wtorek, 25 kwietnia 2017

ROSSMANN. Promocje, zakupy, spostrzeżenia.

Rossmann. Zło wcielone. Jedna z lepiej dostępnych w całym kraju drogerii gdzie można bez większego problemu zostawić część wypłaty bo zawsze znajdzie się coś do kupienia. Rossmann po raz kolejny zaproponował nam swoją promocję -49%. Ba, dodatkowe 6% rabatu dla uczestników swojego klubu. Mowa oczywiście o kosmetykach kolorowych chociaż wielkimi krokami nadchodzi również 2+2 na pielęgnację twarzy (pod koniec maja). Aczkolwiek skupię się dziś na tej pierwszej bo snucie domysłów nie należy do moich ulubionych czynności.

Przyznam szczerze, że jak rzuciłam się jak głupia na pierwsze edycje tak teraz wykonując rachunek zysków i strat stwierdziłam, że kolorówki kupować w Rossmannie się po prostu... nie opłaca. Bo mimo, że milion procent taniej brzmi dumnie tak typowe marki drogeryjne (Maybelline, Rimmel, Bourjois, L'Oreal) mają na chwilę obecną tak wywindowane ceny regularne (pomijam podwyżki przedpromocyjne milczeniem), że bez większego problemu kupię wszystko w cenach zbliżonych lub wręcz tańszych online (z kosztem dostawy łącznie).

Wiem, że zakupy przez sieć mają swoje minusy - czas oczekiwania, pan kurier pukający do drzwi gdy Was nie ma, koszty przesyłki. Tylko, że te zakupy możemy robić na spokojnie leżąc w łóżku nie zastanawiając się dostając oczopląsu przed sklepową półką. Tak, wiem, Rossmann posiada sklep internetowy co jest opcją ciekawą (praktykuję na co dzień) jednak w czasie promocji niestety stan magazynowy nie do końca zgadza się z faktycznym i często pojawiają się braki. Plusem jednak dla drogerii jest fakt, że przedpłacone środki zwracają na konto błyskawicznie (u mnie na następny dzień).

Z kosmetyków kolorowych teoretycznie tego typu rabaty są doskonałą okazją na zakup marek własnych (Wibo, Lovely). Teoretycznie. Bo często ceny niepostrzeżenie idą w górę na parę dni 'przed'. Do tego obie te marki w pewnym momencie zaczęły czerpać mocne inspiracje topowymi kosmetykami na rynku i poniosły ceny do takich trochę... absurdalnych. Paleta cieni Wibo za 42 zł, serio?

Z 'kolorowej' oferty promocji Rossmanna mnie osobiście interesują głównie kategorie typowo pielęgnacyjne. Rabat na produkty ochronne do ust, odżywki do paznokci czy... zmywacze - tutaj połowa ceny zazwyczaj okazuje się być na tyle kusząca i okazyjna, że mam skrupułów przed karmieniem mojego wewnętrznego kosmetycznego chomika....



Moje łupy z -55%. Trzy butle zmywacza Isany. Najlepszy z najlepszych. Blistex - taniej kupić go się nie da. Podobnie mój ulubiony Insta Dri - w cenie niższej niż gdzie indziej. I zachciewajka w postaci masełka do usta Isana.

I jeszcze jedna kwestia, która śmieszy mnie niesamowicie. Poszłam rano do drogerii a tam tłum bab! Czyli stawianie się ponad ludźmi czekającymi na możliwość zakupów gdy stoi się w środku tego całego zamieszania na równi z tymi babami które 'rzuciły' się na promocję. Czytając w sieci takie opowieści tylko się uśmiecham i dziwię. Ale to ja ;)

Kwestię macania, otwierania pełnowymiarowych kosmetyków, testowania ich na skórze pominę. Wierzcie lub nie - jest to nagminne a ilość ludzi przed półką na raz tylko wydaje się potęgować to wrażenie.

Tak ze swojej strony nie pozostanie mi nic innego jak tylko współczuć pracownikom sieciówki intensywnego tygodnia i życzyć im zasłużonego odpoczynku po :) A kupującym zdrowego rozsądku. Mówię to ja - kosmetykoholiczka.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Dla leni | LIRENE | Egzotyczna orchidea | Wygładzający balsam pod prysznic

Dziś o pielęgnacyjnej alternatywie dla leniuchów (lub ludzi zmęczonych życiem ;)).


Balsam zapakowany jest w estetyczną tubę. Zawiera 200 ml produktu, cena regularna wynosi ok. 15 zł aczkolwiek widziałam go ostatnio w Rossmannie za złotych osiem ;)

Nie do końca była przekonana do tego typu kosmetyków i przyznam się bez bicia że to pierwszy tego typu typowo nawilżający produkt do zmywania jaki posiadam. Nie pierwszy jednak produkt 'pod prysznic' bo dawno temu pisałam Wam o balsamie brązującym tego samego producenta, który sprawdził się u mnie świetnie. Czy z tym było podobnie? No... niekoniecznie.

Balsam posiada bardzo przyjemną, treściwą chociaż nie tłustą formułę dzięki czemu gładko sunie po skórze. Jest jednak dość niewydajny (albo ja nakładałam go za dużo bojąc się małego efektu pielęgnacyjnego). No właśnie. Działanie pielęgnacyjne. Szału nie ma. Ja nie byłabym wstanie stosować tego typu specyfiku codziennie zamiast standardowego balsamu bo moja skóra szybko włączyła by tryb buntu. Ale... w dni lenia (lub w dni, w które padałam na pysk) gdy alternatywą było lekkie nawilżenie i szybki powrót do łóżka lub solidne odżywienie i stanie w łazience nakładając jakieś mazidło wybór był dla mnie prosty.





Podejrzewam, że tego typu kosmetyki sprawdzą się u posiadaczek normalnej lub lekko przesuszającej się skóry. I u osób, które nienawidzą smarować się balsamami bo ten w aplikacji jest szybki i przyjemy przy czym nie pozostawia na skórze typowej 'warstwy' a delikatną, ledwie wyczuwalną powłoczkę i... zapach. A egzotyczna orchidea Lirene pachnie bardzo przyjemnie.

Podsumowując. Zużyć zużyłam.  Narzekać nie narzekam aczkolwiek moje przekonanie że balsamy pod prysznic to nie kosmetyki dla mojej bardzo suchej skóry się sprawdziło.


niedziela, 23 kwietnia 2017

Klasyka w dobrym wydaniu i czekoladowy krem | DR IRENA ERIS | PROVOKE | TWIN EYESHADOW Irresistable Nude | POTRÓJNY CIEŃ NA POWIEKI NUDE TRIO EYESHADOW

Dziś słów kilka na temat cieni do powiek marki Provoke. 


Opakowanie kosmetyków Dr Irena Eris Provoke to klasa sama w sobie. Wykonane są z metalicznego lub białego plastiku. Plastiku jakości świetnej. Używałam już cieni tego producenta i mimo, że katowałam je na okrągło opakowanie przy mocnej eksploatacji nie uległo uszczerbku. A zawartość?


DR IRENA ERIS PROVOKE CIENIE PODWÓJNE TWINS SHADOW (65 zł)
Podwójne spiekane cienie możemy używać na sucho i mokro. Mój egzemplarz nosi nazwę Irresistable Nude i zawiera cień w klasycznym odcieniu neutralnego brązu oraz chłodny połyskujący cień wpadający w szarość złamaną srebrem. Cienie  wydają się być dość suche jednak pierwsze wrażenie jest dosyć mylne bo koniec końców dobrze współpracują ze skórą i innymi produktami, rozcierają się nie gubiąc przyzwoitej pigmentacji i wytrzymują na oku cały dzień. Przyznam jednak że używany przeze mnie niegdyś duet w odcieniu Desirable Choco wspominam jednak odrobinę lepiej pod względem formuły - tamte były bardziej kremowe, miały sobie więcej pigmentu i dawały bardziej spektakularny efekt na oku. Aczkolwiek i te używam z przyjemnością i akurat to zestawienie kolorystyczne świetnie nadaje się do szybkich, codziennych makijaży gdzie matowy cień stosuję do podkreślenia załamania a ten połyskujący na całą powiekę. Ot, klasyka w dobrym wydaniu.


DR IRENA ERIS POTRÓJNY CIEŃ NA POWIEKI NUDE TRIO EYESHADOW (79 zł)
Petarda. Innym słowem tego wariantu opisać nie potrafię i zdradzę Wam, że pojawią się one w moich ulubieńcach :) Cienie te po pierwsze wyglądają pięknie w opakowaniu, po drugie - na oku. Najciemniejszy odcień to chłodny, matowy brąz z minimalną ilością złotych maleńkich drobin, które giną na oku więc świetnie nadaje się do podkreślenia załamania i zewnętrznego kącika w przypadku ciemniejszych makijaży. Drugi z ocieni to złoto-miedziany brąz, trzeci ma kolor trudny do opisania - ni to beż ni brąz jednak podbity on jest różem i szarością dając finalnie nieoczywisty jednocześnie bardzo twarzowy odcień. Te cienie są typowo połyskujące, wręcz metaliczne. Szczególnie dobrze wyglądają wklepane w powiekę palcem. Wszystkie trzy odcienie mają niesamowitą pigmentacje, rozcierają się na oku bez najmniejszego problemu i trwają na skórze przez cały dzień. Nie do końca byłam przekonana na połączenia trzech odcieni na jednej wyprasce bo mam niezbyt dobre doświadczenia z mieszaniem się kolorów w momencie ich aplikacji jednak powierzchnia każdego cienia jest na tyle duża, że spokojnie mogę je nabrać na palec o pędzlu nie wspominając.

Z lewej trio, z prawej duo. 

Znacie cienie Provoke? Jak się u Was sprawdzają? Ja mam ochotę wypróbować ich cienie w kremie ale jak na złość, żaden najbliższy mi Rossmann nie ma szafy tej marki:<