra postanowiłam się na ich chusteczki do demakijażu skusić.

Producent w estetycznym opakowaniu  za niewielkie pieniądze (max. 4zł?) oferuje nam 25 chusteczek.
Chusteczki są świetne jakościowo. Odpowiednio duże, dosyć grube (nie rwą się), mięsiste, ich faktura ułatwia oczyszczanie. Dodatkowo są odpowiednio nasączone, wręcz mokre. Minusem może być to,że zdarza im się lekko spienić na twarzy.
Właściwości oczyszczające? Naprawdę przyzwoite. Chusteczki są w stenie zmyć tusz, cienie i żelowy liner. Jednak wymaga to trochę czasu i tarcia więc jako opcja codzienna niestety odpadają. Ale w wyjątkowych sytuacjach (lenistwo, choroba, wypady czy dobra impreza;) są niezawodne. To już moje kolejne opakowanie i nie zamierzam ich zmieniać.
Skład krótki i naturalny. Polecam z całego serca.








piątek, 22 czerwca 2012

Ziaja, Oliwkowa, Naturalny płyn micelarny. Kolejny zawód...

Mam mieszany stosunek do firmy Ziaja. Mimo, ze zachwycałam się nią w latach mojej młodości, teraz coraz rzadziej decyduję się na zakup ich produktów. Ceny zaczynają dorównywać innym markom, produkty nie są aż tak atrakcyjne, a działanie na mojej skórze pozostawia wiele do życzenia. Jednak ostatnio skusiłam się na Ziaja, Oliwkowa, Naturalny płyn micelarny. Za 200ml zapłaciłam niespełna 9zł.

W przeszłości miałam wątpliwą przyjemność używać płynu z serii Sopot Spa oraz Jaśmin. Z żadnego nie byłam zadowolona. Powodowały u mnie nie pieczenie skóry twarzy i podrażnienie oczu. Dodatkowo właściwości oczyszczające najlepsze nie były również. No ale, postanowiłam dać szansę kolejnemu dziecku firmy Ziaja i...

Od początku. Płyn na bardzo ładne, zielone opakowanie. Cieszy ono moje oczy. Zatyczka jest całkiem solidna, nic się nie połamało przy codziennym użytkowaniu. Płyn łatwo się otwiera - nie ma obawy o paznokcie. Kosmetyk określiłabym jako bezzapachowy, ja przynajmniej nie wyczuwam w nim żadnej konkretnej nuty zapachowej.
Działanie?
Producent obiecuje nam oczyszczanie twarzy i demakijaż oczu. Obiecuje. I obietnic nie spełnia. Działanie płynu określiłabym jako słabej jakości tonik. Zmywanie nim tuszu trwa wieczność, a i tak nie możemy spodziewać się idealnie czystych oczu. Z podkładem również radzi sobie średnio. Jako plus (chociaż co to plus...) zaznaczę, że nie zrobił mojej skórze krzywdy jak jego poprzednicy. Moim zdaniem jest to produkt nie warty zachodu. Wolałabym tych kilka złotych przeznaczyć na kilogram truskawek ;)






wtorek, 19 czerwca 2012

Lilabelle, Kate Moss

Kate Moss, Lilabelle

KWC:

Kate Moss prezentuje zapach dla nieco młodszych odbiorców niż jej poprzednie edycje perfum. Nowy zapach Kate Lilabelle przeznaczony jest dla dziewcząt, które dopiero uczą się, jak być kobietą i kobiet, które czują się jak młode dziewczyny.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: mandarynka, frezja, osmantus
nuta serca: lilia, jaśmin, frangipani
nuta bazy: ambra, heliotrop, drzewo sandałowe, piżmo


Nie jestem fanką zapachów Kate Moss. Nie jestem też fanką samej Kate. Ale przyznaję, gdy w okolicy świąt w Rossmanie dojrzałam kartonik Lilabelle byłam zdziwiona. Kokainowa Kasia zaserwowała nam coś różowego. Coś co teoretycznie w ogóle do niej nie pasuje. Ale rzuca się w oczy. Po przyjściu do domu przeczytałam opinie w internecie. Nie były najgorsze. Cena perfum też nie przerażała 50zł za 30ml. Zdecydowałam się na zakup. Zakup w ciemno - nie był dostępny tester.
I tym sposobem  Lilabelle towarzyszy mi w codziennym  życiu. Lilabelle pachnie kobietą. Ale nie modelką z problemami. Pachnie ciepło, kobieco, wiosennie. Nie spodziewałam się tego.  Ale jestem miło zaskoczona. Na pewno zdecyduję się w dalszej przyszłości na kolejny flakon.
A co do flakonu:  jest dziewczęcy, estetyczny, uroczy, mnie osobiście zachwyca grawer na korku.
Trwałość przyzwoita.




niedziela, 17 czerwca 2012

Curious, Britney Spears.

Dziś kilka słów o perfumach Curious Britney Spears.

KWC:
Jest to nowoczesny, kwiatowy zapach adresowany dla mlodych, spontanicznych, ciekawych życia i odważnych kobiet. Nowoczesna kompozycja zapachu Curious odzwierciedla pełną ekspresji twórczość piosenkarki. Kwiatowe nuty zapachowe w nim zawarte jak każdy nowy przebój Britney gwarantują pewny hit !

Nuty zapachowe:
nuta głowy: luizjańska magnolia, gruszka, kwiat lotosu
nuta serca: wanilia, drzewo sandałowe
nuta bazy: tuberoza, jaśmin, różowy cyklamen


Nie jestem wielką fanką zapachów gwiazd. Bo zazwyczaj wszystkie wydają mi się być robione na jedno kopyto. Dodatkowo ceny też nie są zachęcające (15ml za 50zł? Litości). 
Curious pierwszy raz miałam przyjemność powąchać w jakiejś wypasionej perfumerii w Budapeszcie. Miałam wtedy 17 lat i zakochałam się. Byłam nawet gotowa zakupić flachę bo cena była znośna, ale powstrzymałam się.  Posiadaczką flaszki stałam się przypadkiem (ot, siostra miała mi kupić Amor Amor Cacharel ale zbrakło i na szybko pytała się mnie czy Britni może być. Mogła.  (30ml 10funtów)

Nie podoba mi się opakowanie. Ale nie ukrywam, mając naście lat to ono przyciągnęło mój wzrok. Jest tandetne, niebieskie, miało jeszcze zawieszkę z różowymi serduszkami z plastiku, ale zaliczyła kosz.
A sam zapach? Zapach ma coś w sobie z pudrowości. Ale nie do końca. Wydaje się słodki. Ale to też nie to.  Jednak połączenie słodyczy i pudru z jakimiś niezidentyfikowanymi dla mnie - laika nutami, daje bardzo przyjemne połączenie dla mojego nosa. Nie jest to mój zapach codzienny, bo w nadmiernej ilości zaczyna mnie męczyć, ale od czasu do czasu sięgam po niego z przyjemnością.  Jest dosyć trwały. Na drugi dzień wyczuwam zapach na szaliku.

W mojej sztuce przy psikaczu, pod korkiem zdarła się nieestetycznie farba. 



czwartek, 14 czerwca 2012

Co mnie zachwyca? Mydło węglowe - Mydlarnia Tuli.

Miesiąc temu skusiłam się w końcu za zamówienie z osławionej już Mydlarni Tuli. Dotarło do mnie sześć mydełek, z czego jedno oddałam w dobre ręce. A sama zaczęłam testować w pierwszej kolejności Mydło węglowe
Używałam go do mycia twarzy. Mini kostka wystarczyła mi na 3 tygodnie codziennego użytkowania 1-2 razy dziennie. 
Mała kostka kosztuje zaledwie 4zł (ok.35g), duża 10zł (90-100g).
Producent obiecuje nam silne działanie oczyszczające, oczyszczanie porów, usuwanie toksyn, zanieczyszczeń. Ma łagodzić podrażnienia, przyśpieszać gojenie. Ma działać przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, przeciw-wirusowo. Ma również rozjaśniać skórę.
Mimo, że początkowo nie przejawiałam dużego zaufania do mycia twarzy mydłem, jestem zachwycona i oczarowana. Przyznaję, wcześniej używałam do mycia delikatnych żeli bez SLSów. Wszelkie mocne zele do mycia skóry zawsze pogarszały stan mojej skóry, więc dystans miałam duży. Jednak na chwilę obecną jestem w stanie zgodzić się z producentem: mydło gruntownie oczyszcza moją skórę, poprawia jej kondycję, nie powoduje zapchania czy wysuszenia. Zauważyłam gruntowne oczyszczenie porów, co jest niewątpliwym plusem. Nie zauważyłam rozjaśnienia skóry -być może wina lezy po stronie zbyt krótkiego użytkowania. Nie używałam go również do ciała czy włosów, więc nie jestem się w stanie wypowiedzieć na ten temat. Samo mydło jest dosyć wydajne, ma gęstą, na początku szarawą pianę i mydlany zapach.
Na chwilę obecną to najlepszy kosmetyk oczyszczający jaki miałam przyjemność używać do mycia twarzy do tej pory i na pewno skuszę się na kolejną kostkę.
A Wam serdecznie je polecam.