środa, 7 grudnia 2016

ZAKUPY | To nie jest dobry czas dla kosmetykoholików ;)

Sezon przedświąteczny oprócz wielu zalet ma też jedną, sporą wadę - wszechobecne promocje ;) Za nami już Black Friday, Dzień Darmowej Dostawy i szereg promocji i wyprzedaży, które atakują zewsząd. Dziś krótkie podsumowanie moich łupów z ostatnich trzech tygodni ;)


    Mikołaj (:D) nigdy nie wie co mi kupić więc jak co roku wskazałam mu obiekt mojego pożądania palcem ;) Wybór padł na obcą mi o tej pory markę Dr.Konopka's a konkretnie Deep Cleansing Face Hot Scrub oraz Cooling Face Mask Pore Refreshing. Oba produkty zdążyłam już użyć i o ile zapowiadają się na moich ulubieńców tak niestety efekty chłodząco-rozgrzewające na jakie liczyłam u mnie są niewyczuwalne. A szkoda. [35 zł z kosztami przesyłki za oba]


   Dzień Darmowej Dostawy. W tym roku skromnie. Skusiły mnie tylko dwa 'sklepy' w tym drogeria Wispol. Dla siebie przygarnęłam sprawdzony szampon do włosów suchych Green Pharmacy [6,21 zł] oraz popularną, nieznaną mi do tej pory maskę drożdżową Babci Agafii [7,99 zł].


   Dzień darmowej dostawy. Część druga i ostatnia, tym razem nieznana mi wcześniej Apteka Mini, która wygrała najniższą ceną interesującego mnie produktu (żel do mycia ciała i włosów Ziajka dla bliskiej mi osoby cierpiącej na AZS). Nie omieszkałam też sięgnąć po coś dla siebie ;) Orzeźwiający peeling do twarzy i ciała Ziaja [4,26 zł] zaciekawił mnie już jakiś czas temu po wypróbowaniu próbki. Niby obecna aura nie sprzyja tego typu aromatom ale akurat obecnie do takich mnie ciągnie więc poszedł już w ruch i jestem z niego zadowolona. Podobnie sytuacja ma się z chłodzącą mgiełką z mentolem i wit.C Ziaja [6,08 zł], która oprócz właściwości tonizujących i odświeżających (aczkolwiek chłodzenia nie czuję) okazała się być świetnym produktem wykończeniowym dla zdejmowania wrażenia 'pudrowości' skóry po wykonaniu makijażu.


   Pojawiłam się również w Auchan i jak to ja, urządziłam sobie spacer po ich dziale kosmetycznym ;) W końcu dorwałam odżywczy krem do rąk Barwa [4,09 zł] na temat którego czytałam ogrom pozytywnych opinii. Spodziewałam się cudów ale cudów nie ma. Jednak to dobry lekki krem codziennego użytku ze względu na szybkie wchłanianie. A jako, że w Biedronce nie udało mi się upolować polecanej mi odżywki BeBeauty postanowiłam sięgnąć po odżywkę marki własnej Auchan z karite i jojoba [3.69 zł]. I z radością stwierdzam, że spisuje się u mnie lepiej, niż droga jak sto nieszczęść odżywka z Matrix, którą również obecnie używam ;)


   Czarny piątek. U mnie przytrafił się wyłącznie w Drogerii Natura, która zaproponowała -50% na wybrane marki, w tym Tołpę. Postanowiłam sięgnąć po świetny krem pod oczy ujędrnianie 40+  . I na koniec CND w Rossmanie - sztyft Dove [7,15 zł].

   Co Wam powiem, to Wam powiem, ale jak na moje możliwości z zakupowymi szaleństwami dałam radę :D

niedziela, 4 grudnia 2016

Szału nie ma | PERFECTA | Moc minerałów | Peeling enzymatyczny z olejkami

  Przez ogrom czasu nie wierzyłam, że peeling enzymatyczny może działać. Żyłam sobie w tym przeświadczeniu (opartym na moich wcześniejszych doświadczeniach) aż do chwili, gdy poznałam peeling enzymatyczny Bandi. Okazało się, że takie produkty także i u mnie mają rację bytu. I po zużyciu trzech butli Bandi z rzędu wyszłam z założenia, że potrzebuję wypróbować coś nowego. Wybór padł na tani i (ponoć) dobry peeling enzymatyczny z Perfecty. Co o nim myślę? Zapraszam na recenzję :)


   Opakowanie jak dla mnie jest szkaradne ;) Zdecydowanie bardziej cenię sobie w tym zakresie prostotę albo bardziej wyszukane grafiki no ale, nie będzie. Tubka wykonana jest z dość miękkiego tworzywa, przez co produkt łatwo wydobyć ze środka. Kosztuje to to w okolicach 10 zł za pojemność 75 ml więc tyle co i nic.

   Zacznę od kwestii mojej ignorancji. Która wyszła mi bokiem. A objawia się ona beznamiętnym kupowaniem kosmetyków bez czytania etykiet (za wyłączeniem pobieżnej analizy składu)  i sposobu użycia ;)  Tym sposobem otrzymałam produkt, który producent zaleca nakładać na całą noc. W przypadku peelingu oczekuję od kosmetyki by działał 'już'. I zupełnie nie widzi mi się nakładanie go zamiast kremu na noc. Bo nocą moim priorytetem jest intensywne nawilżanie i odżywianie skóry a nie jej peelingowanie. Ale dawałam mu szansę nie raz i nie dwa. Aż ktoś mnie kiedyś uświadomił, że w sumie mogę go nałożyć grubszą warstwą na krótszy czas. I przy tej metodzie pozostałam.

   Peeling ten posiada przyjemną, kremową konsystencję. Jego formuła jest na tyle lekka że nałożony w niewielkiej ilości dość szybko się wchłania (jednak nie polecam nakładać go jedną nogą w łóżku ;)). Nałożony warstwą grubą tworzy na skórze przyjemną kołderkę bez uczucia oblepienia i obciążenia.

   Jeśli mowa o działaniu najlepiej jest mi je określić jednym słowem - loteria. I jest to dla mnie największa jego wada, która sprawia, że gdy w końcu się z nim uporam (wydajne to cholerstwo) nie zagości u mnie ponownie. Producent obiecuje nam właściwości kojące i łagodzenie. Jako, że moja skóra ostatnimi czasy jest w ciągłym kryzysie dosyć łatwo jest mi to zweryfikować. I o ile nie pokuszę się tutaj o przyznanie producentowi racji tak mogę stwierdzić, że mi krzywdy nie robi - a to i tak dobry wynik. Do nawilżenia jednak się przyczepię, produkt stosowany na całą noc mojej skóry nie nawilżał niestety wystarczająco.

   Działanie wygładzające i usuwanie martwego naskórka. Niezależnie od metody aplikacji i czasu trzymania tego produktu na skórze raz miałam twarz gładką niczym przysłowiowa pupa niemowlaka, drugim razem nie widziałam w tym aspekcie efektów absolutnie żadnych. A jako, że gości on już u mnie czas dłuższy i użyłam go razy wiele wiem, że zupełnie nie mogę na nim polegać.

Na chwilę obecną na mojej liście 'do kupienia' goszczą peelingi enzymatyczne z Sylveco i Dr.Konopka's. Jednak jeśli nie podołają z podkulonym ogonem wrócę do peelingu Bandi. Czasem zmiany nie są potrzebne ;)

 


piątek, 2 grudnia 2016

Od pierwszego wejrzenia | VICHY Purete Thermale | Upiększający olejek micelarny do demakijażu


 Olejki do demakijażu podbiły nasz rynek. Przyczyny są raczej oczywiste - to jeden z podstawowych kroków coraz bardziej popularnej koreańskiej rutyny dbania o skórę oraz (co ważniejsze) metoda na demakijaż szybka, prosta i przede wszystkim skuteczna. O tym jednak, że nie zawsze jest tak różowo jak być by mogło informowałam Was na blogu już nie raz - jest jeden problem, który sprawia, że większości tego typu kosmetyków mówię zdecydowane nie. Czy Vichy podołał moim oczekiwaniom? Zapraszam na recenzję :)

VICHY Purete Thermale Upiększający olejek micelarny do demakijażu łączy w sobie skuteczność i delikatność technologii micelarnej z odżywczym działaniem olejku z kamelii dla efektu upiększonej skóry. Olejek usuwa nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu.

  Zaczniemy od zewnątrz. Prosta szata graficzna i czysty błękit opakowania sprawiają, że jest ono po prostu piękne. Opakowanie zawiera 125 ml olejku, cena oscyluje w granicach 50 zł. Pompka jest bardzo wygodna mimo, że dozuje niewielką ilość produktu. Ale i niewielka jego ilość potrzebna jest do użycia więc trzy psiknięcia załatwiają sprawę w przypadku pełnego makijażu, jedno, w przypadku potrzeby odświeżenia skóry. Tego typu produkty wydajnością wręcz grzeszą więc 6 miesięcy przydatności od otwarcia to kolejny plus.

  Nie spotkałam się jeszcze z olejkiem, szczególnie myjącym, który miałby problem z usunięciem makijażu. Tak też jest w tym przypadku. Rozpuszcza on makijaż oka i twarzy błyskawicznie dzięki swojej formule. Która jak na olej jest raczej nietłusta, satynowa, bardzo lekka. W kontakcie z wodą zamienia się w delikatną emulsję, którą bez problemu możemy zmyć z twarzy.

  Produkt ten nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Jednocześnie po zmyciu nie jest ona zbyt sucha czy ściągnięta co zdarzało mi się w przypadku tego typu kosmetyków, które oczyszczały... zbyt mocno. Moją bolączką w przypadku olejków jest uczucie wysuszenia i 'piachu' pod powiekami, więc zazwyczaj musiałam omijać okolicę oczu gdy po nie sięgałam. Tu tego problemu nie ma. Ba, to jeden z tych kosmetyków, który faktycznie zapewnia mi komfort po użyciu a o to w moim przypadku trudno bo niestety moja skóra jest nadwrażliwa.  Ot, kosmetyk bez wad.


  Czy mogę Wam go polecić? Mogę. I chcę :) Ja jestem z niego szalenie zadowolona.


niedziela, 27 listopada 2016

BYŁO - JEST projekt denko #5 listopad 2016

Nie spodziewałam się, że kolejny projekt denko pojawi się tak szybko. W ostatnich tygodniach mam jakąś kumulację w zużywaniu kosmetyków. Praktycznie codziennie zostaję z jakimś nowym, pustym opakowaniem w ręku. Przyczyna jest raczej prosta - jak się otwiera (i używa) wszystko na raz nadchodzi moment, gdy to 'wszystko' musi się skończyć ;)


Było: ISANA WODA BRZOZOWA 
Zaczniemy od małego oszustwa. Ostatnia porcja tejże wcierki wylądowała w opakowaniu zastępczym (bo z tej wielkiej butli używać jej się nie da) a w tej zawitały pustki. To dobry produkt. Używany systematycznie spowodował u mnie wzorowy wysyp baby hair. Stosowałam ją średnio co drugi dzień (jak mi się przypominało znaczy) obficie zlewając nią skalp na pół godziny, godzinę przed myciem. Początkowo używałam ją po umyciu głowy jednak miałam wrażenie, że włosy odrobinę szybciej tracą świeżość w ciągu dnia. Wielka, pół litrowa butla kosztowała mnie na promocji jakieś 4 zł i uważam, że były to pieniądze zainwestowane świetnie. W czasie używania zrobiłam sobie od niej dwie dłuższe przerwy na 'odpoczynek'. Myślę, że kiedyś pojawi się u mnie znowu.
Będzie (po przerwie): VIANEK NORMALIZUJĄCY TONIK WCIERKA DO SKÓRY GŁOWY


Było: FITO NIEBIESKA GLINKA KOSMETYCZNA
Nie lubię używać 'czystych' glinek do pielęgnacji twarzy. Bo mi się nie chce. Używam je za to z powodzeniem do skóry głowy. Przy w miarę systematycznym stosowaniu (staram się nałożyć ją przynajmniej raz na dwa tygodnie) skóra jest w zdecydowanie lepszej formie. Nie pojawiają się na niej dziwne zmiany (które niegdyś mi się zdarzały), nie mam problemu z nadmiernym przetłuszczaniem, ba, mam wrażenie, że włosy są przyjemnie odbite od skóry głowy. Nie widzę większej różnicy pomiędzy rodzajami konkretnych glinek tym bardziej pomiędzy producentami jeśli mowa o używanie ich w ten sposób więc podejrzewam, że ze względu na niską cenę, jeszcze u mnie zagości.
Jest: COSMOSPA RÓŻOWA GLINKA KOSMETYCZNA


Było: TAFT ULTIMATE LAKIER DO WŁOSÓW (6)
Gdy wykończyłam parę miesięcy temu czarnego Tafta (5), zarzekałam się, że w stronę tejże firmy patrzeć nie będę. Był okropny. Wybitnie nie utrwalał do tego sprawiał, że po użyciu włosy nadawały się do mycia 'na już'. Ale promocja w Biedronce zrobiła swoje, kupiłam ich nowość. Jakie to było miłe zaskoczenie! Lakier świetnie radził sobie z moim wysypem baby hair sterczących w każdą możliwą stronę jednocześnie nie pozostawiał na włosach nieprzyjemnej warstwy. No i bez problemu się wyczesywał. Będziemy do siebie wracać.
Jest: TAFT FULLNESS LAKIER DO WŁOSÓW (4)


Żel tak bardzo przeciętny, że zdążyłam go znielubić na amen. Niby miał całkiem fajny skład, niby mył, niby nie czynił spustoszenia na mojej skórze ale zdecydowanie niczym mnie nie zachwycił. Dodatkowo dobił mnie swoim wątpliwym aromatem, który pod koniec opakowania drażnił mnie już na tyle mocno, że wyprałam w nim pędzle i wrzuciłam go do torby z myślą 'nigdy więcej'.
Jest: TOŁPA DERMO ATOPIC LIPIDOWA EMULSJA DO MYCIA TWARZY I CIAŁA
Jest: SYLVECO TYMIANKOWY ŻEL DO MYCIA TWARZY


Przyznaję się bez bicia - gdybym miała go używać wyłączenie do twarzy w denku pojawił by się pewnie za pół roku. Blisko połowę opakowania zużyłam (z marnym skutkiem) do ciała. Coś nie zagrało bo i ile same drobinki były fajne, duże i przyjemnie twarde tak nie dość, że było ich zbyt mało to jeszcze ich działanie łagodziła baza w postaci dziwnego, gęstego kremu.  Nie sprawdził się u mnie wcale, powrotu nie będzie.
Jest: PERFECTA PEELING ENZYMATYCZNY
Jest: ZIAJA SOPOT SPA PEELING GOMMAGE
Jest: DR.KONOPKA'S PEELING ROZGRZEWAJĄCY


Było: BEAUTY FORMULAS OCZYSZCZAJĄCA MASKA GLINKOWA Z AKTYWNYM WĘGLEM
Tu dla urozmaicenia nie było źle. Aż tak źle. Jeśli mowa o działaniu oczyszczającym była to zwykła, przeciętna maska, która lekko oczyszczała i przyjemnie matowiła skórę. Nie sięgnę jednak po nią ponownie bo dla mnie miała jedną sporą wadę - przez zawartość alkoholu (jak podejrzewam) powodowała pieczenie. Znam tyle przyjemnych masek, które takich atrakcji mi nie fundują (a i działają lepiej), że powrót nie ma najmniejszego sensu.
Jest: BANIA AGAFII MASKA DZIEGCIOWA
Jest: DR.KONOPKA'S MASKA CHŁODZĄCA OCZYSZCZAJĄCA


Było: L'OREAL OLEJKOWY RYTUAŁ OLEJEK DO TWARZY PRZYWRACAJĄCY RÓWNOWAGĘ
Jak to pachniało *-* Był ze mną od dłuższego czasu (pojawił się w pudełku Joybox w ramach współpracy z L'Oreal) i dzięki swojemu bezsprzecznie cudnemu zapachowi fundował mi aromaterapię. Stosowałam go różnie. Najczęściej do wieczornej pielęgnacji szyi i dekoltu. Sporadycznie na całą twarz (moja skóra nie lubi olei w nadmiarze), czasami do mieszania z podkładami lub pod nie. Miał niesamowicie lekką, satynową konsystencję. A efekty pielęgnacyjne jakie fundował mojej skórze były całkiem przyzwoite. Może do niego wrócę.
Było: TOŁPA DERMO ATOPIC LIPIDOWY KREM REGENERUJĄCY
W mojej recenzji bardzo go chwaliłam i zdania w tym temacie nie zmieniam. To świetny bogaty krem odżywczy, który doprowadził do normalności moją skórę w czasie sporego kryzysu. Żałuję, że się skończy i planuję do niego powrót.
Jest (krem na noc): PHARMACERIS N KREM Z WITAMINĄ K USZCZELNIAJĄCY NACZYNKA


Było: YVES ROCHER ANTI AGE GLOBAL KREM POD OCZY
Najlepszy krem pod oczy jaki do tej pory używałam. Bogaty ale nie tłusty, pięknie nawilżający i odżywiający skórę pod oczami. Idealny do nałożenie grubszą warstwą na noc jak i cienką pod makijaż. Jak przytrafi się w jakiejś korzystnej promocji sięgnę po niego bez wahania.
Jest: VIANEK ODŻYWCZY KREM POD OCZY


Było: RIVAL DE LOOP KONCENTRAT DO TWARZY
Takie dziwadło w postaci dwóch ampułek do użytku dzień/noc. Pieniło się to jak szalone, kleiło się na skórze okrutnie (w strefie T wchłonęło się w pół godziny policzki lepiły mi się do dłoni kolejne trzy). Działać niby działało - miałam całkiem fajną w dotyku, gładką i napiętą skórę ale mimo to powrotu nie będzie.
Było: RIVAL DE LOOP MASECZKA NAPRAWCZA
Miłość. Od mniej więcej trzeciego użycia (początkowo mnie piekła ;)). Pięknie nawilża, odżywia i regeneruje skórę. A ze skórą problemy mam spore. I myślę tu o nadmiernym odwadnianiu i koszmarnej nadwrażliwości. To nie pierwsza moja zużyta maska i na pewno nie ostatnia. Jak mi ją Rossmann wycofa to się zapłaczę.


Było: FACELLE INTIM ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ
To nie jest zły produkt. Ma fajny, delikatny skład i krzywdy nie robi ale.. strasznie wkurzała mnie jego formuła. Chyba nigdy nie miałam aż tak śliskiego myjadła. Dodatkowo nie wiem jakim cudem producent nie wpadł na pomysł wyposażenia butli w pompkę - dzięki czemu pewnie nie zużyłabym go w tak zastraszająco szybkim tempie. Powrotu nie planuję bo egzemplarz obok zachwycił mnie składem, konsystencją, działaniem i pompką.
Jest: VENUS OCHRONNY ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ


Mimo początkowych problemów w dogadaniem się koniec końców uważam, że to całkiem przyjemny produkt. Lekka formuła pozostawiająca na skórze przyjemy, lekko olejowy (albo silikonowy,  jak kto woli) film świetnie sprawdziła mi się przy obecnej chłodnej aurze. Szalenie podobał mi się jego zapach i opakowanie z pompką. Raczej do niego nie wrócę ale kto wie, na prawdę nie był zły.
Aaaale to było niewydajne! Idealny produkt dla osób które używają balsamu raz na miesiąc i nie zdążają z terminem ważności PAO - tu zdążą - 12 miesięcy przy 10!!! aplikacjach to opcja całkiem spoko. Tyle z żartów. Nie wiem jakim cudem balsam o pojemności wyszedł mi po dziesięciu użyciach i chyba nie chcę wiedzieć. Działanie? Co najmniej dobre, wręcz wyróżniające się na tle drogeryjnych balsamów ale raczej powrotu nie będzie z wiadomych przyczyn.
Jest: OILLAN ACTIVE BIOAKTYWNY BALSAM KOJĄCO-OCHRONNY


Było: PROKUDENT NIĆ DENTYSTYCZNA WYBIELAJĄCA
Najlepsza nić na rynku. Woskowana, niby gruba ale pięknie włazi we szczeliny wszelakie dodatkowo ma cudowny smak (?) mięty z wanilią (?). Uwielbiam i każda próba zdrady (patrz obok) kończy się wrażeniem 'po co ja to kupiłam'. Bo była dwa razy dłuższa za tą samą cenę. Ale do pięt jej nie dorasta.
Było: PROKUDENT NIĆ DENTYSTYCZNA WOSKOWANA


Było: ELMEX PASTA DO ZĘBÓW Z AMINOFLUORKIEM
Nie potrafię się bez Elmexa obyć i nie pamiętam już kiedy tejże pasty w użyciu nie miałam. Myje, dba o zęby jednak ma jeden minus - smak. Z tego względu gdy wychodzę na pół dnia z domu i zależy mi na świeżości w paszczy stosuję coś miętowego. Ale po za tym Elmex obowiązkowo.
Jest: ELMEX PASTA DO ZĘBÓW Z AMINOFLUORKIEM
Jest: SENSODYNE PASTA DO ZĘBÓW EXTRA FRESH


Było: GREEN PHARMACY MYDŁO DO RĄK
Czy kogoś jego obecność w denku jeszcze dziwi? Uwielbiam. Myje, nie kaleczy mi mocno problematycznych dłoni i ładnie pachnie. 
Było: CIEN MYDŁO PEELINGUJĄCE
Kupione z braku laku z Lidlu miło mnie zaskoczyło. Było łagodne dla dłoni a delikatne ziarnka maku może i nie peelingowały ale przyjemnie miziały skórę. 
Jest: VIS PLANTIS MYDŁO SALICYLOWE




Ponarzekałam, pochwaliłam, do zobaczenia przy kolejnym denku ;))

sobota, 26 listopada 2016

Nie pić! | Przegląd żeli pod prysznic i płynów do kąpieli #2 | Palmolive, Dove, BeBeauty

Cześć. Dziś zapraszam Was na krótkie podsumowanie produktów, które goszczą w mojej łazience :)



***


BE BEAUTY PŁYN I ŻEL DO KĄPIELI WANILIOWE PRALINKI
   Płyny do kąpieli tej marki są dla mnie najlepszym rozwiązaniem, jeśli mowa o niskiej półce cenowej. Nie sieją spustoszenia na mojej suchej skórze, nie podrażniają, mają przyjemną kremową formułę i świetnie się pienią. Wariant 'pralinkowy' nie jest dostępny w regularnej sprzedaży a szkoda, bo to świetna opcja dla fanów zapachów spożywczych. Jest słodki ale bardzo wdzięczny i nie przytłaczający. Podejrzewam, że gdy kiedyś go zużyję sięgnę po którąś z wersji dostępnych w regularnej sprzedaży (na dzień dzisiejszy Biedronka ma na produkty myjące rabat 20% więc jak potrzebujecie uprzyjemnienia kąpieli to polecam się skusić ;)).



DOVE ŻEL POD PRYSZNIC PURELY PAMPERING SWEET CREAM AND PEONY
   Mój Ci on *-* Z żelami marki Dove przez dłuuugie lata miałam problem. Bo najzwyczajniej w świecie robiły mi krzywdę. Po zmianie formuły (producent zainwestował w delikatniejsze detergenty) wszystkie problemy jakie mi stwarzały... jak ręką odjąć. Uwielbiam jego konsystencję - jest diabelnie gęsta i kremowa, niezwykle komfortowa. Sam zapach polubiłam od pierwszego użycia. Jest słodki, lekko mydlany, jednocześnie nie męczy bo przełamany jest lekko kwiatową nutą. Ale wierze, że części użytkowników nie przypadnie do gustu - takie aromaty trzeba po prostu lubić :)



BEBEAUTY ŻEL POD PRYSZNIC BERRIES PASSION
   A to niespodzianka... Wierzcie lub nie, systematycznie wyzbywam się 'tanich' żeli pod prysznic jakie w moich zbiorach goszczą (oddaje, piorę w nich ręcznie, myję nimi wannę :P) bo o ile kiedyś lekko mnie przesuszały (tak do przejścia) to na obecną chwilę nie jestem w stanie ich używać. Nie dlatego, że są tanie. Tylko dla tego, że każdy jeden (Isana, Oceania, Cien itp.) sprawia, że skórę mam ściągniętą i przesuszoną na wiór co mimo użycia balsamu funduje mi spory dyskomfort. Tym niemniej żel Be Beauty zaskoczył mnie pozytywnie. Może jak na produkt nazywany przed producenta 'kremowym' jest ciut za rzadki jednak bliżej mu do żeli Palmolive niż Isany chociażby. Dodatkowo jest dla mojej skóry neutralny. Jest ona sucha sama w sobie więc po umyciu się nie liczę na nawilżenie ale... to myjadło nie powoduje u mnie najmniejszego dyskomfortu. A dodatkowo ma piękny kremowo-owocowo-kwiatowy (bardziej cierpki niż powyższy Dove), dosyć intensywny zapach, który mocno uprzyjemnia prysznic. Pewnie większość z Was skojarzy opakowanie z żelem Balea z zimowej limitki sprzed 2 (?) lat jednak powiem szczerze, że ten egzemplarz jak dla mnie pachnie ładniej ;)


PALMOLIVE GOURMET CHOCOLATE PASSION
    Bardzo opowiada mi formuła tych żeli. Są delikatne dla mojej skóry jednocześnie w czasie mycia czuć przyjemny poślizg, więc to na nim golę nogi ;) Jeśli mowa o konsystencji jest taka w sam raz, niby Dove to to nie jest ale jest zdecydowanie konkretniejszy (i przyjemniejszy) niż większość żeli. Jednak nie do końca dogaduję się z jego zapachem. Jak wiecie (albo i nie) jestem fanką wszelkich słodkich aromatów ale tutaj coś nie pykło. Spodziewałam się zapachu czekoladowego budyniu i go dostałam ale... to taki tani budyń, zajeżdżający trochę ciemnym, gorzkim kakao, które próbuje być słodkie tak na siłę. Nie jest źle. Ale tyłka mi to to nie urwało i spodziewałam się po nim czegoś więcej ;)

Znacie, lubicie?